Gdzie mój umysł się snuje, kiedy go tu nie ma

przez | 5 maja 2022

Mój umysł snuje się ostatnio wśród kosmetycznych receptur. Ciągle coś tworzę, wymyślam, próbuję. Kilka produktów mam już gotowych. Tych nie ruszam. Jednak ileś jest w trakcie opracowywania lub dopracowywania i w nich hula dusza, umysł błądzi, ciało testuje. Czasem nieco boleśnie.

Z nowych zainteresowań, którym mój umysł również poświęca jakiś kawałek siebie, uczę się roślin. Przesadziłam zaniedbane przez lata drzewka szczęścia, przygarnęłam podniszczonego zamiokulkasa, dwie łodyżki trzykrotki i kupiłam zielistkę. Wszystkie łatwe w obsłudze, by się nie zniechęcić. Póki co rosną i dają mi dużo radości.

Dodatkowo eksperymentuję sadząc różne pestki – cytryny, pomarańcze, awokado. Na razie tkwią pod ziemią i nie wiadomo, co dalej. Za to rośnie mi już szczypiorek, bazylia i mięta. No i truskawki. Choć wciąż nie jestem pewna, czy przetrwają, bo dzień po dniu kolejne mi padają. Z kupionych 12 sadzonek, ostało się 8 i 4 mają pojedyńcze kwiaty. Więc może…

Umysł mój, oprócz zlewek z ingrediencjami i obstawionych doniczkami parapetów, snuje się jeszcze w tematach pracy. Jestem gotowa na powrót. Dlatego ostatnio przygotowałam CV i gdzieś je nawet posłałam. A dziś zauczestniczyłam w rozmowie o pracę. Stres był, ale i jakaś frajda. No daję słowo.

Jakoś dużo we mnie spokoju, że będzie, co ma być i że tak właśnie będzie dobrze.

Więc choć mój umysł mocno ostatnio rozsnuty po różnych polach życia, bo jeszcze dzieci, ich relacje, kuchenne akrobacje, spotkania, obiady, marzenia i plany, to w sumie szczęśliwy jest. I tylko może tu go mniej.

Na ile go znam, a przecież całkiem nieźle znam, to wróci, by rzucić się w pisarski wir rzeczy prawdziwych i wyssanych z palca. Trudno tylko określić kiedy. Może przybędzie z truskawką, a może gałązką świerku. W końcu kto wie, co mi jeszcze wpadnie do głowy zasadzić.

Jeden komentarz do „Gdzie mój umysł się snuje, kiedy go tu nie ma

  1. Justyna Piróg

    Strasznie pozytywny ten Twój wpis, Dorotko. Jeśli chodzi o samodzielne wykonywanie kosmetyków, jak się to obecnie nazywa DIY, mam w tym pewne niewielkie doświadczenie. Przed minionymi świętami Bożego Narodzenia zrobiłam trzy kremy do twarzy. Zajęło mi to wprawdzie sporo czasu, a na składniki wydałam masę pieniędzy, ale z efektu byłam naprawdę zadowolona. Zresztą nie tylko ja, moja Mama, której podarowałam jeden z tych kremów, stwierdziła że cera jej się znacznie poprawiła. Fajne są takie domowe eksperymenty. Buziaki!

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *