
Mój umysł snuje się ostatnio wśród kosmetycznych receptur. Ciągle coś tworzę, wymyślam, próbuję. Kilka produktów mam już gotowych. Tych nie ruszam. Jednak ileś jest w trakcie opracowywania lub dopracowywania i w nich hula dusza, umysł błądzi, ciało testuje. Czasem nieco boleśnie.
Z nowych zainteresowań, którym mój umysł również poświęca jakiś kawałek siebie, uczę się roślin. Przesadziłam zaniedbane przez lata drzewka szczęścia, przygarnęłam podniszczonego zamiokulkasa, dwie łodyżki trzykrotki i kupiłam zielistkę. Wszystkie łatwe w obsłudze, by się nie zniechęcić. Póki co rosną i dają mi dużo radości.
Dodatkowo eksperymentuję sadząc różne pestki – cytryny, pomarańcze, awokado. Na razie tkwią pod ziemią i nie wiadomo, co dalej. Za to rośnie mi już szczypiorek, bazylia i mięta. No i truskawki. Choć wciąż nie jestem pewna, czy przetrwają, bo dzień po dniu kolejne mi padają. Z kupionych 12 sadzonek, ostało się 8 i 4 mają pojedyńcze kwiaty. Więc może…
Umysł mój, oprócz zlewek z ingrediencjami i obstawionych doniczkami parapetów, snuje się jeszcze w tematach pracy. Jestem gotowa na powrót. Dlatego ostatnio przygotowałam CV i gdzieś je nawet posłałam. A dziś zauczestniczyłam w rozmowie o pracę. Stres był, ale i jakaś frajda. No daję słowo.
Jakoś dużo we mnie spokoju, że będzie, co ma być i że tak właśnie będzie dobrze.
Więc choć mój umysł mocno ostatnio rozsnuty po różnych polach życia, bo jeszcze dzieci, ich relacje, kuchenne akrobacje, spotkania, obiady, marzenia i plany, to w sumie szczęśliwy jest. I tylko może tu go mniej.
Na ile go znam, a przecież całkiem nieźle znam, to wróci, by rzucić się w pisarski wir rzeczy prawdziwych i wyssanych z palca. Trudno tylko określić kiedy. Może przybędzie z truskawką, a może gałązką świerku. W końcu kto wie, co mi jeszcze wpadnie do głowy zasadzić.
Strasznie pozytywny ten Twój wpis, Dorotko. Jeśli chodzi o samodzielne wykonywanie kosmetyków, jak się to obecnie nazywa DIY, mam w tym pewne niewielkie doświadczenie. Przed minionymi świętami Bożego Narodzenia zrobiłam trzy kremy do twarzy. Zajęło mi to wprawdzie sporo czasu, a na składniki wydałam masę pieniędzy, ale z efektu byłam naprawdę zadowolona. Zresztą nie tylko ja, moja Mama, której podarowałam jeden z tych kremów, stwierdziła że cera jej się znacznie poprawiła. Fajne są takie domowe eksperymenty. Buziaki!