{"id":6605,"date":"2021-05-01T21:37:51","date_gmt":"2021-05-01T19:37:51","guid":{"rendered":"https:\/\/snujemisie.pl\/?p=6605"},"modified":"2021-05-01T21:38:31","modified_gmt":"2021-05-01T19:38:31","slug":"szary-wilk","status":"publish","type":"post","link":"https:\/\/snujemisie.pl\/index.php\/2021\/05\/01\/szary-wilk\/","title":{"rendered":"Szary Wilk"},"content":{"rendered":"\n<p><em>Jestem Szarym Wilkiem. Eirfwolfem Warrenem. Z rodu Warrena Wielkiego Kr\u00f3la i My\u015bliwego. Kr\u00f3la ro\u015blin i ptactwa. Kr\u00f3la \u015bwiat\u0142a i tego, co kryje si\u0119 poza nim. Kr\u00f3la jezior i Jady, rzeki czyni\u0105cej dobro. Kr\u00f3la las\u00f3w Ciemniej\u0105cych i tych, Kt\u00f3re Kwitn\u0105 O Brzasku, jaski\u0144 grafitowych i dolin Dojmuj\u0105cych, G\u00f3r Pielgrzymich i pielgrzym\u00f3w pod\u0105\u017caj\u0105cych, pie\u015bni niestworzonych i tych, co ju\u017c zaistnia\u0142y, s\u0142\u00f3w nieposkromionych, czas\u00f3w przesz\u0142ych i tera\u017aniejszych, cho\u0107 nie wiem, czy przysz\u0142ych, Kr\u00f3la trawy i kwiat\u00f3w najdrobniejszych, pustyni S\u0142owa i szmer\u00f3w owadzich. Kr\u00f3la \u017bycia wszelkiego, kochaj\u0105cego \u015bwiat ten i podw\u0142adnych swoich.<\/em><\/p>\n\n\n\n<p><em>Ja, Szary Wilk, narodzony z matki mojej, Marzenia Z\u0142otego, Darilmii, siostry Kr\u00f3la Wielkiego, Warrena, Prawdziwego W\u0142adcy, czuj\u0119, \u017ce po latach trzystu, jestem stary i mam potrzeb\u0119 opowiedzenia historii \u015bwiata, do kt\u00f3rego przyby\u0142em, kt\u00f3ry pozna\u0142em, pokocha\u0142em i kt\u00f3ry nie raz mnie zadziwi\u0142 rozczarowa\u0142 upokorzy\u0142 uradowa\u0142 zachwyci\u0142. M\u00f3j kraj nazywa si\u0119 Tracja.<\/em><\/p>\n\n\n\n<p><em>Pi\u0119kna to jest kraina, cho\u0107 wyspa, morzem poskromiona.<\/em><\/p>\n\n\n\n<p><em>Od po\u0142udnia otacza j\u0105 pasmo g\u00f3r. Wysokich, skalistych, drapie\u017cnych i pe\u0142nych jam, wykrot\u00f3w, tuneli \u015bnie\u017cnych, kryj\u00f3wek zwierz\u0105t znanych i nieznanych, prastworze\u0144 i stworze\u0144, istot niepami\u0119tnych, o kt\u00f3rych czasem m\u00f3wi\u0105 nam legendy i pie\u015bni, jak ta, kt\u00f3r\u0105 mama \u015bpiewa\u0142a mi przed snem:<\/em><\/p>\n\n\n\n<p><em>Nim na szczyt wejdziesz<\/em><\/p>\n\n\n\n<p><em>Otoczy ci\u0119<\/em><\/p>\n\n\n\n<p><em>\u015awiat nieznajomy<\/em><\/p>\n\n\n\n<p><em>Stworze\u0144 z dziecinnych bajd<\/em><\/p>\n\n\n\n<p><em>Orze\u0142 zraniony<\/em><\/p>\n\n\n\n<p><em>Uleczy b\u00f3l<\/em><\/p>\n\n\n\n<p><em>Rozpowie pie\u015b\u0144<\/em><\/p>\n\n\n\n<p><em>Na cztery \u015bwiata strony<\/em><\/p>\n\n\n\n<p><em>Poniesie w doliny i ciep\u0142y raj.<\/em><\/p>\n\n\n\n<p><em>Tam b\u0119dzie maj<\/em><\/p>\n\n\n\n<p><em>Brz\u0119czenie pszcz\u00f3\u0142<\/em><\/p>\n\n\n\n<p><em>Nied\u017awied\u017a&nbsp; swe futro zrzuci<\/em><\/p>\n\n\n\n<p><em>Nie wierzysz mi<\/em><\/p>\n\n\n\n<p><em>Lecz gdy w sercu masz dar<\/em><\/p>\n\n\n\n<p><em>On bardzo lubi ludzi<\/em><\/p>\n\n\n\n<p><em>Aaaa&#8230;aaaaaaaaa.<\/em><\/p>\n\n\n\n<p><em>Nied\u017awied\u017a jak wilk<\/em><\/p>\n\n\n\n<p><em>Baaaaardzo lubi ludzi<\/em><\/p>\n\n\n\n<p><em>Lecz je\u015bli wolisz<\/em><\/p>\n\n\n\n<p><em>Nikt ci nie rozka\u017ce<\/em><\/p>\n\n\n\n<p><em>Na \u017caden szczyt g\u00f3rski wznosi\u0107 si\u0119<\/em><\/p>\n\n\n\n<p><em>Nie musisz zna\u0107 or\u0142a<\/em><\/p>\n\n\n\n<p><em>Co leczy b\u00f3l<\/em><\/p>\n\n\n\n<p><em>Zawsze mo\u017cesz przygod\u0119 porzuci\u0107<\/em><\/p>\n\n\n\n<p><em>Po co ci futro nied\u017awiedzie,<\/em><\/p>\n\n\n\n<p><em>Gdy siedzisz przy kominie<\/em><\/p>\n\n\n\n<p><em>I po co pszczeli mi\u00f3d<\/em><\/p>\n\n\n\n<p><em>I wilk<\/em><\/p>\n\n\n\n<p><em>I strach<\/em><\/p>\n\n\n\n<p><em>Tylko przygoda ci\u0119 ominie<\/em><\/p>\n\n\n\n<p><em>Aaaaaaaa&#8230;aaaaaaaaa<\/em><\/p>\n\n\n\n<p><em>Po prostu Ci\u0119 ominie<\/em><\/p>\n\n\n\n<p><em>Tak mi \u015bpiewa\u0142a matka. To dzi\u0119ki niej nigdy nie porzuci\u0142em przygody. Zawsze chcia\u0142em spotka\u0107 tego nied\u017awiedzia, co zrzuca sk\u00f3r\u0119. Ale nigdy nie dane mi by\u0142o. Jako dziecko wyobra\u017ca\u0142em sobie go, jako istot\u0119 muskularn\u0105, p\u00f3\u0142olbrzyma, prawdziwego si\u0142acza o nied\u017awiedzim pysku. W rezultacie tych marze\u0144 tak w\u0142a\u015bnie postrzega\u0142em ojca \u2013 a mo\u017ce i odwrotnie- ojcem mym by\u0142 Szary Nied\u017awied\u017a, Co Silny, a w naszej mowie Eirfbeearee Warrenn.<\/em><\/p>\n\n\n\n<p><em>M\u00f3j ojciec zagin\u0105\u0142. By\u0142em wtedy jeszcze dosy\u0107 m\u0142ody, mia\u0142em jakie\u015b 25 lat, kiedy wybuch\u0142 bunt i Czarna Wielka Bitwa, w wyniku czego powsta\u0142o Czarne Pa\u0144stwo, to potoczna nazwa. Prawid\u0142owa brzmi: Kawinnis sahin with. Pa\u0144stwo Czarne, Bez Bieli, w najl\u017cejszym t\u0142umaczeniu. W ka\u017cdym razie ten bunt, ta bitwa i czas zabra\u0142y mi ojca, mojego si\u0142acza o nied\u017awiedzim pysku. Zabra\u0142y mi mistrza w celowaniu z \u0142uku, zielarza i najcudowniejszego przewodnika po Tracji, jej wzg\u00f3rzach, dolinach, lasach, jeziorach, szczytach g\u00f3rskich, pustyni. Wywo\u0142a\u0142y natomiast sporo nienawi\u015bci do Czarnych, Kawinn\u00f3w, za t\u0119 strat\u0119.<\/em><\/p>\n\n\n\n<p><em>Ale mia\u0142em opowiedzie\u0107 o Tracji.<\/em><\/p>\n\n\n\n<p><em>Ze wschodu jest jedynie pustynia, Pustynia Wiatru, pe\u0142na piasku s\u0142o\u0144ca i skorpion\u00f3w. Mieszkaj\u0105 tam podobno, jak i w g\u00f3rach Pielgrzymich, pradawne istoty, cho\u0107 nikt jeszcze tego nie po\u015bwiadczy\u0142. \u015awiadcz\u0105 tylko legendy i pie\u015bni mam, babek i prababek.. Kiedy wieczorem wracam z polowania lub innych wypad\u00f3w poza nasze kr\u00f3lestwo, poza nasz las, Garlims Uon, Beztroski Czas, s\u0142ysz\u0119 te pie\u015bni, baj\u0119ty, natr\u0119ty. Najbardziej lubi\u0119 t\u0119, kt\u00f3r\u0105 \u015bpiewaj\u0105 dzieciaki. To taka ich elficka wyliczanka:<\/em><\/p>\n\n\n\n<p><em>Na Pustyni Wiatru<\/em><\/p>\n\n\n\n<p><em>Kiedy wody brak<\/em><\/p>\n\n\n\n<p><em>Krzyknij wtedy g\u0142o\u015bno<\/em><\/p>\n\n\n\n<p><em>Rak mak kwak<\/em><\/p>\n\n\n\n<p><em>Wtedy&nbsp; przyjdzie wiatr<\/em><\/p>\n\n\n\n<p><em>Pe\u0142ny b\u0119dzie buk\u0142ak<\/em><\/p>\n\n\n\n<p><em>Zmieni si\u0119 ten \u015bwiat<\/em><\/p>\n\n\n\n<p><em>Rak mak kwak!<\/em><\/p>\n\n\n\n<p><em>Rak mak kwak!<\/em><\/p>\n\n\n\n<p><em>Ostatnie z wyliczonych musi zakwacze\u0107. Tego ju\u017c nie s\u0142ucham, a przynajmniej staram si\u0119, bo kwacz\u0105 jak oparzone, w ko\u0144cu na tym polega ta zabawa. W ka\u017cdym razie nie s\u0105dz\u0119, \u017ceby na Pustyni S\u0142owa wyst\u0119powa\u0142y maki, raki, a tym bardziej upierzone kwaki. Lecz tak naprawd\u0119 nikt nie zbada\u0142 istot, ani stworze\u0144 zamieszkuj\u0105cych t\u0119 piaszczyst\u0105 ziemi\u0119. Nie wiadomo, co kryje si\u0119 w\u015br\u00f3d po\u0142aci piasku, w jamach ukrytych, norach wykopanych, zag\u0142\u0119bieniach. Na Pustyni Wiatru wre \u017cycie niepoznane, tajemnicze, niepokoj\u0105ce.<\/em><\/p>\n\n\n\n<p><em>Tak wi\u0119c ze wschodu mamy pustyni\u0119 i stamt\u0105d w\u0142a\u015bnie nadci\u0105gn\u0119li ludzie. Pustynia zabi\u0142a ich wielu, ale nie wszystkich. Byli jedynymi, kt\u00f3rzy przeszli j\u0105 wszerz. To od nich dowiedzieli\u015bmy si\u0119 o istnieniu tajemniczych stworze\u0144 mieszkaj\u0105cych w piaskach Lillmish. Spotkali ich wiele, strasznych, przera\u017caj\u0105cych. Gin\u0119li od upa\u0142u, skwaru, z braku wody i strachu przed potworami atakuj\u0105cymi znienacka.<\/em><\/p>\n\n\n\n<p><em>Wielu z nich jednak przetrwa\u0142o i jest to godne szacunku. Ju\u017c p\u00f3\u017aniej dowiedzia\u0142em si\u0119, \u017ce ludzie przede wszystkim dbaj\u0105 o przetrwanie. Wiele razy podziwia\u0142em nag\u0142e moce rodz\u0105ce si\u0119 w nich w chwili walki o najbli\u017cszych, o siebie samych, o wiosk\u0119, miasto, kr\u00f3la.<\/em><\/p>\n\n\n\n<p><em>Ludzie ci uciekali szukaj\u0105c spokoju, ale potrafili walczy\u0107. Nadci\u0105gn\u0119li ze wschodu, na tratwach i przeprawili si\u0119 przez pustyni\u0119, przez Lillmish. Nigdy nie powiedzieli, przed czym uciekali, ani co sk\u0142oni\u0142o ich do tak ryzykownej ucieczki. By\u0142o jedno s\u0142owo, kt\u00f3re wzbudza\u0142o ich strach i kt\u00f3re w naszej mowie nie znaczy\u0142o nic: Hisch. Syczeli to s\u0142owo nawet przez sen, bali si\u0119 samego d\u017awi\u0119ku, dr\u0119twieli na jego odg\u0142os. I nic wi\u0119cej. Na pocz\u0105tku, kiedy ich wyn\u0119dznia\u0142a, wyko\u0144czona grupa ukaza\u0142a si\u0119 na skraju Puszczy Kwitn\u0105cej mieli\u015bmy problemy z porozumieniem. Ich j\u0119zyk by\u0142 do\u015b\u0107 prymitywny. Mimo i\u017c pos\u0142ugiwali si\u0119 og\u00f3lnowyspiarskim, znanym tak\u017ce i nam, mieli dziwny akcent, z kt\u00f3rym musieli\u015bmy si\u0119 os\u0142ucha\u0107. Pozwolili\u015bmy im zamieszka\u0107, gdzie zechc\u0105 i tak te\u017c uczynili. Ich przyw\u00f3dc\u0105 by\u0142 Ekin, kt\u00f3ry mimo prymitywnego j\u0119zyka, by\u0142 przyw\u00f3dc\u0105 m\u0105drym. Poprowadzi\u0142 ich wcze\u015bniej przez morze, potem pustyni\u0119, a teraz lasy kwitn\u0105ce, na r\u00f3wniny, do zieleni i prostolinijno\u015bci Jeod, zwanej p\u00f3\u017aniej Jad\u0105. Wskaza\u0142 im ziemie \u017cyzne i nauczyli si\u0119 je uprawia\u0107. Postawili namioty, zacz\u0119li rodzi\u0107 dzieci i Ziemia, nasza Gallah, te\u017c pocz\u0119\u0142a dla nich rodzi\u0107. Tacy byli ludzie. Tak si\u0119 zadomawiali. Natychmiast.<\/em><\/p>\n\n\n\n<p><em>Rozmowy z Lud\u017ami trwa\u0142y w Puszczy Kwitn\u0105cej, kt\u00f3ra niby unikalny kwiat rozlewa si\u0119 zaraz za pustyni\u0105 Wiatru, S\u0142owa.<\/em><\/p>\n\n\n\n<p><em>Te dwie, jak\u017ce odmienne krainy, przechodz\u0105 jedna w drug\u0105 bez najmniejszego uprzedzenia. Nagle urywa si\u0119 puszcza i rozpo\u015bciera przed nami pustynia. Kiedy po raz pierwszy zobaczy\u0142em idealn\u0105 lini\u0119 dziel\u0105c\u0105 te dwie krainy, by\u0142em zdezorientowany. Jak taka pe\u0142na \u017cycia, kwiat\u00f3w niespotkanych, t\u0119tni\u0105ca barw\u0105 szmerem i oddechem przyczajonych zwierz\u0105t puszcza, mo\u017ce zamieni\u0107 si\u0119 tak nagle, urywanie w pustyni\u0119? I wtedy ojciec m\u00f3j, Nied\u017awiedzi Pysk Bez Sk\u00f3ry opowiedzia\u0142 mi histori\u0119 sprzed wiek\u00f3w. Histori\u0119 o Trakach.<\/em><\/p>\n\n\n\n<p><em>Trak\u00f3w zrodzi\u0142a Ziemia. Nasza Gallach. Zrodzi\u0142a ich ze ska\u0142 G\u00f3r Pielgrzymich i uczyni\u0142a tak samo pot\u0119\u017cnych i wielkich. Zrodzi\u0142a ich z piasku i wody, z oddechu w\u0142asnego, kochaj\u0105c i wyrzucaj\u0105c ka\u017cdego niczym gejzer na powierzchni\u0119. Tak narodzili si\u0119: Trak- Granitowa Pi\u0119\u015b\u0107 i Traczka- Ska\u0142a Si\u0142y. Byli ogromni, wi\u0119ksi ni\u017c najwy\u017csze wierzcho\u0142ki drzew Tracji, ogromni, o wyciosanych cia\u0142ach. Nie byli jednak dobrzy. Nasza matka, Wielka Gallah cierpia\u0142a pod ich stopami, ci\u0119\u017ckimi, mia\u017cd\u017c\u0105cymi pozosta\u0142e dzieci, kt\u00f3re ukocha\u0142a. Trawa wi\u0119d\u0142a z braku powietrza, kiedy na niej siedzieli, drzewa \u0142ama\u0142y si\u0119 pod ich wielkim cielskiem, kiedy szli przez lasy. Nawet ska\u0142y spada\u0142y lawinami, gdy kt\u00f3re\u015b z nich w szale waln\u0119\u0142o pi\u0119\u015bci\u0105 o szczyt. A by\u0142y to istoty dosy\u0107 proste, czuj\u0105ce podstawowe emocje takie jak b\u00f3l gniew po\u017c\u0105danie. Czasem u\u0142amana ga\u0142\u0105\u017a wbija\u0142a si\u0119 szpilkami sosny czy \u015bwierku w ich stop\u0119 i wtedy czuli b\u00f3l. A potem gniew, kt\u00f3ry wy\u0142adowywali na ca\u0142ym \u015bwiecie wok\u00f3\u0142. Rzucali g\u0142azami wielkimi gdzie popadnie, tupali, wywo\u0142uj\u0105c trz\u0119sienia, \u0142amali drzewa, t\u0142ukli pi\u0119\u015bciami. Poznali te\u017c po\u017c\u0105danie, mo\u017ce nawet mi\u0142o\u015b\u0107, dzi\u0119ki czemu po stu latach, narodzili si\u0119 ich synowie: starszy- Moc Ska\u0142y i m\u0142odszy- Jaski\u0144 Utajenie.<\/em><\/p>\n\n\n\n<p><em>Moc Ska\u0142y by\u0142 pop\u0119dliwy, cz\u0119sto si\u0119 w\u015bcieka\u0142 i niszczy\u0142. Nie mia\u0142 cierpliwo\u015bci ani do matki- Ska\u0142y Si\u0142y, ani ojca- Granitowej Pi\u0119\u015bci. Potrafi\u0142 rzuci\u0107 im obrzydliwo\u015bciami w twarz, cisn\u0105\u0107 kamieniem w brata i podbi\u0107 mu oko, czy po prostu kopn\u0105\u0107 i cieszy\u0107 si\u0119 b\u00f3lem, jaki sprawi\u0142. To nie by\u0142 dobry Trak. Wiedzieli o tym jego wielcy rodzice i cierpieli, wiedzia\u0142a o tym jego babka, Wielka Gallah, kt\u00f3ra ich stworzy\u0142a. Cierpia\u0142a, ale ukocha\u0142a to plemi\u0119, kt\u00f3re powo\u0142a\u0142a do \u017cycia i nie mog\u0142a nic zrobi\u0107.<\/em><\/p>\n\n\n\n<p><em>Jaski\u0144 Utajenie, m\u0142odszy z braci, by\u0142 spokojny i cichy, nie reagowa\u0142 z\u0142o\u015bci\u0105, po prostu chowa\u0142 si\u0119 jak najdalej, by poby\u0107 samemu, z w\u0142asnymi my\u015blami, wypi\u0107 bary\u0142k\u0119 miodu, podziwia\u0107 zach\u00f3d s\u0142o\u0144ca, pole\u017ce\u0107 na trawie. Rodzice nie rozumieli jego dziwnych upodoba\u0144, brat nienawidzi\u0142. Za to Gallah kocha\u0142a go najbardziej. Kt\u00f3rego\u015b dnia wybra\u0142 si\u0119 na sam wsch\u00f3d Tracji, nad morze, by przygl\u0105da\u0107 si\u0119 jego falom opadaj\u0105cym na brzeg, nachylaj\u0105cym si\u0119 nad piaskiem, zabieraj\u0105cym jego cz\u0119\u015b\u0107 ze sob\u0105, w g\u0142\u0119biny. I kiedy podziwia\u0142 jego pot\u0119g\u0119, nadszed\u0142 po cichu, od ty\u0142u, jego brat Moc Ska\u0142y. Kiedy Moc Ska\u0142y zobaczy\u0142, \u017ce Jaski\u0144 Utajenie jest szcz\u0119\u015bliwy, wezbra\u0142a w nim ogromna fala gniewu. Silniejsza ni\u017c morza i wiatru, i wszystkiego, co by\u0142o wok\u00f3\u0142. On nie lubi\u0142 szcz\u0119\u015bcia, a mo\u017ce go nie pozna\u0142. Nie chcia\u0142 pozna\u0107. Wi\u0119c je unicestwi\u0142. Wybra\u0142 najostrzejszy kamie\u0144 i cisn\u0105\u0142 nim w swego brata. By\u0142 to celny rzut. Moc ska\u0142y nie raz \u0107wiczy\u0142 si\u0119 w rzucaniu do ma\u0142ych zwierz\u0105t, takich jak wiewi\u00f3rki, czy skowronki, nietoperze, kr\u00f3liki, a nawet wilki. Nie lubi\u0142 ich wigoru i rado\u015bci w \u0107wierkaniu, podrygiwaniu, opiece nad ma\u0142ymi. Irytowa\u0142y go. Tak samo zirytowa\u0142 go brat zadowolony z oceanu, s\u0142o\u0144ca i piasku. Jego rzut by\u0142 celny, w samo serce, kt\u00f3re tchn\u0119\u0142a Gallah. Utajenie Jaski\u0144 nie j\u0119kn\u0105\u0142, ani nie krzykn\u0105\u0142, po prostu zasn\u0105\u0142 nagle i to na zawsze. Mia\u0142 nadal u\u015bmiech na twarzy, dopiero co, dostrzeg\u0142 z\u0142ot\u0105 rybk\u0119 skacz\u0105c\u0105 nad powierzchni\u0105 wody i nie m\u00f3g\u0142 jej nie podziwia\u0107, bo by\u0142a pi\u0119kna. Ten u\u015bmiech, delikatny u\u015bmiech rozw\u015bcieczy\u0142 Moc Ska\u0142y, jak\u017ce ten gnojek m\u00f3g\u0142 si\u0119 u\u015bmiecha\u0107, kiedy go zabija\u0142? Jak on \u015bmia\u0142 si\u0119 nie ba\u0107? Ale Jaski\u0144 Utajenie nie zna\u0142 prawdy, kryj\u0105cej si\u0119 za plecami, podziwia\u0142 z\u0142ot\u0105 rybk\u0119 i by\u0142 szcz\u0119\u015bliwy, kiedy dosi\u0119gn\u0105\u0142 go kamie\u0144, rzucony przez Moc Ska\u0142y.<\/em><\/p>\n\n\n\n<p><em>Moc Ska\u0142y zarycza\u0142 dziko. Nie by\u0142 dobrym Trakiem, ale nagle ogarn\u0105\u0142 go sza\u0142, zda\u0142 sobie spraw\u0119 z tego, co zrobi\u0142 i mocno zagryz\u0142 palce. Bola\u0142o, chcia\u0142 \u017ceby bola\u0142o. Sta\u0142 si\u0119 kim\u015b innym, nie tym, kt\u00f3ry rani, ale tym, kt\u00f3ry zabija. To by\u0142o przera\u017caj\u0105ce nawet dla niego. Nie odmieni ju\u017c tego. Wi\u0119c wy\u0142, wy\u0142 d\u0142ugo nad morzem, strasz\u0105c swym pot\u0119\u017cnym rykiem delfiny, orki, mniejsze i wi\u0119ksze stworzenia morskie, a potem zacz\u0105\u0142 biec. I bieg\u0142 op\u0119ta\u0144czo. Poprzez Puszcz\u0119 Kwitn\u0105c\u0105, doliny Dojmuj\u0105ce, poruszy\u0142 Gallah, tak biegn\u0105c przez jej krain\u0119, dobieg\u0142 do G\u00f3r Pielgrzymich i w furii swojej, w gniewie nieustaj\u0105cym na brata zabitego z u\u015bmiechem na martwej twarzy, na \u015bwiergot ptak\u00f3w, na s\u0142o\u0144ce, kt\u00f3re tak po prostu \u015bwieci jak gdyby nigdy nic, rzuci\u0142 si\u0119 w jaskini na rodzic\u00f3w swoich i zabi\u0142 tak\u017ce ich. Udusi\u0142 ich, zacisn\u0105\u0142 r\u0119k\u0119 na gard\u0142ach moc\u0105 ska\u0142y, kt\u00f3r\u0105 posiada\u0142. I oni umarli z u\u015bmiechem, cieszyli si\u0119, \u017ce przyszed\u0142. A potem usiad\u0142 na kamieniu i gorzko zap\u0142aka\u0142. P\u0142aka\u0142 tak d\u0142ugo, \u017ce zrodzi\u0142 si\u0119 strumie\u0144 Manniw, Strumie\u0144 Wzgardzony.<\/em><\/p>\n\n\n\n<p><em>Nasza Matka Cudowna Gallah cierpia\u0142a. Nie by\u0142a dumna z dzieci, kt\u00f3re wyda\u0142a, ale je ukocha\u0142a. Ale brat zabi\u0142 brata, syn ojca i matk\u0119. W\u015bciek\u0142a si\u0119 i zatrz\u0119s\u0142a. Rozpali\u0142a gniew. I uczci\u0142a pami\u0119\u0107 swoich pierwszych dzieci. Tam gdzie wnuk jej, Jaski\u0144 Utajenie pad\u0142, wyja\u0142owi\u0142a ziemi\u0119, po\u0142a\u0107 t\u0119 uczyni\u0142a pustyni\u0105, bo pustym sta\u0142o si\u0119 jej serce po stracie tak ukochanego Traka.<\/em><\/p>\n\n\n\n<p><em>Granitowa Pi\u0119\u015b\u0107 i Ska\u0142a Si\u0142y w miejscu, w kt\u00f3rym umarli, w\u015br\u00f3d szczyt\u00f3w, wierzcho\u0142k\u00f3w ponad \u015bwiatem, wci\u0105\u017c trzymaj\u0105 si\u0119 za r\u0119ce, kochankowie czas\u00f3w minionych. Dwie wymar\u0142e na zawsze ska\u0142y, zimne i niezdobyte. Pomniki legendy.<\/em><\/p>\n\n\n\n<p><em>Tak powsta\u0142a pustynia Wiatru. Pustka po tym, kt\u00f3ry ukocha\u0142 pi\u0119kno. Narodzona z podziwu i gniewu, z mi\u0142o\u015bci Gallah do Utajenia Jaski\u0144, z mi\u0142o\u015bci Traka do morza i z\u0142otej rybki, do piasku i przestworza, horyzontu. A tak\u017ce z nienawi\u015bci wielkiej do tego, co \u017cywe i \u017cyciem si\u0119 cieszy. Moc ska\u0142y odszed\u0142, wyj\u0105c, przeklinaj\u0105c, nie wiadomo gdzie, w odm\u0119ty czasu. Czasem s\u0142ycha\u0107 j\u0119ki unosz\u0105ce si\u0119 nad g\u00f3rami, to podobno Moc Ska\u0142y wci\u0105\u017c cierpi za swoje czyny.<\/em><\/p>\n\n\n\n<p><em>Taka jest legenda o pustyni S\u0142owa. Dlatego linia biegn\u0105ca pomi\u0119dzy ni\u0105, a Puszcz\u0105 Kwitn\u0105c\u0105 jest idealna. Pustynne s\u0105 tylko te rejony, gdzie pad\u0142 Trak- Utajenie Jaski\u0144. By\u0142 wielki, ale Gallah jest najwi\u0119ksza i uczyni\u0142a pustyni\u0119 jego grobem pomnikiem wszystkim. Kocha\u0142a go.<\/em><\/p>\n\n\n\n<p><em>Z rozpaczy p\u0119k\u0142o jej serce nad rodem tym straconym. Sama p\u0119k\u0142a na p\u00f3\u0142 i uczyni\u0142a koryto dla rzeki naszej Jeod. I Strumie\u0144 Wzgardzony, Manniw, kt\u00f3ry narodzi\u0142 si\u0119 ze szlochu mordercy, nape\u0142ni\u0142 rado\u015bci\u0105 to koryto, t\u0119 rozpadlin\u0119 poprzez ca\u0142y kraj. P\u0142yn\u0105\u0142 niestrudzony, skrzy\u0142 si\u0119 w s\u0142o\u0144cu i u\u017cy\u017ania\u0142 doliny wok\u00f3\u0142. P\u0142yn\u0105\u0142 i p\u0142ynie nadal z zachodu do p\u00f3\u0142nocnego kra\u0144ca wyspy.<\/em><\/p>\n\n\n\n<p><em>Da\u0142 \u017cycie wielu stworzeniom, da\u0142 \u017cycie ziemi dooko\u0142a.<\/em><\/p>\n\n\n\n<p><em>U\u017cy\u017ani\u0142 Doliny Dojmuj\u0105ce, pe\u0142ne zieleni trawy, \u0142\u0105k ukwieconych, a tak\u017ce p\u00f3l przez ludzi uprawianych.<\/em><\/p>\n\n\n\n<p><em>Uczyni\u0142 Lasy Ciemniej\u0105ce rozlewiskiem tysi\u0105ca jezior, moczar\u00f3w, bagien.<\/em><\/p>\n\n\n\n<p><em>Da\u0142 ziemi wod\u0119, da\u0142 \u017cycie ro\u015blinno\u015bci, jakiej do tej pory nie by\u0142o, a jak\u0105 mo\u017cemy wci\u0105\u017c jeszcze podziwia\u0107.<\/em><\/p>\n\n\n\n<p><em>Sta\u0142 si\u0119 uk\u0142adem krwiono\u015bnym Tracji, dzi\u0119ki niemu Gallah podnios\u0142a si\u0119 z rozpaczy, dzi\u0119ki niemu zdecydowa\u0142a si\u0119 jeszcze raz zrodzi\u0107 swoje dzieci, by da\u0107 im w\u0142adz\u0119 nad t\u0105 jeszcze pi\u0119kniejsz\u0105 krain\u0105. To dzi\u0119ki niemu zrodzili\u015bmy si\u0119 my, a tak\u017ce krasnoludy.<\/em><\/p>\n\n\n\n<p><em>I Driady, Neady, Rusa\u0142ki roztrzepane, Jednoro\u017cce, Fauny, Trolle i Niedolle, Stchnienia, Odetchnienia, Oparrakle i inne ludy, kt\u00f3re od lat trzystu pi\u0119\u0107dziesi\u0119ciu zaistnia\u0142y w Tracji.<\/em><\/p>\n\n\n\n<p><em>Matka nasza, Gallah Nieposkromiona, pocieszona Jad\u0105, kt\u00f3ra da\u0142a \u017cycie, narodzi\u0142a wiele c\u00f3rek i wiele syn\u00f3w.<\/em><\/p>\n\n\n\n<p><em>Zrodzi\u0142a wi\u0119c Krasnoludy. Podobnie jak i Trak\u00f3w tchn\u0119\u0142a w nich \u017cycie ska\u0142y i odrobin\u0119 ziemi. Nie uczyni\u0142a ich ju\u017c tak wielkimi. Krasnoludy by\u0142y ma\u0142e, korpulentne, mia\u0142y d\u0142ugie brody i nieweso\u0142e obej\u015bcie. Pi\u0142y du\u017co miodu i przeklina\u0142y zaciekle przy najl\u017cejszym sporze. By\u0142y rubaszne, ale wierne i lojalne. To by\u0142 dobry lud. Pokocha\u0142 g\u00f3ry i ska\u0142y. Jaskinie i podziemne korytarze. Nauczy\u0142 si\u0119 wydobywa\u0107 z ziemi naszej, Gallah, wszystko, co cenne.<\/em><\/p>\n\n\n\n<p><em>W kopalniach G\u00f3r Pielgrzymich odkry\u0142 pok\u0142ady szafir\u00f3w, rubin\u00f3w, diament\u00f3w. Pokocha\u0142 metal i stal. W r\u0119kach krasnoludzkich rzemie\u015blnik\u00f3w powstawa\u0142y zadziwiaj\u0105ce dzie\u0142a sztuki. Pe\u0142ne klejnot\u00f3w, z\u0142ota i innych metali, obrobionych z gracj\u0105, o kt\u00f3r\u0105 nikt by nie pos\u0105dza\u0142 ich topornych i muskularnych d\u0142oni. Powsta\u0142y w nich tak\u017ce miecze, topory, piki. A ka\u017cda z tych rzeczy pi\u0119kna, ka\u017cda zakl\u0119ta w mi\u0142o\u015bci ska\u0142y, ziemi, klejnotu.<\/em><\/p>\n\n\n\n<p><em>Krasnoludy stwarza\u0142y \u015bwiat ku\u017ani rozdzwoniony, zbrojmistrz\u00f3w obeznanych ze sw\u0105 sztuk\u0105, g\u00f3rnik\u00f3w kochaj\u0105cych wykroty. Pokocha\u0142y ziemi\u0119, ska\u0142y i wszystko, co z nich si\u0119 rodzi.<\/em><\/p>\n\n\n\n<p><em>A potem nasza matka, Gallah, tchn\u0119\u0142a sw\u0105 moc w nas, Elfy, zrodzone z drzew i jej tchnienia. Narodzeni z r\u00f3\u017cnorodnych drzew stali\u015bmy si\u0119 r\u00f3\u017cnorodni. Ulepieni z modrzewia o delikatnych szpilkach, sosny wystrzeliwuj\u0105cej w niebo, klonu o delikatnych pi\u0119cioramiennych li\u015bciach, d\u0119bu mocnego, brzozy bia\u0142ej i gibkiej, wierzby p\u0142acz\u0105cej nad wod\u0105 i wielu, wielu innych, byli\u015bmy r\u00f3\u017cni, ale tacy sami. Tak samo ukochali\u015bmy nasz\u0105 ziemi\u0119, jej dary. Wszystko, co stworzy\u0142a, sta\u0142o si\u0119 dla nas \u015bwi\u0119tym. \u015awi\u0119t\u0105 by\u0142a wiewi\u00f3rka po drzewach \u015bmigaj\u0105ca, wilk szukaj\u0105cy ofiary, kos \u015bpiewaj\u0105cy, kret nory ryj\u0105cy, nied\u017awied\u017a rycz\u0105cy i ka\u017cde wszelkie stworzenie. W naszych sercach by\u0142a trawa, kwiaty kwitn\u0105ce, porzeczki, agrest, bez. By\u0142y jab\u0142onie i grusze, \u015bliwy, czere\u015bnie. Zrodzi\u0142a nas Gallah i kochali\u015bmy wszystko, co zrodzone zosta\u0142o z jej oddechu.<\/em><\/p>\n\n\n\n<p><em>Z mi\u0142o\u015bci do niej \u015bpiewali\u015bmy pie\u015bni, pisali\u015bmy sonety i wiersze. Z ka\u017cdej ga\u0142\u0105zki spad\u0142ej tworzyli\u015bmy instrumenty- harfy, flety, piszcza\u0142ki, skrzypce.<\/em><\/p>\n\n\n\n<p><em>Tworzyli\u015bmy te\u017c \u0142uki, gibkie i nieugi\u0119te. Nasze \u0142uki nosi\u0142y daleko i celnie, a strza\u0142y by\u0142y wywa\u017cone i ostre.<\/em><\/p>\n\n\n\n<p><em>Tak jak dla krasnolud\u00f3w si\u0142\u0105 by\u0142a ska\u0142a i metal, dla nas drzewo i wszystko, co w ziemi zakorzenione.<\/em><\/p>\n\n\n\n<p><em>Nauczyli\u015bmy si\u0119 te\u017c rozr\u00f3\u017cnia\u0107, kt\u00f3re ro\u015bliny daj\u0105 ulg\u0119 w cierpieniu, a kt\u00f3re przynosz\u0105 \u015bmier\u0107. W tej dziedzinie prowadzili\u015bmy rozleg\u0142e badania, podobnie jak w poznaniu ilo\u015bci zwierz\u0105t i ro\u015blin, zrodzonych na naszej ziemi.<\/em><\/p>\n\n\n\n<p><em>Mieli\u015bmy poet\u00f3w, pisarzy, naukowc\u00f3w, biolog\u00f3w, kronikarzy, bajarzy, zielarzy i medyk\u00f3w. A tak\u017ce malarzy, filozof\u00f3w i prze\u015bwietnych \u0142ucznik\u00f3w. Wiele z naszych nauk przekazali\u015bmy Krasnoludom, cho\u0107 nie wszystkie. Oni r\u00f3wnie\u017c nas wiele nauczyli, ale nigdy nie osi\u0105gn\u0119li\u015bmy ich kunsztu, nie znaj\u0105c sekret\u00f3w.<\/em><\/p>\n\n\n\n<p><em>Z ziemi naszej Gallah, Matki dziej\u00f3w i pradziej\u00f3w, narodzi\u0142o si\u0119 wiele istot i tchnie\u0144. Nie poznali\u015bmy ich wszystkich, mo\u017ce nigdy nie poznamy. Opr\u00f3cz Krasnoludzkiego i naszego plemienia, Tracj\u0119 zamieszkuj\u0105 na pewno Driady. To ukochane przez nas duszki drzew i las\u00f3w. Nie tworz\u0105 spo\u0142eczno\u015bci, cho\u0107 wi\u0119kszo\u015b\u0107 mieszka w naszym Garlims Uon, Beztroskim Czasie. One same s\u0105 beztroskie, zwiewne, tajemnicze i maj\u0105 wielkie si\u0142y. Si\u0142y \u017cycia drzewa, kt\u00f3re ukocha\u0142y i obdarzy\u0142y swym duchem. Widywa\u0142em je czasem samotne, ta\u0144cz\u0105ce w konarach, niby mgie\u0142ka ulotna, a zarazem moc wielka, dzwoni\u0105co \u015bpiewaj\u0105ce, li\u015b\u0107mi okryte niczym sukni\u0105, rozkochane w swym drzewie, z kt\u00f3rym tworz\u0105 jedno. Podobno s\u0105 dobre, kiedy w sokach drzewa p\u0142ynie dobro, ale kiedy soki drzewa zamieszkiwanego przez nie, przesi\u0105kn\u0119\u0142o z\u0142o&#8230; Moc drzew jest wielka, ich duch mo\u017ce wiele, z\u0142o mo\u017ce jeszcze wi\u0119cej. Nigdy nie spotka\u0142em takiej Driady, nigdy nie spotka\u0142em z\u0142ego drzewa. Jako Elf, zrodzony z drzew i ro\u015blin, kocham je i wszelkie \u017cycie uznaj\u0119 za dobre. Mo\u017ce gdzie\u015b, daleko, w miejscach niepoznanych istniej\u0105 z\u0142e Driady i z\u0142e drzewa. Ale trudno mi w to uwierzy\u0107.<\/em><\/p>\n\n\n\n<p><em>R\u00f3wnie\u017c Jeod, rzeka nasza najmilsza, daj\u0105ca \u017cycie, ma swoje duchy i duszki, Najady, zwane Neadami. S\u0105 pi\u0119kne, skrz\u0105 si\u0119 w s\u0142o\u0144cu, po\u0142yskuj\u0105 p\u0142etwami, \u0142uskami i w\u0142osami z\u0142otem przeplecionym. Baraszkuj\u0105 w wodzie, s\u0105 figlarne i uwielbiaj\u0105 psikusy. Maj\u0105 si\u0142y rzeki, strumieni, pr\u0105d\u00f3w wodnych. Kochaj\u0105 wszelkie wodne stworzenia, broni\u0105 je w niebezpiecze\u0144stwie, chroni\u0105 przed \u015bmierci\u0105. Same, gdy umieraj\u0105, poddaj\u0105 si\u0119 pr\u0105dowi rzeki i p\u0142yn\u0105 bezw\u0142adne a\u017c do Oceanu Zatopionego, kt\u00f3ry przyjmuje je, otula i grzebie w swoich odm\u0119tach, na samym dnie, w miejscu zwanym Najdilij\u0105, Zatopionym Miejscem. Wtedy rozlega si\u0119 lament, ch\u00f3r g\u0142os\u00f3w wysokich i mocnych, smutnych i niesko\u0144czonych, \u017cegnaj\u0105cych siostr\u0119. I jest tak, jakby rzeka ca\u0142a, Jeod nasza cudowna, przepe\u0142niona by\u0142a \u017ca\u0142o\u015bci\u0105 i cierpieniem.<\/em><\/p>\n\n\n\n<p><em>Ziemia nasza, Wielka Gallah stworzy\u0142a tak\u017ce Rusa\u0142ki, plemi\u0119 roztrzepane. Ta\u0144cz\u0105 one \u015bwietli\u015bcie nad wod\u0105, w moczarach, nad \u0142\u0105kami, przed obliczem S\u0142o\u0144ca. O nic si\u0119 nie martwi\u0105, o niczym nie my\u015bl\u0105, tylko ta\u0144cz\u0105, wiruj\u0105, na wp\u00f3\u0142 opadaj\u0105 i na wp\u00f3\u0142 powstaj\u0105, niczym jesienne li\u015bcie. Potrafi\u0105 daleko w\u0119drowa\u0107, dalej ni\u017c inni, bo my\u015bl ich jest lekka, niczym nieobci\u0105\u017cona. Ale lubi\u0105 miejsca bezpieczne, dobre miejsca, gdzie mog\u0105 szale\u0107 i ta\u0144czy\u0107, wirowa\u0107 i \u015bni\u0107. \u015ani\u0107 zawsze o kochanku roztargnionym, w\u0119drowcu nieuwa\u017cnym, kt\u00f3ry porzuciwszy szlak, odda si\u0119 ich d\u0142oniom, odda si\u0119 im na zawsze. Wejdzie w ich taniec i wir.<\/em><\/p>\n\n\n\n<p><em>Z Matki naszej, Gallah zrodzi\u0142 si\u0119 r\u00f3d Jednoro\u017cc\u00f3w i jemu da\u0142a tchnienie. Da\u0142a mu tchnienie czyste, przejrzyste, niczym g\u00f3rski strumie\u0144. Jednoro\u017cce sta\u0142y si\u0119 \u0142ask\u0105, pot\u0119g\u0105 dobra, kt\u00f3ra kryje si\u0119 i kt\u00f3rej nie \u0142atwo dosi\u0119gn\u0105\u0107. Sta\u0142y si\u0119 snem, o tym, co doskona\u0142e, a ukryte, sta\u0142y si\u0119 niedosi\u0119\u017cnym idea\u0142em.<\/em><\/p>\n\n\n\n<p><em>Nie raz siedz\u0105c w knajpie s\u0142ysza\u0142em powiedzenie: \u201eSorry, Jednoro\u017cec ze mnie \u017caden\u201d. Mog\u0119 je r\u00f3wnie\u017c zastosowa\u0107 do siebie. Nie jestem Jednoro\u017ccem. Jestem Szarym Wilkiem. I to jeszcze nie koniec mojej historii.<\/em><\/p>\n\n\n\n<p><em>Jak\u017ce r\u00f3\u017cne s\u0105 dzieci jednej matki. Ale wierz\u0119, \u017ce Gallah nasza wielka, wiedzia\u0142a, co czyni, powo\u0142uj\u0105c do \u017cycia takie stworzenia jak Trolle. S\u0105 to stworzenia ohydne. Garbate, ow\u0142osione, o\u015blizg\u0142e, pe\u0142ne z\u0142ych zamiar\u00f3w. Narodzone z bagien, ca\u0142e cuchn\u0105 bagnem, pragn\u0105 przeszkodzi\u0107, dokuczy\u0107 innym. Czasami zn\u0119caj\u0105 si\u0119 nad mniejszymi i bezbronnymi, tortury maj\u0105 okrutne. Na szcz\u0119\u015bcie jest ich niewiele i kryj\u0105 si\u0119 po lasach boj\u0105c si\u0119 nas i ludzi. Kiedy nie maj\u0105 wyj\u015bcia broni\u0105 si\u0119 niczym lwy. Wtedy s\u0105 gro\u017ane. I bardzo niebezpieczne. Ale nie tak, jak ich kuzyni Niedolle. Niedolle, nie maj\u0105 cia\u0142a, ich pow\u0142oka jest bagienno- ziemista, pe\u0142na robak\u00f3w i larw. \u017bywi\u0105 si\u0119 ziemi\u0105 i do niej pod\u0105\u017caj\u0105, zarazem zwi\u0105zani z tym, co na g\u00f3rze, tam mog\u0105 spotka\u0107 ofiary. Kopi\u0105 korytarze, tunele podziemne, by czatowa\u0107 i poch\u0142ania\u0107 to, co zdob\u0119d\u0105. Niedolle wysysaj\u0105 wszystko, co wewn\u0105trz organizmu, co dobre i niedobre. Jakby \u017cywi\u0142y si\u0119 nie tylko cia\u0142em, ale tak\u017ce dusz\u0105 i umys\u0142em ofiary.<\/em><\/p>\n\n\n\n<p><em>Istniej\u0105 wierzenia, \u017ce niekt\u00f3re ze stworze\u0144 \u017cyj\u0105cych na ziemi naszej, nie zrodzone s\u0105 z Gallach. Dotyczy to przede wszystkim stworze\u0144 strasznych, przera\u017caj\u0105cych, gro\u017aniejszych ni\u017ali Trolle, Niedolle i ich wszelcy kuzyni. Stworze\u0144, kt\u00f3rymi przesi\u0105kni\u0119te s\u0105 wszystkie najczarniejsze ba\u015bnie i legendy. Jak cho\u0107by ta o Operraklach.<\/em><\/p>\n\n\n\n<p><em>Operrakle przypominaj\u0105 ptaki. Istoty, o pi\u00f3rach niczym burzowa noc, pe\u0142na piorun\u00f3w b\u0142yskawic i grom\u00f3w. Ciemne, granitowe, czarne, po\u0142yskuj\u0105ce w ksi\u0119\u017cycowym \u015bwietle i tylko w nim widoczne. Szybkie niczym grom, spadaj\u0105, okryte ciemno\u015bci\u0105 niczym ca\u0142unem w niczego niespodziewaj\u0105ce si\u0119 ofiary. Dziobami wielkimi, zaokr\u0105glonymi lekko, wpijaj\u0105 si\u0119 w oczy, a potem w serce.<\/em><\/p>\n\n\n\n<p><em>Legenda opowiada o dw\u00f3ch m\u0142odych elfach i dw\u00f3ch m\u0142odych krasnoludach, kt\u00f3rzy dawno, dawno temu, \u017cyj\u0105c w pobli\u017cu g\u00f3ry zwanej Zarm\u0105 urz\u0105dzili nocne polowanie na ptaki. Przyczajeni w g\u00f3rach, obserwowali niebo z \u0142ukami gotowymi do strza\u0142u. Ale noc by\u0142a ciemna. Ksi\u0119\u017cyc nie wyp\u0142yn\u0105\u0142 na niebo. Rozpalili wi\u0119c ognisko i otworzyli flaszk\u0119 miodu, kt\u00f3r\u0105 m\u0142odszy z krasnolud\u00f3w Operrakl wzi\u0105\u0142 ze sob\u0105. Jako krasnolud z krwi i ko\u015bci nie zapomina\u0142 nigdy o tym cudownym trunku- przyjacielu nieudanych polowa\u0144. Po pierwszej flaszce drugi z krasnolud\u00f3w, niejaki Korrelz wykaza\u0142 dobitnie, z jakiego ludu pochodzi i wyci\u0105gn\u0105\u0142 flaszk\u0119 nast\u0119pn\u0105. Noc, cho\u0107 nie na niebie, ale w sercach przyjaci\u00f3\u0142, rozpogadza\u0142a si\u0119 coraz bardziej. Krasnoludy swoim zwyczajem zacz\u0119\u0142y opowiada\u0107 historie i anegdoty nie do ko\u0144ca prawdziwe, ale zawsze spro\u015bne. Elfy- Wandil i Unnam wyci\u0105gn\u0119li nie tylko trzeci\u0105 flaszk\u0119 (ju\u017c nie miodu, ale wina korzennego), ale tak\u017ce harmonijk\u0119 i flet i rozpocz\u0119li ta\u0144ce i pie\u015bni, kt\u00f3re rych\u0142o podchwyci\u0142y krasnoludy. \u015apiewali:<\/em><\/p>\n\n\n\n<p><em>\u201eW gospodzie \u201eGdzie\u015b pod Dzwonem\u201d<\/em><\/p>\n\n\n\n<p><em>W ober\u017cy zaginionej<\/em><\/p>\n\n\n\n<p><em>Rozsiad\u0142y si\u0119 dziewcz\u0119ta,<\/em><\/p>\n\n\n\n<p><em>A ka\u017cda u\u015bmiechni\u0119ta,<\/em><\/p>\n\n\n\n<p><em>I ka\u017cda jest pon\u0119tna,<\/em><\/p>\n\n\n\n<p><em>I jedna w drug\u0105 pi\u0119kna,<\/em><\/p>\n\n\n\n<p><em>I do zabawy ch\u0119tna.<\/em><\/p>\n\n\n\n<p><em>W gospodzie \u201eGdzie\u015b pod Dzwonem\u201d<\/em><\/p>\n\n\n\n<p><em>W ober\u017cy zaginionej<\/em><\/p>\n\n\n\n<p><em>Spijaj\u0105 rum dziewcz\u0119ta<\/em><\/p>\n\n\n\n<p><em>To s\u0142odycz niepoj\u0119ta<\/em><\/p>\n\n\n\n<p><em>A buzia u\u015bmiechni\u0119ta<\/em><\/p>\n\n\n\n<p><em>I g\u0142owa rozszumia\u0142a<\/em><\/p>\n\n\n\n<p><em>Ich n\u00f3\u017cki rozskaka\u0142a<\/em><\/p>\n\n\n\n<p><em>W gospodzie \u201dGdzie\u015b pod Dzwonem\u201d<\/em><\/p>\n\n\n\n<p><em>W ober\u017cy zaginionej<\/em><\/p>\n\n\n\n<p><em>Wiruj\u0105 w kr\u0105g dziewcz\u0119ta<\/em><\/p>\n\n\n\n<p><em>A ka\u017cda nader pi\u0119kna<\/em><\/p>\n\n\n\n<p><em>I ka\u017cda jest pon\u0119tna<\/em><\/p>\n\n\n\n<p><em>I do zabawy ch\u0119tna<\/em><\/p>\n\n\n\n<p><em>I ka\u017cda u\u015bmiechni\u0119ta<\/em><\/p>\n\n\n\n<p><em>W gospodzie \u201eGdzie\u015b pod Dzwonem\u201d<\/em><\/p>\n\n\n\n<p><em>W ober\u017cy zaginionej<\/em><\/p>\n\n\n\n<p><em>Dziewcz\u0119ta rozta\u0144czone<\/em><\/p>\n\n\n\n<p><em>I rumem rozpalone<\/em><\/p>\n\n\n\n<p><em>Tych m\u0119\u017cczyzn s\u0105 spragnione<\/em><\/p>\n\n\n\n<p><em>Co wezm\u0105 je za \u017con\u0119<\/em><\/p>\n\n\n\n<p><em>Co pojm\u0105 je za \u017con\u0119\u201d<\/em><\/p>\n\n\n\n<p><em>Tak oto bawili si\u0119 i \u015bpiewali nasi m\u0142odzie\u0144cy. Jak wszyscy m\u0142odzi ch\u0142opcy marzyli o pannach z zaginionej ober\u017cy, pannach m\u0142odych i pi\u0119knych, czekaj\u0105cych i spragnionych m\u0119\u017c\u00f3w.<\/em><\/p>\n\n\n\n<p><em>A kiedy w ostatniej flaszce zabrak\u0142o wina, pospali si\u0119. Zasn\u0105\u0142 jako pierwszy najm\u0142odszy z nich, krasnolud Operrakl, potem kolejno jego trzej towarzysze- Korrelz, Wandil i Unnam. Spali pod czarnym, bezksi\u0119\u017cycowym niebem, na ziemi go\u0142ej, dooko\u0142a ogniska, kt\u00f3re powoli przygasa\u0142o zamieniaj\u0105c si\u0119 w kupk\u0119 popio\u0142u i w\u0119gla.<\/em><\/p>\n\n\n\n<p><em>Obudzi\u0142 ich szum. Wci\u0105\u017c jeszcze by\u0142o ciemno, a alkohol z ich g\u0142\u00f3w nie zd\u0105\u017cy\u0142 wyparowa\u0107. Szum nasila\u0142 si\u0119, kr\u0105\u017cy\u0142 nad nimi. W oddali niebo przeszywa\u0142y pioruny, kt\u00f3re nieuchronnie przybli\u017ca\u0142y si\u0119 do g\u00f3ry Zarmy, u st\u00f3p kt\u00f3rej, urz\u0105dzili swoje ognisko. Nad nimi zatacza\u0142 kr\u0119gi olbrzymi jastrz\u0105b. To jego skrzyd\u0142a tak szumia\u0142y, gdy ko\u0142owa\u0142 w\u015br\u00f3d chmur nad ich legowiskiem. Rozespani i na wp\u00f3\u0142 pijani przypomnieli sobie o prawdziwym celu wyprawy i wszyscy czterej, jak na jaki\u015b znak powoli i ostro\u017cnie si\u0119gn\u0119li po \u0142uki. Na\u0142o\u017cyli strza\u0142y, napi\u0119li ci\u0119ciwy. \u015aledzili uwa\u017cnie lot ptaka kr\u0105\u017c\u0105cy, pewny, silny niczym jego ogromne skrzyd\u0142a. Na u\u0142amek sekundy jastrz\u0105b zawis\u0142 bez ruchu, wysoko, ponad ich g\u0142owami i wszyscy czterej w tym samym u\u0142amku sekundy wypu\u015bcili strza\u0142y. J\u0119kn\u0119\u0142y ci\u0119ciwy. Strza\u0142y za\u015bwista\u0142y w powietrzu i trafi\u0142y w cel. Wszystkie opr\u00f3cz jednej. Strza\u0142a Operrakla chybi\u0142a. Najm\u0142odszy z nich by\u0142 jeszcze s\u0142abym strzelcem i s\u0142ab\u0105 mia\u0142 g\u0142ow\u0119 do picia, wi\u0119c zupe\u0142nie nie wytrze\u017awia\u0142. Strza\u0142a Wandila wbi\u0142a si\u0119 w jastrz\u0119bia lewe oko, jego brat Unnam trafi\u0142 blisko, bo w oko prawe ptaka. Natomiast Korrelz wys\u0142a\u0142 swoj\u0105 strza\u0142\u0119 w samo serce zwierz\u0119cia.<\/em><\/p>\n\n\n\n<p><em>G\u0142upcy! Nie wiedzieli, jak\u0105 to zwierzyn\u0119 upolowali! Nie by\u0142 to, bowiem, jeden z wielu jastrz\u0119bi \u017cyj\u0105cych w g\u00f3rach. By\u0142 to jastrz\u0105b nad jastrz\u0119bie, wielki i straszny Zwiastun Burzy, Gorom i burzy ulubieniec. I kiedy cia\u0142o ptaka przeszy\u0142y ich strza\u0142y, rozp\u0119ta\u0142a si\u0119 burza najwi\u0119ksza, jak\u0105 kiedykolwiek widzia\u0142a Tracja. Drzewa k\u0142ad\u0142y si\u0119 na ziemi, z g\u00f3r sypa\u0142y kamienie, rzeki pieni\u0142y si\u0119 i wyst\u0119powa\u0142y z brzeg\u00f3w. Ludzkie i elfickie siedziby przestawa\u0142y trzyma\u0107 pod\u0142o\u017ca, porywane podmuchami wiatru, godzone piorunami, dr\u017c\u0105ce w posadach od huku i grzmot\u00f3w. I z burzy tej straszliwej wy\u0142oni\u0142 si\u0119 pan wielki i czarny, kr\u00f3l mocy nieba ciemnego, w\u0142adca b\u0142yskawic i grom\u00f3w, Bauravil i stan\u0105\u0142 przed zab\u00f3jcami jego jastrz\u0119bia ukochanego, jego Goroma, Zwiastuna Burzy. Sam jego widok przerazi\u0142 przyjaci\u00f3\u0142, jego czarne oblicze ciska\u0142o w nich oskar\u017caj\u0105ce spojrzenie, pod kt\u00f3rym tylko mogli ugi\u0105\u0107 si\u0119, pa\u015b\u0107 na ziemi\u0119 i czeka\u0107 nieuchronnego. Nie doczekali si\u0119, przynajmniej nie tak jak my\u015bleli. Bauravil przem\u00f3wi\u0142. Przem\u00f3wi\u0142 g\u0142osem upiornym, ci\u0119\u017ckim. \u201eGoromie, przyjacielu, pomszczona b\u0119dzie twa \u015bmier\u0107. Pomszczona po wielokro\u0107. Nigdy ta ziemia, kt\u00f3ra ci\u0119 ukrzywdzi\u0142a nie zapomni o swojej winie. Ka\u017cda ciemno\u015b\u0107 i burza stanie si\u0119 przypomnieniem twojej \u015bmierci i winy tych, kt\u00f3rzy ci\u0119 zabili.\u201d A potem stan\u0105\u0142 ten pan straszny nad Operraklem i znowu rzek\u0142: \u201eTwoja strza\u0142a chybi\u0142a, wi\u0119c pozostaniesz istnieniem. B\u0119dziesz tym, kt\u00f3ry pom\u015bci mojego Zwiastuna, staniesz si\u0119 jego m\u015bcicielem. Ale przestaniesz by\u0107 tym, kim jeste\u015b, staniesz si\u0119 m\u015bcicielem ciemno\u015bci i tylko ciemno\u015b\u0107 b\u0119dzie ci odt\u0105d sprzyja\u0107. Staniesz si\u0119 mar\u0105 nocy, nocy bez ksi\u0119\u017cyca i zawsze z\u0142aknion\u0105 \u015bmierci.\u201d I Pan Burzy, Bauravil, b\u0142yskawic\u0105 z\u0142ot\u0105 i cienk\u0105 niczym n\u00f3\u017c ugodzi\u0142 oczy i serce Operrakla, a ten zmieni\u0142 si\u0119 w ptaka czarnego, pozbawionego oczu i serca. Sta\u0142 si\u0119 Operraklem M\u015bcicielem, niewidoczn\u0105 nocn\u0105 mar\u0105 z\u0142aknion\u0105 wiecznie tego, co jemu odebrano. Kiedy dokona\u0142a si\u0119 zmiana jego postaci, Bauravil znikn\u0105\u0142, rozp\u0142yn\u0105\u0142 si\u0119 w burzy, a jego m\u015bciciel rzuci\u0142 si\u0119 na wci\u0105\u017c przera\u017conych przyjaci\u00f3\u0142 i po kolei pozbawi\u0142 ich oczu i serc, i odp\u0142yn\u0105\u0142 ku ciemno\u015bci. Od tamtej pory pojawia si\u0119 zawsze w\u015br\u00f3d burzy i nocy bezksi\u0119\u017cycowych, by karmi\u0107 sw\u00f3j nigdy nienasycony g\u0142\u00f3d, a ci, kt\u00f3rych dopadnie i skrzywdzi zamieniaj\u0105 si\u0119 w podobne, spragnione oczu i serca, jak on istoty.<\/em><\/p>\n\n\n\n<p><em>Taka jest legenda o Operraklach. T\u0142umaczy ona ich niezrozumia\u0142\u0105 okrutno\u015b\u0107 w wydziobywaniu oczu i serc, ale na ile jest prawdziwa? S\u0105 i inne ba\u015bnie, o innych stworach r\u00f3wnie przera\u017caj\u0105cych, a kt\u00f3re mo\u017cna spotka\u0107 na naszej ziemi. O W\u017carach, S\u0142amiwwach, Zakabinnah i innych. I pojawiaj\u0105 si\u0119 w nich inni bogowie, r\u00f3wnie straszni i pot\u0119\u017cni co Bauravil.<\/em><\/p>\n\n\n\n<p><em>Wiele lat temu s\u0142ynny my\u015bliciel Kakkaran Mazan, Je\u017adziec bez Skrzyd\u0142a, wyda\u0142 traktat, w kt\u00f3rym przeczy\u0142 temu, w co od zawsze wierzyli\u015bmy. A mianowicie w to, \u017ce wszystko, co na tym \u015bwiecie stworzone, zosta\u0142o zrodzone przez nasz\u0105 matk\u0119, Ukochan\u0105 Gallah. Wywodzi\u0142 w nim, \u017ce Ziemia nasza, Tracja, kreowa\u0142a tylko istnienia dobre, bo sama jest dobra i kochaj\u0105ca. \u017be matka taka nie mo\u017ce narodzi\u0107 dzieci z\u0142ych, zwyrodnia\u0142ych, zadaj\u0105cych cierpienia innym, swoim braciom i siostrom. \u017be istniej\u0105 na \u015bwiecie inne pot\u0119\u017cne si\u0142y, kt\u00f3re potrafi\u0105 kreowa\u0107 istoty z\u0142e i pe\u0142ne gniewu. Swoje teorie opiera\u0142 mi\u0119dzy innymi na legendach i ba\u015bniach uznaj\u0105c, \u017ce takie historie nie mog\u0105 bra\u0107 si\u0119 znik\u0105d, \u017ce jest w nich ziarno prawdy. Zapomnia\u0142, co prawda w owych teoriach o historii Trak\u00f3w, w kt\u00f3rych dzieci ziemi naszej najdro\u017cszej, Gallah, nie by\u0142y dobre. To stanowi\u0142o z kolei punkt oparcia dla opozycji. Dysputy trwa\u0142y, nikt nikomu niczego nie udowodni\u0142, ale poruszy\u0142o to nasze umys\u0142y, zacz\u0119li\u015bmy si\u0119 zastanawia\u0107. Do tej pory kochali\u015bmy wszystko, co stworzone, bo wszystko ukocha\u0142a Gallah. A je\u015bli nie wszystko by\u0142o jej dzie\u0142em, to mo\u017ce i my powinni\u015bmy inaczej my\u015ble\u0107 i dzia\u0142a\u0107?<\/em><\/p>\n\n\n\n<p><em>Ja jestem ju\u017c dosy\u0107 stary. Dlatego pozosta\u0142em przy tym, w co wierzy\u0142em od zarania mego istnienia. Wierz\u0119 w matk\u0119 nasz\u0105, Gallah, jej moc kreacji i w to, \u017ce kocha ka\u017cde swoje stworzenie, nawet takie, kt\u00f3re zadaje b\u00f3l. Jest matk\u0105, matk\u0105 wszystkiego. Co nie znaczy, \u017ce wywody Kakkarana Mazana, nie zaintrygowa\u0142y mnie. Ju\u017c wcze\u015bniej ludzie dali nam do my\u015blenia swoimi wierzeniami.<\/em><\/p>\n\n\n\n<p><em>Nie wiem, z jakiej wyspy zrodzeni, przyp\u0142yn\u0119li do nas maj\u0105c czterech bog\u00f3w, kt\u00f3rzy wed\u0142ug ich wiary stworzyli ich i ochronili. To dzi\u0119ki nim dostali si\u0119 na nasz\u0105 wysp\u0119, uciekaj\u0105c przed Hish.<\/em><\/p>\n\n\n\n<p><em>Ich bogowie. Ognisty i silny, niebezpieczny Iskarh, pan \u017caru, ognia i ciep\u0142a. Kobieta Kirplo, bogini cicha i szumi\u0105ca, pe\u0142na si\u0142y i cierpliwo\u015bci nurtu. Zwichrowany i nieprzewidywalny Chiwer, szalony podmuch i dmuch, tchnienie powietrza. I Gillan, przypominaj\u0105ca nasz\u0105 Gallah, w\u0142adczyni ziemi, zrodzona z niej, daj\u0105ca \u017cycie, silna w trwa\u0142o\u015bci i niezniszczeniu.<\/em><\/p>\n\n\n\n<p><em>Ludzie wierzyli w tych bog\u00f3w i oddawali im cze\u015b\u0107. Wed\u0142ug nich, kiedy pojawi\u0142 si\u0119 \u015bwiat, pojawi\u0142 si\u0119 te\u017c potw\u00f3r okrutny, powsta\u0142y z czarnych stron. By\u0142 wielkim w\u0119\u017cem, potrafi\u0142 wszystko w siebie wch\u0142on\u0105\u0107, potem przetrawi\u0107, by znik\u0142o. Jego imi\u0119 brzmia\u0142o Ocean. Le\u017ca\u0142 na Ziemi, na Gillan i powoli trawi\u0142 ca\u0142e jej fragmenty oderwane z ca\u0142o\u015bci \u015bwiata. I wtedy ludzcy bogowie nie wytrzymali. Nie mogli pozwoli\u0107 na u\u015bmiercenie siostry zrodzonej wraz z nimi. Gillan cierpia\u0142a rozrywana na cz\u0119\u015bci, ka\u017cdy oderwany fragment sprawia\u0142, \u017ce s\u0142ab\u0142a. Po dw\u00f3ch dniach tej katorgi, osun\u0119\u0142a si\u0119 na \u0142o\u017ce w pa\u0142acu bog\u00f3w i zacz\u0119\u0142a umiera\u0107. Jej rodze\u0144stwo by\u0142o przera\u017cone, a Ocean p\u0119cznia\u0142, pot\u0119\u017cnia\u0142, nadyma\u0142 si\u0119 i mlaska\u0142 rozdwojonym j\u0119zykiem ze smakiem. Jeszcze nie trawi\u0142, na razie poch\u0142ania\u0142, ale niewiele by\u0142o czasu, Ziemia znika\u0142a ze \u015bwiata. Bogowie pr\u00f3bowali zabi\u0107 potwora, ka\u017cdy swoim or\u0119\u017cem, ale nic to nie da\u0142o. W\u0105\u017c by\u0142 odporny na ich ciosy, \u0142uski chroni\u0142y go przed broni\u0105 bog\u00f3w, j\u0119zyk niebezpiecznie daleko si\u0119ga\u0142 i zagra\u017ca\u0142 przy najbli\u017cszych pr\u00f3bach zbli\u017cenia si\u0119 do jego paszczy, jako jedynej niepokrytej \u0142uskami. Do tego strzyka\u0142 trucizn\u0105 straszn\u0105, \u015bmierdz\u0105c\u0105 i \u015bmierteln\u0105. Bogowie czuli si\u0119 bezradni, ale ich siostra umiera\u0142a, nie mieli czasu, musieli co\u015b zdzia\u0142a\u0107. Wtedy Iskarh przypomnia\u0142 sobie o wulkanach, kt\u00f3re istnia\u0142y na Ziemi, a kt\u00f3re obecnie znajdowa\u0142y si\u0119 w brzuchu potwora. Wiedzia\u0142, \u017ce potrafi zmusi\u0107 je do erupcji swoj\u0105 moc\u0105 ognia, nie wiedzia\u0142 tylko jak ich dosi\u0119gn\u0105\u0107. Tu z pomoc\u0105 przyszed\u0142 mu brat Chiwer i po kr\u00f3tkiej naradzie przyst\u0105pili do ostatecznego starcia. B\u00f3g ognia stan\u0105\u0142 w bezpiecznej, ale jak najbli\u017cszej odleg\u0142o\u015bci paszczy Oceanu i zacz\u0105\u0142 si\u0119 \u015bmia\u0107, obra\u017ca\u0107 go. Gdy ten nie by\u0142 w stanie dosi\u0119gn\u0105\u0107 go ani swoim j\u0119zykiem, ani trucizn\u0105 w\u015bciek\u0142 si\u0119. By\u0142 na tyle objedzony, \u017ce nie m\u00f3g\u0142 podczo\u0142ga\u0107 si\u0119 nawet o kawa\u0142ek. Szarpa\u0142 swoje cia\u0142o, si\u0142owa\u0142 si\u0119 z nim, ale by\u0142 za ci\u0119\u017cki. Zacz\u0105\u0142 przera\u017aliwie sycze\u0107 i rzuca\u0107 j\u0119zykiem na wszystkie strony. Na to czeka\u0142 Iskarh. Zebra\u0142 ca\u0142\u0105 swoj\u0105 moc i cisn\u0105\u0142 rozp\u0119dzony ogie\u0144 w paszcz\u0119 w\u0119\u017ca. A za nim brat jego Chiwer r\u00f3wnie\u017c ca\u0142\u0105 pot\u0119g\u0105 swej mocy ni\u00f3s\u0142 ten ogie\u0144 najdalej jak m\u00f3g\u0142, w g\u0142\u0105b trzewi potwora. By\u0142 to wysi\u0142ek ogromny. Utrzymanie jak najd\u0142u\u017cej tak silnej mocy kosztowa\u0142o braci ich wszystkie si\u0142y. Ale wci\u0105\u017c, na granicy wytrzyma\u0142o\u015bci, stali i wpychali rozp\u0119dzony ogie\u0144 do \u015brodka Oceanu. Ten zorientowawszy si\u0119 w sytuacji z sykiem przeszywaj\u0105cym wszystko zamkn\u0105\u0142 paszcz\u0119. Bog\u00f3w odrzuci\u0142o do ty\u0142u, upadli. Jak dwie szmaciane lalki osun\u0119li si\u0119 na skrawki Ziemi, jeszcze nie poch\u0142oni\u0119te przez potwora i stracili przytomno\u015b\u0107. Kirplo, kt\u00f3ra to wszystko obserwowa\u0142a, przestraszona, przenios\u0142a ich bezw\u0142adne cia\u0142a do pa\u0142acu, a sama wyczekiwa\u0142a na to, co nast\u0105pi. Przez niewiarygodnie d\u0142ug\u0105 chwil\u0119 nic si\u0119 nie dzia\u0142o. W\u0105\u017c przyst\u0105pi\u0142 z powrotem do konsumowania resztek Gillan. I kiedy otwiera\u0142 paszcz\u0119, by poch\u0142on\u0105\u0107 jeden z ostatnich jej skrawk\u00f3w, nagle, ca\u0142ym jego cia\u0142em wstrz\u0105sn\u0105\u0142 dreszcz, wszystko zafalowa\u0142o, rozleg\u0142 si\u0119 huk i nast\u0105pi\u0142 wielki wybuch. Brzuch potwora eksplodowa\u0142 z niesamowit\u0105 moc\u0105. Wylecia\u0142y w powietrze fragmenty Ziemi i wn\u0119trzno\u015bci Oceanu. Wszystko si\u0119 pali\u0142o, unosi\u0142 si\u0119 gryz\u0105cy dym, kt\u00f3ry wyciska\u0142 \u0142zy. Kirplo zareagowa\u0142a natychmiast. W pokonaniu potwora nie mia\u0142a nic do roboty. Teraz jej moc by\u0142a potrzebna. Stan\u0119\u0142a nad \u015bwiatem, na kt\u00f3rym w przer\u00f3\u017cnych miejscach le\u017ca\u0142y porozrzucane i pal\u0105ce si\u0119 fragmenty Ziemi i w\u0119\u017ca. I zala\u0142a je wszystkie swoj\u0105 si\u0142\u0105, si\u0142\u0105 wody i deszczu, nurtu i pr\u0105du rzecznego. Sta\u0142a tak d\u0142ugo, z r\u0105k jej tryska\u0142y fontanny wody, ziemia sycza\u0142a i gas\u0142 po\u017car, woda p\u0142uka\u0142a i czy\u015bci\u0142a \u015bwiat z trucizny i smrodu potwora. W ko\u0144cu opad\u0142a z si\u0142 i podobnie jak jej bracia osun\u0119\u0142a si\u0119, nieprzytomna, na pod\u0142og\u0119 pa\u0142acu.<\/em><\/p>\n\n\n\n<p><em>Bogowie odzyskali przytomno\u015b\u0107 po trzech dniach. A kiedy spojrzeli na \u015bwiat, wygl\u0105da\u0142 on zupe\u0142nie inaczej ni\u017c go zapami\u0119tali. Otulony by\u0142 ca\u0142y wod\u0105, na kt\u00f3rej unosi\u0142y si\u0119, co jaki\u015b czas wyspy. Wyspy mniejsze i wi\u0119ksze, o nier\u00f3wno porwanych brzegach, postrz\u0119pione, ale pi\u0119kne. Ziemia przetrwa\u0142a, cho\u0107 porozrywana na kawa\u0142ki. W\u0105\u017c znikn\u0105\u0142, jego resztki spoczywa\u0142y zatopione. Tak powsta\u0142y wyspy, na kt\u00f3rych \u017cyjemy i tak powsta\u0142 dooko\u0142a nich Ocean Zatopiony. Tak przynajmniej wierz\u0105 ludzie. A ja?<\/em><\/p>\n\n\n\n<p><em>Jestem Szarym Wilkiem, Eirfwolfem Warrenem. Nauczy\u0142em si\u0119 wierzy\u0107 w wiele rzeczy, cho\u0107 nie zawsze prawdziwych. Wiem jednak, \u017ce zdarzaj\u0105 si\u0119 na tym \u015bwiecie historie niewiarygodne.<\/em><\/p>\n\n\n\n<p>Arina nie by\u0142a szcz\u0119\u015bliwa. Walka na miecze mia\u0142a na pewno wiele uroku, ale ona nie potrafi\u0142a jako\u015b nigdy go dostrzec. Przede wszystkim miecz by\u0142 ci\u0119\u017cki, wiele wysi\u0142ku kosztowa\u0142o j\u0105 podniesienie go na wysoko\u015b\u0107 ramienia, nie m\u00f3wi\u0105c o jakimkolwiek zamachu. Ale pan Santol nie przyjmowa\u0142 tego do wiadomo\u015bci i na ka\u017cdym treningu wybiera\u0142 j\u0105 do walki na ringu- kwadracie piasku o boku dw\u00f3ch metr\u00f3w po\u0142o\u017conym na \u015brodku dziedzi\u0144ca szko\u0142y. Tym sposobem trzy razy w tygodniu ca\u0142a szko\u0142a mia\u0142a uciech\u0119 z obserwowania jej wysi\u0142k\u00f3w zwykle zako\u0144czonych totaln\u0105 pora\u017ck\u0105. Mia\u0142a wra\u017cenie, \u017ce siniaki na jej ciele, ju\u017c dawno przesta\u0142y si\u0119 goi\u0107, bo to po prostu nie mia\u0142o sensu. I teraz te\u017c, po raz kolejny poczu\u0142a uderzenie w brzuch zabezpieczonym ostrzem, dok\u0142adnie w to samo miejsce, co przedwczoraj. Poczu\u0142a lekkie md\u0142o\u015bci, ale jedno, w czym naprawd\u0119 by\u0142a coraz lepsza, to brak reakcji na b\u00f3l.<\/p>\n\n\n\n<p>&#8211; Wci\u0105\u017c ruszasz si\u0119 jak rak, Arina- zawo\u0142a\u0142 Karik, z kt\u00f3rym walczy\u0142a- Z ka\u017cdym dniem si\u0119 cofasz.<\/p>\n\n\n\n<p>Nic nie mog\u0142a poradzi\u0107 na to, \u017ce na twarz wyp\u0142yn\u0105\u0142 jej rumieniec z\u0142o\u015bci i wstydu. Nienawidzi\u0142a siebie za brak si\u0142y, nienawidzi\u0142a Karika za to, \u017ce wszystko przychodzi\u0142o mu bez trudu, nienawidzi\u0142a tej szko\u0142y i wioski, gdzie najwa\u017cniejsze by\u0142y wyczyny sportowe i walka. Czu\u0142a si\u0119 tak bardzo niepasuj\u0105ca do tego miejsca, cho\u0107 mieszka\u0142a w nim prawie od dziecka. Nienawidzi\u0142a go. I teraz w\u0142a\u015bnie czu\u0142a to jeszcze mocniej, upokorzona przed ca\u0142\u0105 szko\u0142\u0105, czerwona na twarzy, z mieczem opuszczonym patrzy\u0142a na Karika, kt\u00f3ry odrzuci\u0142 sw\u00f3j miecz i oddala\u0142 si\u0119 lekcewa\u017c\u0105co z ringu pogwizduj\u0105c pod nosem znan\u0105 piosenk\u0119 \u201eCz\u0142owiek bez miecza, jest jak \u015bwit bez mroku, cz\u0142owiek bez si\u0142y, jak laska, bez uroku\u2026\u201d<\/p>\n\n\n\n<p>Czu\u0142a wok\u00f3\u0142 \u015bmiech i pogard\u0119 i nie potrafi\u0142a nic z tym zrobi\u0107, poza powstrzymaniem \u0142ez, kt\u00f3re pogr\u0105\u017cy\u0142yby j\u0105 do ko\u0144ca. Wcisn\u0119\u0142a g\u0142ow\u0119 w ramiona i przesz\u0142a przez t\u0142um uczni\u00f3w oblegaj\u0105cy ring. S\u0142ysza\u0142a, jak pan Santol j\u0105 wo\u0142a, ale by\u0142o jej wszystko jedno, musia\u0142a st\u0105d uciec, chocia\u017c na chwil\u0119.<\/p>\n\n\n\n<p>&#8211; Ka\u017cdy wie, \u017ce ona jest \u015bwirem, wystarczy spojrze\u0107 w jej oczy.<\/p>\n\n\n\n<p>&#8211; A widzia\u0142a\u015b, w co jest ubrana? Ta za d\u0142uga tunika mog\u0142aby s\u0142u\u017cy\u0107 mi za obrus na stole. Oczywi\u015bcie gdybym planowa\u0142a umrze\u0107 z g\u0142odu.<\/p>\n\n\n\n<p>&#8211; U mnie wystarczy\u0142aby za zas\u0142ony w oknie.<\/p>\n\n\n\n<p>&#8211; Mi\u0119\u015bnie ma jak g\u0105bka.<\/p>\n\n\n\n<p>&#8211; A to dobre, ej G\u0105bka, co tak mi\u0119kniesz?<\/p>\n\n\n\n<p>Nie chcia\u0142a tego s\u0142ysze\u0107, ale nie chcia\u0142a te\u017c biec. Po prostu odej\u015b\u0107 st\u0105d jak najpr\u0119dzej i schroni\u0107 si\u0119 w lesie. Nie s\u0142ysze\u0107 i nie s\u0142ucha\u0107. No i nie p\u0142aka\u0107, Arina, nie wolno ci. Znalaz\u0142a si\u0119 ju\u017c poza terenem szko\u0142y, ale nadal sz\u0142a szybko z g\u0142ow\u0105 wci\u015bni\u0119t\u0105 w ramiona, przygarbiona, mija\u0142a stragany z broni\u0105 i sklepiki z odzie\u017c\u0105 ochronn\u0105, pami\u0105tkami z Przygranicza, przyprawami korzennymi, pojedyncze kramy Kawinn\u00f3w z ich wyrobami ze sk\u00f3ry i \u0142ukami, kt\u00f3rych tutaj nie kupi nikt. \u201eLudzie z Przygranicza trzymaj\u0105 si\u0119 razem\u201d brzmia\u0142 napis nad bram\u0105 jej wioski i rzeczywi\u015bcie tak by\u0142o, byli gotowi odda\u0107 wszystko za siebie nawzajem, ale tylko za siebie. \u201eNie za takiego odmie\u0144ca jak ja\u201d- pomy\u015bla\u0142a z gorycz\u0105 i jeszcze ni\u017cej ukry\u0142a g\u0142ow\u0119. Widzia\u0142a ju\u017c mur graniczny, by\u0142 coraz bli\u017cej i to dodawa\u0142o jej otuchy. Wiedzia\u0142a, co oznacza Wielki Zakaz, ale o dziwo, b\u0119d\u0105c poza murem, czu\u0142a si\u0119 o wiele bardziej u siebie ni\u017c w wiosce, w kt\u00f3rej si\u0119 wychowa\u0142a. Wesz\u0142a za r\u00f3g uliczki i odnalaz\u0142a szpar\u0119, w kt\u00f3rej wci\u0105\u017c jeszcze si\u0119 mie\u015bci\u0142a. Odkry\u0142a j\u0105 maj\u0105c pi\u0119\u0107 lat i zawsze ba\u0142a si\u0119, \u017ce z niej wyro\u015bnie, jak z ubra\u0144, czy but\u00f3w.<\/p>\n\n\n\n<p>Oliander napi\u0105\u0142 \u0142uk i skupi\u0142 si\u0119 na celu. Widzia\u0142, jak \u0142ania skubie traw\u0119, widzia\u0142 jej p\u0142och\u0105 sylwetk\u0119, na tle pag\u00f3rka. Wiedzia\u0142, \u017ce potrafi j\u0105 ustrzeli\u0107, \u017ce jest w tym najlepszy. A jednak odj\u0105\u0142 strza\u0142\u0119 od oka i pozwoli\u0142 sarnie odbiec. Nie by\u0142 to przejaw dobroci serca, sarna niewiele dla niego znaczy\u0142a, nie by\u0142aby pierwsz\u0105. Od pewnego czasu po prostu si\u0119 nudzi\u0142. Lubi\u0142 wyzwania, a strza\u0142 z \u0142uku do sarny od jakiego\u015b czasu przesta\u0142 nim by\u0107. Ostatnio pr\u00f3bowa\u0142 jeszcze z siebie co\u015b wskrzesi\u0107- zak\u0142ada\u0142 si\u0119 o to, w co uderzy jego strza\u0142a, doszed\u0142 do kwestii, \u017ce obiera\u0142 konkretne \u015bci\u0119gno, b\u0105d\u017a mi\u0119sie\u0144 i do niego strzela\u0142. No i zawsze wygrywa\u0142, co r\u00f3wnie\u017c zacz\u0119\u0142o by\u0107 nudne. Oliander nie znosi\u0142 si\u0119 nudzi\u0107. A niestety zdarza\u0142o mu si\u0119 to coraz cz\u0119\u015bciej. Bycie synem Narkuna nie jest wcale \u0142atwe, cho\u0107 z Si\u0142y Naznaczenia wszystko staje si\u0119 \u0142atwe. I w tym s\u0119k, za \u0142atwe. Oliander maj\u0105c trzy lata ustrzeli\u0142 po raz pierwszy kr\u00f3lika, maj\u0105c siedem lat lisa, a dziewi\u0119\u0107 sarn\u0119. Ptaki nie lata\u0142y zbyt szybko dla jego kociego wzroku, wilki nie by\u0142y w stanie go przestraszy\u0107. Jego si\u0142a i szybko\u015b\u0107, stawa\u0142y si\u0119 rutyn\u0105. Poza tym nauka. Wszystko pami\u0119ta\u0142, nie musia\u0142 si\u0119 skupia\u0107 na czymkolwiek, by wiedzie\u0107, nie musia\u0142 analizowa\u0107, by zrozumie\u0107. Zazdro\u015bci\u0142 kolegom powtarzaj\u0105cym w niesko\u0144czono\u015b\u0107 tezy, by utrwali\u0107 je w g\u0142owie, zazdro\u015bci\u0142 im, \u017ce wci\u0105\u017c poznaj\u0105 co\u015b nowego, ci\u0105gle si\u0119 czego\u015b ucz\u0105. On te\u017c mia\u0142 szesna\u015bcie lat, a czu\u0142 si\u0119 jak starzec, kt\u00f3ry ju\u017c prze\u017cy\u0142 ca\u0142e \u017cycie. A najgorsze by\u0142o to, \u017ce nikt nie by\u0142 w stanie go zrozumie\u0107. W osadzie od pokole\u0144 nie narodzi\u0142 si\u0119 nikt, komu b\u0142ogos\u0142awi\u0142aby Si\u0142a Naznaczenia. Czemu akurat jemu musia\u0142o si\u0119 to przytrafi\u0107? Stokro\u0107 wola\u0142by by\u0107 zwyk\u0142em Kussanem, b\u0105d\u017a Ichinem, kt\u00f3rzy ka\u017cdego dnia prze\u017cywali co\u015b nowego- od nieudanych polowa\u0144 do, od czasu do czasu, ustrzelonej sarny. Zazdro\u015bci\u0142 im, zazdro\u015bci\u0142 dobrej zabawy, kt\u00f3rej nigdy nie prze\u017cy\u0142. By\u0142 jak maszyna zaprogramowana na bycie najlepszym. A najgorsze by\u0142o to, \u017ce musia\u0142 si\u0119 ukrywa\u0107. Nie chcia\u0142 sta\u0107 si\u0119 niczyim Obro\u0144c\u0105, chcia\u0142 pozosta\u0107 sob\u0105, zwyk\u0142ym Oliandrem z osady Kawinn Kurn, synem Narkuna i Katti, Kawinn\u00f3w Pogranicza. Kocha\u0142 swoj\u0105 osad\u0119 i jej las, nie chcia\u0142 odej\u015b\u0107 na Zamek. Nawet nie wys\u0142ucha\u0142 ostatniej przepowiedni Hryi, po prostu nie wierzy\u0142, \u017ce st\u0105d odejdzie, a mimo to zapami\u0119ta\u0142 jej s\u0142owa: \u201e\u2026 nawet \u017ca\u0142o\u015b\u0107 i b\u00f3l p\u00f3jd\u0105, a i ty odejdziesz, jak S\u0142o\u0144ce i Ksi\u0119\u017cyc, p\u00f3\u0142 na p\u00f3\u0142, jak ten, kt\u00f3ry nie mo\u017ce pozosta\u0107.\u201d<\/p>\n\n\n\n<p>W tym momencie co\u015b przyci\u0105gn\u0119\u0142o jego wzrok, jaki\u015b ruch pomi\u0119dzy drzewami. Machinalnie uni\u00f3s\u0142 \u0142uk, naci\u0105gn\u0105\u0142 i strzeli\u0142. To by\u0142o wyzwanie, bo po raz pierwszy od lat nie trafi\u0142 za pierwszym razem. Zgrabnym ruchem wyci\u0105gn\u0105\u0142 drug\u0105 strza\u0142\u0119 i ponownie wymierzy\u0142, ju\u017c nie my\u015bl\u0105c o niczym wi\u0119cej.<\/p>\n\n\n\n<p>Wielki Zakaz:<\/p>\n\n\n\n<p>Ka\u017cdy Cz\u0142owiek Przygranicza, kto w pe\u0142ni mocy i si\u0142, b\u0105d\u017a bez nich, ale Ka\u017cdy, kto przekroczy mur dziel\u0105cy Ziemi\u0119 Nasz\u0105 od Czarnej, zostanie stracony nie tylko dwukrotnie, ale r\u00f3wnie\u017c wzgardzony i zapomniany pozostanie dla ca\u0142ego \u015bwiata. Wi\u0119c ty W\u0119drowcze si\u0119 strze\u017c.<\/p>\n\n\n\n<p>Na granicy Lillmish i Puszczy Kwitn\u0105cej stoi Wie\u017ca Samotna. Dawno temu \u017cy\u0142 w niej pewien czarnoksi\u0119\u017cnik Undal, uznany za dziwaka. Pewnego dnia wyszed\u0142 z wie\u017cy i nie wr\u00f3ci\u0142, nikt nie wie, dlaczego. Podobno piasek pustyni wch\u0142on\u0105\u0142 go i zmieni\u0142 w ziarna piasku, podobno zbudowa\u0142 pustynne imperium w\u015br\u00f3d piaskowych ska\u0142 na samym wschodzie i obwo\u0142a\u0142 si\u0119 kr\u00f3lem. Podobno wyskoczy\u0142 z wie\u017cy i si\u0119 zabi\u0142, a ko\u015bci jego spoczywaj\u0105 gdzie spad\u0142y, pokryte ca\u0142unem piasku. Nie wiem jak by\u0142o, ale miejsce jest ciche, pe\u0142ne smutku i jakiej\u015b grozy.<\/p>\n\n\n\n<p>W tej w\u0142a\u015bnie wie\u017cy, w samo po\u0142udnie pojawi\u0142 si\u0119 zakutany w szaty osobnik o czerwonych oczach. Nikt nie wiedzia\u0142 sk\u0105d przyby\u0142, ani gdzie szed\u0142. Nikt nie wiedzia\u0142 sk\u0105d si\u0119 wzi\u0105\u0142, poza dwojgiem s\u0142ug- siwego ma\u0142ego kar\u0142a i pi\u0119knej czarnow\u0142osej dziewczyny, bia\u0142ej jak kreda.<\/p>\n\n\n\n<p>Min\u0105\u0142 kwadrans i z Puszczy wy\u0142oni\u0142 si\u0119 drugi cz\u0142owiek, r\u00f3wnie tajemniczo okutany, z wielkim mieczem u boku. Wbieg\u0142 szybko po stopniach do g\u0142\u00f3wnej komnaty. Nie potrafi\u0142 ukry\u0107 zdumienia, na widok tej tr\u00f3jki, ani na fakt, \u017ce przypr\u00f3szona piaskiem i kurzem pod\u0142oga nie nosi ich \u015blad\u00f3w. Mimo to ukl\u0119kn\u0105\u0142 i rzek\u0142:<\/p>\n\n\n\n<p>&#8211; Witaj Wielki Panie Cienia, ja Gronostaj, co strzeg\u0142 Twego imienia, przybywam na wezwanie i oddaj\u0119 w r\u0119ce Twoje siebie i posiadanie swoje.<\/p>\n\n\n\n<p>&#8211; Zawsze wkurwiaj\u0105 mnie te ludzkie rymy, nie znasz innego powitania, jakiego\u015b zwyk\u0142ego i, prosz\u0119, bez rym\u00f3wwwrrr- to ostatnie warkn\u0105\u0142 i przybysz si\u0119 odrobin\u0119 skonfudowa\u0142, na co karze\u0142 i dziewczyna wybuchn\u0119li \u015bmiechem.<\/p>\n\n\n\n<p>&#8211; yyy, to mo\u017ce powiem, \u017ce ja, Gronostaj, yyy, chcia\u0142bym, by\u015b mi rozkaza\u0142, co zechcesz, a wype\u0142ni\u0119- odpowiedzia\u0142 nabieraj\u0105c pewno\u015bci siebie nie wiedzie\u0107 sk\u0105d.<\/p>\n\n\n\n<p>&#8211; Ach, doprawdy..- Czerwonooki u\u015bmiechn\u0105\u0142 si\u0119 pogardliwie- to mo\u017ce wyli\u017cesz py\u0142 z tej pod\u0142ogi. Ostatnio mam wra\u017cenie, \u017ce mam alergi\u0119 na kurz. No, dalej! Kopn\u0105\u0142 Gronostaja w policzek, a ten pos\u0142usznie wyci\u0105gn\u0105\u0142 j\u0119zyk. Karze\u0142 i Czarnow\u0142osa zanie\u015bli si\u0119 \u015bmiechem.<\/p>\n\n\n\n<p>&#8211; Axo- zwr\u00f3ci\u0142 si\u0119 Pan Cienia do kar\u0142a- we\u017a doprowad\u017a tego cz\u0142owieka do porz\u0105dku. Je\u015bli mam mie\u0107 z niego po\u017cytek, to niech och\u0142onie i w og\u00f3le. Je\u015bli zechc\u0119 mie\u0107 podn\u00f3\u017cek, to si\u0119 o to postaram.<\/p>\n\n\n\n<p>Axo podci\u0105gn\u0105\u0142 przybysza na nogi, cho\u0107 ten by\u0142 dwa razy od niego wy\u017cszy. W tym czasie dziewczyna masowa\u0142a spi\u0119ty kark w\u0142adcy. Przybysz spojrza\u0142 i zrozumia\u0142, \u017ce je\u015bli ma prze\u017cy\u0107 to spotkanie, to musi zdoby\u0107 si\u0119 na przedstawienie raportu, kt\u00f3ry tak d\u0142ugo przygotowywa\u0142. Wi\u0119c zebra\u0142 si\u0119 w sobie i rzek\u0142:<\/p>\n\n\n\n<p>&#8211; Panie m\u00f3j, Panie Cienia, wybacz nie\u015bmia\u0142o\u015b\u0107 i s\u0142abo\u015b\u0107 moj\u0105, kt\u00f3ra rodzi si\u0119 z szacunku dla Twej osoby&#8230;<\/p>\n\n\n\n<p>&#8211; Ze strachu raczej- sykn\u0105\u0142 Axo, czego na szcz\u0119\u015bcie nasz bohater nie dos\u0142ysza\u0142.<\/p>\n\n\n\n<p>&#8211; \u2026 Pragn\u0119 z\u0142o\u017cy\u0107 Ci raport:<\/p>\n\n\n\n<p>Warren Wielki umar\u0142 przed czterema tygodniami. Elfy s\u0105 w stanie negocjacji i Wielkiego Oczekiwania na Przyw\u00f3dc\u0119. Pozostawi\u0142 ich bez potomka, wi\u0119c zgodnie z prawem w ci\u0105gu roku Przyw\u00f3dca przyjdzie na tron.<\/p>\n\n\n\n<p>Kawinni coraz cz\u0119\u015bciej m\u00f3wi\u0105 o tym, \u017ce traktowani s\u0105 w tym kraju jak psy. Nie tylko czuj\u0105 si\u0119 mniejszo\u015bci\u0105, ale zaczynaj\u0105 przeciwstawia\u0107 si\u0119 niech\u0119ci, kt\u00f3r\u0105 spotykaj\u0105 na ka\u017cdym kroku. Chc\u0105 r\u00f3wnych praw, a przede wszystkim praw daj\u0105cych im spok\u00f3j na Pograniczu.<\/p>\n\n\n\n<p>W\u015br\u00f3d Krasnolud\u00f3w roz\u0142am, tak jak postanowi\u0142e\u015b, sp\u00f3r polega na odseparowaniu si\u0119 od innych nacji, b\u0105d\u017a nie. Zakre\u015bla coraz wi\u0119ksze kr\u0119gi, odk\u0105d skradziono z ich \u015bwi\u0105tyni \u0142z\u0119 Hugomora.<\/p>\n\n\n\n<p>Ludzie staj\u0105 si\u0119 coraz s\u0142absi, Ekin jest stary i coraz mniej do niego dociera. Jego dw\u00f3r to chmara marionetek gotowych na s\u0142aw\u0119 i w\u0142adz\u0119, ale nie na odpowiedzialno\u015b\u0107.<\/p>\n\n\n\n<p>To idealny czas, \u017ceby uderzy\u0107. To idealny czas na Tw\u00f3j plan.<\/p>\n\n\n\n<p>U\u015bmiechn\u0105\u0142 si\u0119 przymilnie, cho\u0107 zadrga\u0142a mu lewa powieka, nie potrafi\u0142 si\u0119 rozlu\u017ani\u0107 w pe\u0142ni.<\/p>\n\n\n\n<p>&#8211; Czy ty, Gronostaju, s\u0142ysza\u0142e\u015b kiedykolwiek bym powiedzia\u0142 dzi\u0119kuj\u0119?- spyta\u0142 Czerwonooki.<\/p>\n\n\n\n<p>Gronostaj spu\u015bci\u0142 skromnie oczy i potrz\u0105sn\u0105\u0142 g\u0142ow\u0105. W tym samym momencie przesta\u0142 \u017cy\u0107. Srebrny scyzoryk z topazowym okiem ugodzi\u0142 go w serce.<\/p>\n\n\n\n<p>&#8211; I nigdy nie zobaczysz- dopowiedzia\u0142 Pan Cienia i roze\u015bmia\u0142 si\u0119. Zawt\u00f3rowa\u0142y mu dwa g\u0142osy i wiatr pustyni.<\/p>\n\n\n\n<p>Cia\u0142o spoczywa\u0142o na pos\u0142aniu uplecionym ze wszystkich rodzaj\u00f3w drzew, krzew\u00f3w i winoro\u015bli. Czeremcha przeplata\u0142a si\u0119 z brzoz\u0105, d\u0119bem, porzeczk\u0105, grusza z jesionem, grab z wierzb\u0105 i ostrokrzewem. Ka\u017cda z ga\u0142\u0119zi, cho\u0107 tak r\u00f3\u017cne, wnika\u0142a w jak\u0105\u015b wi\u0119ksz\u0105 ca\u0142o\u015b\u0107, stawa\u0142a si\u0119 tym ostatnim pos\u0142aniem Najwi\u0119kszego Kr\u00f3la, stawa\u0142a si\u0119 z nim jedno\u015bci\u0105. Zdawa\u0142o si\u0119, \u017ce te ga\u0142\u0119zie nie tylko \u017cyj\u0105, ale gotowe s\u0105 ople\u015b\u0107 to martwe cia\u0142o, odda\u0107 mu w\u0142asne soki. Bia\u0142a, o lekko b\u0142\u0119kitnawym odcieniu twarz Kr\u00f3la wygl\u0105da\u0142a na spokojn\u0105. Jego ciemne w\u0142osy ozdabia\u0142 z\u0142oty diadem przetykany male\u0144kimi szmaragdowymi listkami. Tylko nieliczni znali wygrawerowany ogniem wulkanu od spodu napis: <em>Satturam Kelinga Smant<\/em>. <em>Godny by depta\u0107 Ziemi\u0119<\/em> w mowie zakl\u0119tej i przez wielu ju\u017c zapomnianej. Szata, w kt\u00f3r\u0105 ubrano go w t\u0119 ostatni\u0105 podr\u00f3\u017c, przypomina\u0142a krojem i kolorem codzienne stroje mieszka\u0144c\u00f3w Garlim Uon. Zielono- piaskowa tunika przepasana lekkim, cho\u0107 bogatym pasem i zw\u0119\u017caj\u0105ce si\u0119 ciemnozielone spodnie do po\u0142owy \u0142ydki. Bi\u0142 jednak od niej blask, blask z\u0142otych nici wplecionych w t\u0119 lnian\u0105 tkanin\u0119, blask s\u0142o\u0144ca na le\u015bnej polanie. Stopy pozosta\u0142y bose, bo najwi\u0119kszym zaszczytem, jakiego mo\u017cemy do\u015bwiadczy\u0107 na Ziemi naszej, Wielkiej Gallach, jest poczu\u0107 jej dotyk pod stopami, jej \u0142askotanie traw\u0105, jej ciep\u0142o i dr\u017cenie. U boku Kr\u00f3la le\u017ca\u0142 jego ukochany Koci \u0141uk, Drammiran, i miecz Pi\u0119tnastu Krasnolud\u00f3w. Cia\u0142o poruszy\u0142o si\u0119 niespokojnie, kiedy cztery smuk\u0142e i silne sylwetki uchwyci\u0142y rogi pos\u0142ania i unios\u0142y na swoje ramiona. Dw\u00f3ch Wybranych i Dw\u00f3ch Zakorzenionych. Synowie najwy\u017cszych rod\u00f3w i synowie najni\u017cszych nie\u015bli swego Kr\u00f3la i Pana spokojnie. Ich miarowy rytm pe\u0142en by\u0142 szacunku i b\u00f3lu, jakim \u015bmier\u0107 Najwi\u0119kszego W\u0142adcy przeszy\u0142a wszystkich. W ich cienkie warkoczyki zbieraj\u0105ce w\u0142osy z czo\u0142a wpleciono traw\u0119 i wrzos. Za nimi sun\u0119\u0142y elfickie kobiety z koszami kwiat\u00f3w i li\u015bci, w sukniach bia\u0142ych i z\u0142otych, elfki o ciemnych i smutnych oczach, ustach przepe\u0142nionych pie\u015bni\u0105:<\/p>\n\n\n\n<p>Z Gallach powsta\u0142e\u015b<\/p>\n\n\n\n<p>I do niej powracasz<\/p>\n\n\n\n<p>Jak deszcz wsi\u0105kniesz w jej cia\u0142o<\/p>\n\n\n\n<p>Czerpa\u0142e\u015b z jej sok\u00f3w<\/p>\n\n\n\n<p>\u017bycie i rado\u015b\u0107<\/p>\n\n\n\n<p>Troski i smutk\u00f3w niema\u0142o<\/p>\n\n\n\n<p>O Kr\u00f3lu Najwi\u0119kszy<\/p>\n\n\n\n<p>O Kr\u00f3lu Niezdobyty<\/p>\n\n\n\n<p>M\u0105dry m\u0105dro\u015bci\u0105 pradawnych<\/p>\n\n\n\n<p>Za\u015bnij i powsta\u0144<\/p>\n\n\n\n<p>W\u015br\u00f3d G\u00f3r Niejednokrotnych<\/p>\n\n\n\n<p>W\u015br\u00f3d \u0141\u0105k Nieodkrytych<\/p>\n\n\n\n<p>Dusz\u0105 w\u015br\u00f3d wiatru si\u0119 osta\u0144<\/p>\n\n\n\n<p>Z Gallach powsta\u0142e\u015b<\/p>\n\n\n\n<p>I do niej powracasz<\/p>\n\n\n\n<p>Popio\u0142em opadniesz w jej cia\u0142o<\/p>\n\n\n\n<p>Kocha\u0142e\u015b jej ciep\u0142o<\/p>\n\n\n\n<p>Czerpa\u0142e\u015b jej dary<\/p>\n\n\n\n<p>Tak d\u0142ugo \u017cy\u0142e\u015b, za ma\u0142o<\/p>\n\n\n\n<p>O Kr\u00f3lu Najwi\u0119kszy<\/p>\n\n\n\n<p>O Kr\u00f3lu Niezwyczajny<\/p>\n\n\n\n<p>Dobry dobroci\u0105 pradawnych<\/p>\n\n\n\n<p>Za\u015bnij i powsta\u0144<\/p>\n\n\n\n<p>W\u015br\u00f3d Las\u00f3w Niezmierzonych<\/p>\n\n\n\n<p>W\u015br\u00f3d Rzek Rozleniwionych<\/p>\n\n\n\n<p>Podmuchem Gallach si\u0119 osta\u0144<\/p>\n\n\n\n<p>Podmuchem si\u0119 osta\u0144\u2026<\/p>\n\n\n\n<p>Za nimi posuwali si\u0119 wszyscy mieszka\u0144cy Garlim Uon i najznamienitsi go\u015bcie. Nawet ci, kt\u00f3rzy jeszcze dwa dni temu znajdowali si\u0119 w najodleglejszych zak\u0105tkach \u015bwiata, nie \u015bpi\u0105c, nie jedz\u0105c przybyli na pogrzeb Kr\u00f3la. Sz\u0142y wi\u0119c ca\u0142e rodziny, z mimo wszystko rozbrykanymi dzie\u0107mi, powa\u017cni starsi i zasmuceni m\u0142odzie\u0144cy, kobiety i dziewcz\u0119ta, Wybrani i Zakorzenieni, rami\u0119 w rami\u0119, obok siebie, pe\u0142ni poczucia wsp\u00f3lnoty i blisko\u015bci w smutku. Kiedy dotarli do Rumowiska, orszak zatrzyma\u0142 si\u0119. Polana by\u0142a du\u017ca, pe\u0142na rozrzuconych ska\u0142, usypanych kamiennych kopc\u00f3w. Wed\u0142ug legend, w\u0142a\u015bnie w tym miejscu, kt\u00f3ry\u015b z Trak\u00f3w w przyp\u0142ywie gniewu cisn\u0105\u0142 szczytem g\u00f3ry P\u0142askiej Bez Ko\u0144ca o ziemi\u0119, a ten rozprysn\u0105\u0142 si\u0119 na wiele kawa\u0142k\u00f3w. Od pokole\u0144 w tym w\u0142a\u015bnie miejscu \u017cegnano si\u0119 z najbli\u017cszymi. W najwi\u0119kszym z kopc\u00f3w z\u0142o\u017cono cia\u0142o Kr\u00f3la na uplecionym pos\u0142aniu. Kobiety obsypa\u0142y jego cia\u0142o kwiatami i li\u015b\u0107mi, a jedyny ju\u017c krewny umar\u0142ego, Eirfwolf, Szary Wilk, chwyci\u0142 miecz pi\u0119tnastu Krasnolud\u00f3w, wielki i ci\u0119\u017cki, i uni\u00f3s\u0142 w g\u00f3r\u0119 w ge\u015bcie oddania. Dw\u00f3ch Wybranych i Dw\u00f3ch Zakorzenionych zamkn\u0119\u0142o kopiec jednym z ci\u0119\u017ckich kamieni, a Eirwolf opu\u015bci\u0142 \u00f3w wyj\u0105tkowy miecz z wielk\u0105 si\u0142\u0105. Ostrze przebi\u0142o granit, dosi\u0119g\u0142o ziemi i poros\u0142o bluszczem. Grobowiec Kr\u00f3la mia\u0142 pozosta\u0107 nienaruszony, si\u0142a Gallah i moc kamienia sta\u0142y si\u0119 jego piecz\u0119ci\u0105. Tak odszed\u0142 najwi\u0119kszy z Elf\u00f3w, Warren Wielki, niech\u017ce Gallah go b\u0142ogos\u0142awi.<\/p>\n\n\n\n<p>Arina sz\u0142a polan\u0105 pe\u0142n\u0105 s\u0142o\u0144ca. Uwielbia\u0142a las, jego mi\u0119kkie poszycie i cisz\u0119, jaka go wype\u0142nia\u0142a. S\u0142ysza\u0142a owadzie brz\u0119czenie, szum ptasich skrzyde\u0142, ciche kroki zwierz\u0105t. S\u0142o\u0144ce nakrapia\u0142o polany cieniem li\u015bci. Powoli zacz\u0119\u0142a odnajdowa\u0107 spok\u00f3j. I w\u0142a\u015bnie wtedy us\u0142ysza\u0142a skowyt. Skowyt nie tyle gro\u017any, co raczej pe\u0142en b\u00f3lu i smutku. Wstrz\u0105sn\u0105\u0142 ca\u0142ym lasem, cisz\u0105 i ni\u0105 sam\u0105. Poczu\u0142a si\u0119 jakby to j\u0105 zraniono i wiedzia\u0142a, \u017ce musi odnale\u017a\u0107 ten b\u00f3l, odnale\u017a\u0107 i zrozumie\u0107, czemu zaistnia\u0142 i czemu by\u0142 potrzebny. Nie zwa\u017caj\u0105c na nic pomkn\u0119\u0142a przed siebie, ku \u017ar\u00f3d\u0142u odg\u0142osu, rani\u0105c nogi o krzaki je\u017cyny, czuj\u0105c ch\u0142oszcz\u0105ce i parz\u0105ce pokrzywy. Przedziera\u0142a si\u0119 przez niskie i spl\u0105tane ga\u0142\u0119zie \u015bwierk\u00f3w, wysoka trawa ci\u0119\u0142a jej sk\u00f3r\u0119, a paj\u0119czyny mia\u0142a po prostu wsz\u0119dzie- na w\u0142osach, ubraniu, ramionach. Nigdy wcze\u015bniej nie zag\u0142\u0119bi\u0142a si\u0119 w Czarny Las tak daleko, ale w tej chwili nie by\u0142a w stanie my\u015ble\u0107 o ewentualnych konsekwencjach tego czynu. Najwa\u017cniejszym sta\u0142o si\u0119 odnalezienie tej cierpi\u0105cej istoty, utulenie tego skowytu. Dobieg\u0142a do ma\u0142ej polanki, na kt\u00f3rej mign\u0119\u0142a jej czyja\u015b sylwetka. To utemperowa\u0142o jej szalon\u0105 pogo\u0144. Przykucn\u0119\u0142a za krzewem dzikiej r\u00f3\u017cy i zrzuci\u0142a ze st\u00f3p sanda\u0142y. Skowyt zamar\u0142 w po\u0142owie d\u017awi\u0119ku i nasta\u0142a totalna cisza, kt\u00f3r\u0105 zak\u0142\u00f3ca\u0142o jedynie bzyczenie pszcz\u00f3\u0142 i innych owad\u00f3w. Zacz\u0119\u0142a skrada\u0107 si\u0119 przykucni\u0119ta, znajduj\u0105c schronienie w\u015br\u00f3d niskich ga\u0142\u0119zi i krzew\u00f3w. By\u0142a drobna i lekka, wi\u0119c nawet ga\u0142\u0119zie, na kt\u00f3re stawa\u0142a stopami, nie \u0142ama\u0142y si\u0119 pod jej ci\u0119\u017carem. Mimo to, mia\u0142a wra\u017cenie, \u017ce \u0142omot jej serca t\u0142uk\u0105cego si\u0119 w piersi, po tej szalonej gonitwie, s\u0142ycha\u0107 w ca\u0142ej najbli\u017cszej okolicy. No i troch\u0119 si\u0119 ba\u0142a.<\/p>\n\n\n\n<p>W pewnym momencie mia\u0142a wra\u017cenie, \u017ce ten skowyt by\u0142 tylko jej wytworem wyobra\u017ani, \u017ce przysn\u0119\u0142a w\u015br\u00f3d mchu niedaleko muru, a szalony po\u015bcig by\u0142 jedynie bzdur\u0105. Zatrzyma\u0142a si\u0119 zniech\u0119cona, wyprostowa\u0142a i ju\u017c mia\u0142a zawr\u00f3ci\u0107, kiedy zn\u00f3w co\u015b us\u0142ysza\u0142a. Jaki\u015b szelest rozgarnianych li\u015bci i cichy pisk. Przypad\u0142a z powrotem do ziemi i zacz\u0119\u0142a zbli\u017ca\u0107 si\u0119 na czworaka do us\u0142yszanych przed chwil\u0105 d\u017awi\u0119k\u00f3w. Dosz\u0142a do srebrnego \u015bwierku, kt\u00f3rego ga\u0142\u0119zie dotyka\u0142y trawy i delikatnie odsun\u0119\u0142a jedn\u0105 z ga\u0142\u0119zi.<\/p>\n\n\n\n<p>W wysokiej trawie le\u017ca\u0142o jakie\u015b zwierz\u0119, to ono popiskiwa\u0142o. Na jego piaskowym futrze b\u0142yszcza\u0142a w s\u0142o\u0144cu krew. Arina dostrzeg\u0142a stercz\u0105c\u0105 z cia\u0142a strza\u0142\u0119, kt\u00f3ra ugodzi\u0142a je w szyj\u0119, tu\u017c ponad ramieniem. Nad zwierz\u0119ciem g\u00f3rowa\u0142a smuk\u0142a sylwetka, kt\u00f3ra wcze\u015bniej, w lesie, mign\u0119\u0142a jej na polanie. By\u0142 to bez w\u0105tpienia Czarny. Jego zawi\u0105zane w warkocz w\u0142osy przeplata\u0142a czerwona ni\u0107, co oznacza\u0142o, \u017ce nale\u017cy do wysokiego rodu. By\u0142 m\u0142ody, mo\u017cliwe, \u017ce w jej wieku, nie nosi\u0142 naramiennik\u00f3w, ani innej ochrony, co oznacza\u0142o, \u017ce nie musi walczy\u0107. Jego twarzy nie mog\u0142a zobaczy\u0107 z tego miejsca, cho\u0107 wiedzia\u0142a, \u017ce cer\u0119 musi mie\u0107 ogorza\u0142\u0105 od wiatru i s\u0142o\u0144ca, jak na Kawinna przysta\u0142o. Powoli zacz\u0119\u0142a si\u0119 przemieszcza\u0107 w lewo, by okr\u0105\u017cy\u0107 obcego i lepiej mu si\u0119 przyjrze\u0107. W tym momencie Czarny podni\u00f3s\u0142 do g\u00f3ry r\u0119k\u0119 i Arina zobaczy\u0142a w jego d\u0142oni ostry n\u00f3\u017c o zakrzywionym ko\u0144cu. Zamachn\u0105\u0142 si\u0119 nad zwierz\u0119ciem, a ona nie zwa\u017caj\u0105c na nic, krzykn\u0119\u0142a nie! i rzuci\u0142a si\u0119 ca\u0142ym cia\u0142em na piaszczyste futro, jakby je mog\u0142a ochroni\u0107.<\/p>\n\n\n\n<p>Ania nie mog\u0142a zasn\u0105\u0107. Kr\u0119ci\u0142a si\u0119 w \u0142\u00f3\u017cku z lewa na praw\u0105 i z powrotem, i nadal jej my\u015bli nie chcia\u0142y sta\u0107 si\u0119 lekkie i przyjemne, by pozwoli\u0107 na sen. Ci\u0105gle powraca\u0142 do niej ten moment, kiedy Tato trzasn\u0105\u0142 drzwiami i wyszed\u0142, a ona zosta\u0142a z Mam\u0105, kt\u00f3ra tak bardzo p\u0142aka\u0142a. To by\u0142o rok temu, ale ci\u0105gle czu\u0142a si\u0119 tak bardzo samotna i opuszczona, jakby codziennie od nowa prze\u017cywa\u0142a tamto odej\u015bcie. Mama pogodzi\u0142a si\u0119, ale tylko na poz\u00f3r. Ania zna\u0142a j\u0105 za dobrze, by nie zauwa\u017cy\u0107 jej moment\u00f3w zamy\u015blenia i nieobecno\u015bci. I czu\u0142a si\u0119 tym bardziej samotna i jaka\u015b taka\u2026 niepotrzebna. Przytuli\u0142a si\u0119 mocniej do ukochanego nied\u017awiedzia zwanego potocznie Misiem i zn\u00f3w przymkn\u0119\u0142a powieki. Prosz\u0119 o sen, szepn\u0119\u0142a w ucho pluszaka i wreszcie zasn\u0119\u0142a.<\/p>\n\n\n\n<p>W tym \u015bnie ujrza\u0142a wielk\u0105 komnat\u0119, o marmurowej posadzce i wysokich kamiennych \u015bcianach. Komnata by\u0142a przestronna, z wysokimi oknami, wychodz\u0105cymi na step. S\u0142ysza\u0142a w oddali ko\u0144skie r\u017cenie i skowyt wiatru zaczepiaj\u0105cy o framugi okien. Na ko\u0144cu komnaty, w trzech fotelach siedzia\u0142o dw\u00f3ch m\u0119\u017cczyzn o lekko spiczastych uszach i trzeci, kt\u00f3ry zas\u0142oni\u0119ty by\u0142 fotelem w ca\u0142o\u015bci. Rozmawiali w dziwnym j\u0119zyku, kt\u00f3ry potrafi\u0142a zrozumie\u0107, cho\u0107 w \u017cyciu si\u0119 z nim nie spotka\u0142a. No ale teraz by\u0142a we \u015bnie, wi\u0119c wszystko by\u0142o mo\u017cliwe.<\/p>\n\n\n\n<p>Najm\u0142odszy z nich, by\u0142 zarazem najbardziej arogancki i pewny siebie. By\u0142 od\u015bwi\u0119tnie ubrany w czarn\u0105 tunik\u0119 przeplecion\u0105 z\u0142ot\u0105, drobn\u0105 kratk\u0105, przepasan\u0105 ci\u0119\u017ckim sk\u00f3rzanym pasem, r\u00f3wnie\u017c wzmocnionym z\u0142otem i ozdobionym wielkim rubinem na sprz\u0105czce. Na szyi zawieszony mia\u0142 dziwny, z\u0142oty medalion pokryty czarnymi napisami, ci\u0119\u017ckimi do odcyfrowania. Medalion mia\u0142 ma\u0142y zawiasik i Ania poczu\u0142a ogromn\u0105 ochot\u0119, by go otworzy\u0107 i dowiedzie\u0107 si\u0119, co \u00f3w wynios\u0142y m\u0119\u017cczyzna chowa przed ca\u0142ym \u015bwiatem na piersi. W tym momencie odezwa\u0142 si\u0119:<\/p>\n\n\n\n<p>&#8211; To prawda, \u017ce m\u00f3j lud jest poniewierany jak psy. Tak by\u0142o zawsze, od naszej przegranej w Wielkiej Bitwie. M\u00f3j lud i ja pogodzili\u015bmy si\u0119 z pora\u017ck\u0105 i przegran\u0105. Nasze odmienne zdanie nigdy nie zosta\u0142o nam wybaczone, to te\u017c prawda. A jednak \u017cyjemy szcz\u0119\u015bliwie w\u015br\u00f3d tych step\u00f3w, kt\u00f3re Warren podarowa\u0142 nam, jako azyl. Tu si\u0119 rodzimy i umieramy, wolni niczym stepowy wiatr. Ale nagle pojawiasz si\u0119 ty, m\u00f3j daleki kuzynie, kt\u00f3ry przez ostatnie lata nie tylko milcza\u0142e\u015b, ale sta\u0142e\u015b na r\u00f3wni z najbli\u017cszymi Warrena i namawiasz mnie do potajemnej zdrady?<\/p>\n\n\n\n<p>&#8211; Najdro\u017cszy Ostinie, to nie tak!- wykrzykn\u0105\u0142 m\u0119\u017cczyzna siedz\u0105cy na fotelu po lewej stronie wynios\u0142ego. Ania przyjrza\u0142a mu si\u0119 uwa\u017cnie. By\u0142 bardzo podobny do swojego rozm\u00f3wcy, a jednak inny. Przede wszystkim jego sk\u00f3ra by\u0142a prawie bia\u0142a, a w\u0142osy mia\u0142y kolor miodu. Ubrany by\u0142 w zielon\u0105, prost\u0105 tunik\u0119, z drobnym bia\u0142ym wzorem na dole. Na plecach mia\u0142 ko\u0142czan pe\u0142en strza\u0142 o zielonych skrzyd\u0142ach. Teraz podni\u00f3s\u0142 si\u0119 i m\u00f3wi\u0142 z uniesieniem \u2013 Wiesz sam, kim by\u0142 m\u00f3j ojciec i co zawsze powtarza\u0142. Wiesz sam, jak bardzo by\u0142em z wami podczas ostatniej bitwy. To prawda, pozosta\u0142em z nim, moja przysi\u0119ga mia\u0142a ko\u0144c\u00f3wk\u0119 : \u201eA\u017c do \u015bmierci\u201d, ale teraz Warren nie \u017cyje! Rozumiesz: Nie \u017cyje! Jestem wolny i pragn\u0119 spe\u0142ni\u0107 marzenia mego ojca o \u015bwiecie dobrym i bez przyb\u0142\u0119d\u00f3w! Mog\u0119 pom\u00f3c Tobie i Twojemu ludowi w odzyskaniu praw im si\u0119 nale\u017c\u0105cych! Sam wiesz, jak panosz\u0105 si\u0119 wsz\u0119dzie, jak obra\u017aliwie traktuj\u0105 nas i inne nacje, jakby tu byli od zawsze. Sam wiesz, co dzieje si\u0119 na Pograniczu, gdzie nasze kobiety znikaj\u0105, b\u0105d\u017a powracaj\u0105 pobite i ciche. Sam wiesz, jak ci\u0119\u017cko by\u0107 Kawinnem, poza Kawinnis sahin with!<\/p>\n\n\n\n<p>Opad\u0142 bez\u0142adnie na fotel i ci\u0119\u017cko oddycha\u0142. Ostin przygl\u0105da\u0142 mu si\u0119 uwa\u017cnie. W ko\u0144cu powiedzia\u0142:<\/p>\n\n\n\n<p>&#8211; Sam wiem, jak bardzo zabola\u0142a ci\u0119 \u015bmier\u0107 ojca, kuzynie. Sam wiem, jak cierpia\u0142e\u015b stoj\u0105c u boku Warrena i patrz\u0105c, jak wszystko, co ci bliskie upada. Ale w\u0142a\u015bnie wtedy by\u0142 czas na opowiedzenie si\u0119, za kt\u00f3r\u0105\u015b ze stron, wtedy by\u0142 czas na zdrad\u0119. Nie, nie przerywaj mi, Marro! Je\u015bli Warren nie \u017cyje, to raczej pochylmy czo\u0142a nad jego \u017cyciem i \u015bmierci\u0105, nad jego wielko\u015bci\u0105 i si\u0142\u0105. Wojna obu nam zabra\u0142a bliskich, czy jeste\u015b got\u00f3w na to, by wskrzesi\u0107 kolejn\u0105? Zbyt ukocha\u0142em m\u00f3j lud, by wys\u0142a\u0107 go na kolejne \u015bmierci.<\/p>\n\n\n\n<p>&#8211; A czy jeste\u015b pewien, \u017ce tw\u00f3j lud sam si\u0119 na nie, nie gotuje, kuzynku?- zapyta\u0142 Marro, tak bardzo z\u0142owrogo, \u017ce Ani ciarki przebieg\u0142y po plecach.- Nie s\u0142yszysz szept\u00f3w po k\u0105tach? Szcz\u0119ku ostrzonej stali? \u015awiat si\u0119 codziennie zmienia, nadchodzi czas Przemiany.<\/p>\n\n\n\n<p>&#8211; Je\u015bli w\u015br\u00f3d mego ludu znajdziesz takich, co si\u0119 szykuj\u0105 do walki, to niestety, znalaz\u0142 si\u0119 kto\u015b, kto ich do tego pod\u017cega\u0142. A je\u015bli kto\u015b taki jest, to niech Gallah ma nas w opiece.- Zako\u0144czy\u0142 Ostin i szybko wyszed\u0142 z komnaty.<\/p>\n\n\n\n<p>Morro milcza\u0142, trawi\u0105c us\u0142yszane s\u0142owa. Trzeci fotel obr\u00f3ci\u0142 si\u0119 na n\u00f3\u017cce i Ania zobaczy\u0142a ma\u0142ego, korpulentnego kar\u0142a zeskakuj\u0105cego na ziemi\u0119. Z przestrachem pomy\u015bla\u0142a: Axo, cho\u0107 nie wiedzia\u0142a, sk\u0105d zna to imi\u0119.<\/p>\n\n\n\n<p>&#8211; Ca\u0142kiem inteligentnego masz kuzynka, elficki draniu.- powiedzia\u0142 karze\u0142 i za\u015bmia\u0142 si\u0119 okrutnie &#8211; Niestety, nale\u017cy do tych naiwnych. Obawiam si\u0119, \u017ce umrze szybciej, ni\u017c zada sobie pytanie: dlaczego? A nawet wtedy, i tak nie uwierzy.<\/p>\n\n\n\n<p>Obudzi\u0142a si\u0119.<\/p>\n\n\n\n<p>&nbsp;Nie ma to jak karczmy u podn\u00f3\u017ca G\u00f3r Pielgrzymich. Pe\u0142ne oczywi\u015bcie Krasnolud\u00f3w, ale tak\u017ce handlarzy wszelkich ma\u015bci. Gdzie\u017c, je\u015bli nie do krasnoludzkich siedzib zje\u017cd\u017caj\u0105 wszyscy mo\u017cni tego \u015bwiata, by zainwestowa\u0107 w klejnoty. Gdzie\u017c, je\u015bli nie do krasnoludzkich siedzib zje\u017cd\u017caj\u0105 wszelcy z\u0142odzieje, by uszczkn\u0105\u0107, cho\u0107 troch\u0119 dla siebie. W karczmach tych mo\u017cna spotka\u0107 ka\u017cdego i wszystkich, najgorsze m\u0119ty siedz\u0105 tu rami\u0119 przy ramieniu ze szlachetnie urodzonymi, opijaj\u0105c si\u0119 miodem i piwem, specja\u0142ami Pielgrzymich G\u00f3r.<\/p>\n\n\n\n<p>Gospoda \u201ePod Dzwonem\u201d mia\u0142a szeroki, drewniany bar. Na jego ko\u0144cu siedzia\u0142 stary krasnolud i przysypia\u0142, z g\u0142ow\u0105 opart\u0105 na ramieniu. Kawa\u0142ek dalej siedzia\u0142y dwa gnomy pogr\u0105\u017cone w cichej konwersacji \u015bci\u015ble dotycz\u0105cej piersi jednej z kelnerek. Przestrze\u0144 pomi\u0119dzy barem a \u0142awami wype\u0142niona by\u0142a przede wszystkim g\u0119stym dymem nikotynowym, przemieszanym z jeszcze innym, o ostrzejszym zapachu. Harmider, jaki panowa\u0142 w sali zdawa\u0142 si\u0119 by\u0107 bliski eksplozji, ale nie przeszkadza\u0142 nikomu. Przy \u015brodkowym stoliku siedzia\u0142o czterech krasnolud\u00f3w, z lekka ju\u017c podchmielonych.<\/p>\n\n\n\n<p>&#8211; Haremal, poprosimy jeszcze jeden dzban miodu i jeden dzban piwa, dla naszych przyjaci\u00f3\u0142 ze wschodu- wykrzykn\u0105\u0142 najgrubszy z nich o rudych w\u0142osach i brodzie, do barmana.- Tylko szybko.<\/p>\n\n\n\n<p>&#8211; Czy widzia\u0142e\u015b kiedy\u015b Astranie, by nasz \u0142achudra porusza\u0142 si\u0119 szybko? Pr\u0119dzej w\u0119giel sam si\u0119 wykopie, ni\u017c Haremal nabierze pr\u0119dko\u015bci- roze\u015bmia\u0142 si\u0119 drugi z krasnolud\u00f3w, ni\u017cszy od kompana, o w\u0142osach blond i takiej te\u017c brodzie, a pozostali zawt\u00f3rowali mu \u015bmiechem.<\/p>\n\n\n\n<p>&#8211; Pr\u0119dzej piwo samo si\u0119 uwarzy, ni\u017c was tu ponownie wpuszcz\u0119, \u0142ajzy- sykn\u0105\u0142 barman stawiaj\u0105c dwa pe\u0142ne dzbany na stoliku.- \u017badnego szacunku dla ludzkiej pracy, \u017cadnego wsp\u00f3\u0142czucia dla mojego wysi\u0142ku. A pod koniec miesi\u0105ca b\u0119d\u0105 \u017cebra\u0107 i b\u0142aga\u0107, by ich na zeszyt wpisa\u0107. Pr\u0119dzej \u015bwinia zacznie pisa\u0107 wiersze ni\u017c na zeszyt co\u015b sprzedam.- Doda\u0142 na odchodnym.<\/p>\n\n\n\n<p>&#8211; Ale\u017c Haremalu daruj nam niewinne \u017carty- zacz\u0105\u0142 Astran i pu\u015bci\u0142 oko do blondyna- pr\u0119dzej Karim obetnie brod\u0119, ni\u017c kt\u00f3ry\u015b z nas ci\u0119 obrazi \u015bwiadomie.- Krzykn\u0105\u0142 do plec\u00f3w barmana, ale ten uda\u0142, \u017ce nie s\u0142yszy.<\/p>\n\n\n\n<p>&#8211; A co si\u0119 sta\u0142o z \u0141z\u0105 Hugomora?- zapyta\u0142 Karima jeden z ich towarzyszy ze wschodu- Czy to prawda, \u017ce zosta\u0142a skradziona?<\/p>\n\n\n\n<p>&#8211; Wszystko, co s\u0142yszymy, to tylko plotki, oficjalnie niepotwierdzone. Ale widzisz, Karim ma kuzyna, kt\u00f3ry s\u0142u\u017cy w \u015bwi\u0105tyni Hugomora i dok\u0142adnie miesi\u0105c temu przybieg\u0142 z nowin\u0105 do domu, \u017ce \u0141z\u0119 ukradziono. Potem wr\u00f3ci\u0142 do \u015bwi\u0105tyni i od tamtej pory wszelki s\u0142uch o nim zagin\u0105\u0142. Nikt nie wie, ani co si\u0119 sta\u0142o, ani czemu \u015bwi\u0105tynia zosta\u0142a zamkni\u0119ta.<\/p>\n\n\n\n<p>&#8211; \u015awi\u0105tynia Hugomora jest zamkni\u0119ta?!- wykrzykn\u0105\u0142 drugi z towarzyszy wschodu- To chyba pierwszy raz od Wielkiej Czarnej Wojny? Czy powinni\u015bmy szykowa\u0107 si\u0119 na b\u00f3j?<\/p>\n\n\n\n<p>&#8211; Och, nie b\u0105d\u017a taki w gor\u0105cej wodzie k\u0105pany, Ollihu- powiedzia\u0142 roze\u015bmiany Astram- pr\u0119dzej smok obrobi w swych palcach pier\u015bcionek, ni\u017c wojna nastanie. Tyle lat, przecie\u017c \u017cyjemy w pokoju. A z\u0142odzieje, jak byli, tak i nadal s\u0105.<\/p>\n\n\n\n<p>&#8211; Czasy si\u0119 zmieniaj\u0105, Astramie.- odpowiedzia\u0142 ca\u0142kiem powa\u017cnie Ollih- mo\u017ce bardziej czujemy to my, \u017cyj\u0105cy w g\u00f3rach pustynnych, ni\u017c wy tu, poch\u0142oni\u0119ci wirem szybkiego \u017cycia. Ostatnio wiatr bardziej niespokojny, ostatnio coraz ci\u0119\u017csze przynosi nowiny, sam wiesz, \u017ce Warren nie \u017cyje, a Ekin sta\u0142 si\u0119 bezmy\u015blnym starcem. Wasz mistrz, z tego co rozumiem, te\u017c znikn\u0105\u0142 zamykaj\u0105c si\u0119 w \u015bwi\u0105tyni?<\/p>\n\n\n\n<p>&#8211; Nasz Mistrz, Wielki Boremal, od pewnego czasu pracuje nad pewnym projektem. Zamkn\u0105\u0142 si\u0119, to prawda, ale nie w \u015bwi\u0105tyni. Nasz lud, jak sam wiesz najlepiej Ollihu i ty, Granmie, okre\u015bla si\u0119 przez dzie\u0142a i czyny, a Mistrz pracuje nad majstersztykiem ognia i ku\u017ani. Nic ponadto sami nie wiemy.<\/p>\n\n\n\n<p>&#8211; Wiemy, \u017ce w dziele tym nie tylko zamknie si\u0119 ogie\u0144 i stal- doda\u0142 ju\u017c mocno pijany Karim- ale moc klejnotu jasnego i si\u0142a niezwyci\u0119\u017conych.<\/p>\n\n\n\n<p>&#8211; &nbsp;To niebezpieczne, tworzy\u0107 tak\u0105 bro\u0144- zakrzykn\u0105\u0142 Granm. \u2013 Nie w tych czasach, nie w tych czasach\u2026<\/p>\n\n\n\n<p>&#8211; Wy, wybacz mi to stwierdzenie, Ollihu- zwr\u00f3ci\u0142 si\u0119 Astram do Granma- mali kmiotkowie ze wschodu, nie przywykli\u015bcie ani do zmian, jakie si\u0119 dziej\u0105, ani do intensywnego \u017cycia. Boicie si\u0119 na wszelki wypadek, \u017cadnego wypadku nie b\u0119dzie.<\/p>\n\n\n\n<p>&#8211; Pr\u0119dzej \u0142oso\u015b wskoczy ci do sieci ni\u017c si\u0119 wojna zacznie- doda\u0142 pijany Karim.<\/p>\n\n\n\n<p>&#8211; Oby\u015b si\u0119 nie myli\u0142 Astramie- odpowiedzia\u0142 spokojnie Granm- chcia\u0142bym si\u0119 z tob\u0105 za\u0142o\u017cy\u0107, ale co to za przyjemno\u015b\u0107 z zak\u0142adu, kiedy liczy si\u0119 na przegran\u0105.<\/p>\n\n\n\n<p>Oliander wiedzia\u0142, \u017ce trafi\u0142. Skowyt, jaki poni\u00f3s\u0142 si\u0119 po lesie, mog\u0142o wyda\u0107 jedynie zwierz\u0119 ugodzone strza\u0142\u0105. Ale nie strzeli\u0142 \u015bmiertelnie, zwierz\u0119 umyka\u0142o z tym skowytem, gdzie\u015b hen. Odrzuci\u0142 ko\u0142czan i \u0142uk i pomkn\u0105\u0142 w las, by dobi\u0107 zdobycz. Bieg\u0142 szybko, skupiony na krwistych \u015bladach pozostawionych w trawie. Pogo\u0144 by\u0142a d\u0142uga i, o dziwo, m\u0119cz\u0105ca. W ko\u0144cu zwierz\u0119 pad\u0142o, w\u015br\u00f3d li\u015bci i mchu, popiskiwa\u0142o. Przypomina\u0142o wielkiego kota wielko\u015bci tygrysa o rudawo- piaskowym kolorze, a przy tym wida\u0107 by\u0142o, \u017ce jest jeszcze m\u0142ode. Oliander nie potrafi\u0142 przypomnie\u0107 sobie, by spotka\u0142 si\u0119 z chocia\u017cby opisem takiego stworzenia. Ale w tym momencie by\u0142 tylko my\u015bliwym, a przybieg\u0142 tu po to, by doko\u0144czy\u0107 dzie\u0142a. Wyj\u0105\u0142 sw\u00f3j zakrzywiony n\u00f3\u017c my\u015bliwski i napr\u0119\u017cy\u0142 r\u0119k\u0119.<\/p>\n\n\n\n<p>&nbsp;I w\u0142a\u015bnie w tym momencie, zza srebrnego \u015bwierku wypad\u0142a dziewczyna z okrzykiem Nie! i po\u0142o\u017cy\u0142a si\u0119 na tym zwierzu konaj\u0105cym, na tym piaszczystym cielsku. Oliander, kt\u00f3rego r\u0119ka, znalaz\u0142a si\u0119 ju\u017c w torze i rozmachu ku piersi zwierz\u0119cia, w ostatniej chwili pokierowa\u0142 j\u0105 tak, \u017ce n\u00f3\u017c wbi\u0142 si\u0119 w ziemi\u0119, a\u017c po r\u0119koje\u015b\u0107. By\u0142 w\u015bciek\u0142y.<\/p>\n\n\n\n<p>&#8211; Co do cholery\u2026- zakrzykn\u0105\u0142 ze z\u0142o\u015bci\u0105 i umilk\u0142 przyjrzawszy si\u0119 dziewczynie uwa\u017cniej.<\/p>\n\n\n\n<p>Zdecydowanie by\u0142a Cz\u0142owiekiem. Mia\u0142a drobn\u0105, jasn\u0105 twarz i przymkni\u0119te oczy, jakby gotowa\u0142a si\u0119 na \u015bmier\u0107. By\u0142a przera\u017cona, ale w dziwny spos\u00f3b pewna swojej decyzji i gotowa odda\u0107 \u017cycie, za to piaskowe zwierz\u0119, kt\u00f3re zakry\u0142a w\u0142asnym cia\u0142em. Oliander widzia\u0142 jak szybko oddycha, widzia\u0142 jak jej za du\u017ca tunika nasi\u0105ka krwi\u0105 zwierz\u0119cia i wiedzia\u0142, po prostu wiedzia\u0142, \u017ce nie pozwoli mu doko\u0144czy\u0107 tego polowania, nie pozwoli dobi\u0107 jego ofiary. Wytar\u0142 n\u00f3\u017c o traw\u0119 i schowa\u0142 do futera\u0142u przy pasie. S\u0142ysz\u0105c szelest dziewczyna otworzy\u0142a oczy. By\u0142y nie tylko du\u017ce, ale niespotykane. Lewe by\u0142o szare z b\u0142\u0119kitn\u0105 obw\u00f3dk\u0105, prawe zielone. Patrzy\u0142a na niego intensywnie, nadal przera\u017cona, ale spokojna.<\/p>\n\n\n\n<p>&#8211; Mo\u017cesz si\u0119 nie ba\u0107- powiedzia\u0142- Nie zrobi\u0119 ci krzywdy.<\/p>\n\n\n\n<p>&#8211; Nie boj\u0119 si\u0119 ciebie- odpowiedzia\u0142a, cho\u0107 g\u0142os jej zadr\u017ca\u0142.<\/p>\n\n\n\n<p>&#8211; Nie skrzywdz\u0119 te\u017c tego kota pod tob\u0105, cho\u0107 nie s\u0105dz\u0119 by mu jeszcze wiele czasu pozosta\u0142o, moje strza\u0142y s\u0105 celne.<\/p>\n\n\n\n<p>Dziewczyna podnios\u0142a si\u0119 natychmiast i przy\u0142o\u017cy\u0142a d\u0142onie nad ran\u0105 zwierz\u0119cia. Przycisn\u0119\u0142a t\u0119tnic\u0119 i rana przesta\u0142a tak obficie krwawi\u0107. Drug\u0105 r\u0119k\u0105 wyj\u0119\u0142a z kieszeni jakie\u015b skrawki uschni\u0119tych li\u015bci i nie odwracaj\u0105c swych dziwnych oczu od piaskowego kota, zwr\u00f3ci\u0142a si\u0119 do Oliandra:<\/p>\n\n\n\n<p>&#8211; Przynie\u015b mi tak\u0105 ro\u015blin\u0119, szybko. Ro\u015bnie w tym lesie, ma cienk\u0105 \u0142odyg\u0119 i takie li\u015bcie. Wykop j\u0105 ca\u0142\u0105, z korzeniem, kt\u00f3ry potrafi wrosn\u0105\u0107 nawet metr w g\u0142\u0105b ziemi, wi\u0119c kop uwa\u017cnie. Wybierz nie za m\u0142od\u0105, ale i nie za star\u0105, poznasz to po li\u015bciach. Pr\u0119dzej!<\/p>\n\n\n\n<p>&#8211; Ale\u2026- zacz\u0105\u0142 Oliander, ale nawet nie da\u0142a mu doko\u0144czy\u0107 i prawie sykn\u0119\u0142a:<\/p>\n\n\n\n<p>&#8211; Pr\u0119dzej.&nbsp;<\/p>\n\n\n\n<p>Wi\u0119c pobieg\u0142. Oczywi\u015bcie doskonale wiedzia\u0142, \u017ce mo\u017ce po prostu uciec, wiedzia\u0142, \u017ce szukanie ro\u015bliny (nota bene Tontullis Leanvis, zwanej tak\u017ce po prostu Tontull\u0105, o czym si\u0119 dowiedzia\u0142 na lekcji o zio\u0142ach leczniczych, a co zapami\u0119ta\u0142, bo nie potrafi\u0142 nie pami\u0119ta\u0107) ju\u017c raczej nie pomo\u017ce zwierz\u0119ciu, wiedzia\u0142, \u017ce nie musi wykonywa\u0107 niczyich rozkaz\u00f3w i spe\u0142nia\u0107 pr\u00f3\u015bb. Ale w oczach dziewczyny dostrzeg\u0142 jaki\u015b cie\u0144, kt\u00f3ry da\u0142 mu nadziej\u0119 na brak nudy. I nie m\u00f3g\u0142 ot tak, z tego zrezygnowa\u0107. Nie teraz, kiedy rozwa\u017cano kwesti\u0119 oddania go do Zamku. Nie teraz, kiedy, wszystko przesta\u0142o mie\u0107 znaczenie. Je\u015bli ma st\u0105d odej\u015b\u0107, to przynajmniej przez chwil\u0119 jeszcze pozostanie Oliandrem z Lasu Karn Nunn, synem Naruka i Katti i odnajdzie Tontull\u0119 i wykopie z korzeniem. A potem wr\u00f3ci do tej jasnej dziewczyny i cho\u0107 jeszcze tylko jeden raz spojrzy w te jej dziwne oczy.<\/p>\n\n\n\n<p>Ania zn\u00f3w nie mog\u0142a zasn\u0105\u0107. Oczywi\u015bcie opowiedzia\u0142a Mamie sw\u00f3j sen, ale Mama jej nie s\u0142ucha\u0142a. Na koniec tylko u\u015bmiechn\u0119\u0142a si\u0119 blado i powiedzia\u0142a:<\/p>\n\n\n\n<p>&#8211; Axo? Lepiej na niego uwa\u017ca\u0107. &nbsp;&nbsp;<\/p>\n\n\n\n<p>Cokolwiek mia\u0142o to oznacza\u0107. A najpewniej to, \u017ce Mama zn\u00f3w jej nie s\u0142ucha\u0142a. Przewr\u00f3ci\u0142a si\u0119 po raz co najmniej pi\u0119tnasty z boku na bok i zamkn\u0119\u0142a oczy. By\u0142a tak zm\u0119czona, wreszcie, cudownie zm\u0119czona, \u017ce po prostu przesta\u0142a my\u015ble\u0107 i zasn\u0119\u0142a.<\/p>\n\n\n\n<p>Zobaczy\u0142a prawie pust\u0105 karczm\u0119. Przy d\u0142ugim i drewnianym barze chrapa\u0142 krasnolud z twarz\u0105 opart\u0105 na ramieniu. Przed nim sta\u0142 na wp\u00f3\u0142 opr\u00f3\u017cniony kufel piwa.<\/p>\n\n\n\n<p>Wi\u0119kszo\u015b\u0107 stolik\u00f3w w sali r\u00f3wnie\u017c by\u0142a pusta. Przy jednym ze \u015brodkowych zobaczy\u0142a dwie ma\u0142e krasnoludzkie sylwetki, r\u00f3wnie\u017c \u015bpi\u0105ce, z g\u0142owami opartymi o st\u00f3\u0142. Jedna z nich p\u0142omienno ruda mamrota\u0142a: pr\u0119dzej \u017caba zostanie kr\u00f3lewn\u0105\u2026ni\u017c\u2026 wi\u0119cej piwa\u2026<\/p>\n\n\n\n<p>Barman sprz\u0105ta\u0142 szk\u0142a i popielniczki, jedna z kelnerek zamiata\u0142a pod\u0142og\u0119. Do drzwi lekkim szlaczkiem sz\u0142o kolejnych dw\u00f3ch krasnolud\u00f3w. Jeden z nich m\u00f3wi\u0142 przyciszonym g\u0142osem:<\/p>\n\n\n\n<p>&#8211; Traktuj\u0105 nas jak kmiotk\u00f3w, a nie dostrzegaj\u0105 zagro\u017cenia. Nie mog\u0119 uwierzy\u0107, \u017ce \u015bwi\u0105tynia Hugomora jest zamkni\u0119ta!<\/p>\n\n\n\n<p>&#8211; Wiem Karim, wiem- Odpowiedzia\u0142 drugi- G\u00f3ry Pielgrzymie, to \u015bwiat nie tylko legend, ale przede wszystkim klejnot\u00f3w. Uwierz mi, one potrafi\u0105 przy\u0107mi\u0107 nawet naj\u015bwiatlejszy umys\u0142.<\/p>\n\n\n\n<p>&#8211; Ale \u0141za!- prawie wykrzykn\u0105\u0142 Karim- \u0141za zosta\u0142a skradziona, a Boremal tworzy dzie\u0142o zniszczenia w ku\u017ani! W\u0142a\u015bnie teraz?<\/p>\n\n\n\n<p>&#8211; Ciiii- Szepn\u0105\u0142 Granm- jutro wracamy do domu, miejmy nadziej\u0119, \u017ce Sortzl b\u0119dzie wiedzia\u0142, co robi\u0107.<\/p>\n\n\n\n<p>Drzwi si\u0119 za nimi zamkn\u0119\u0142y.<\/p>\n\n\n\n<p>W tym momencie w najciemniejszym k\u0105cie poruszy\u0142 si\u0119 jaki\u015b cz\u0142owiek. Na\u0142o\u017cy\u0142 na g\u0142ow\u0119 kaptur i przeczy\u015bci\u0142 ciemne okulary r\u0119kawem. Zanim je za\u0142o\u017cy\u0142, Ania dostrzeg\u0142a czerwony b\u0142ysk jego oka. Ruszy\u0142 do wyj\u015bcia.<\/p>\n\n\n\n<p>Sala by\u0142a bia\u0142a, ozdobiona jedynie smuk\u0142ymi kwiatami w wielkich wazonach. Szmery i szepty umilk\u0142y, gdy stary elf w d\u0142ugiej szacie i bia\u0142ych w\u0142osach zbli\u017cy\u0142 si\u0119 do Eirfwolfa. Po\u0142o\u017cy\u0142 mu na g\u0142owie swe ko\u015bciste d\u0142onie i rzek\u0142:<\/p>\n\n\n\n<p>&#8211; Szary Wilku, Eirfwolfie Warrenie z rodu Warrena Wielkiego Kr\u00f3la Najwi\u0119kszego, synu Darmilli i spadkobierco imienia. Czy przyjmujesz ten obowi\u0105zek, honor i powinno\u015b\u0107, by czekaj\u0105c na Przyw\u00f3dc\u0119 kierowa\u0107 ludem swoim i losem \u015bwiata naszego?<\/p>\n\n\n\n<p>Cisza w Sali by\u0142a nie tylko wielka, ale pe\u0142na emocji. Ka\u017cdy czeka\u0142 na skini\u0119cie g\u0142ow\u0105 i uroczyste \u201etak, przyjmuj\u0119\u201d. Ka\u017cdy potrzebowa\u0142 poczu\u0107, \u017ce zn\u00f3w ma przyw\u00f3dc\u0119 i ojca. Ale Szary Wilk spojrza\u0142 w oczy starca i odpowiedzia\u0142:<\/p>\n\n\n\n<p>&#8211; Z ca\u0142ym szacunkiem dla ciebie, \u015awi\u0119ty Modrzewiu i tych, kt\u00f3rzy gotowi s\u0105 mi zawierzy\u0107, musz\u0119 najpierw wys\u0142ucha\u0107 Kaminni. Musz\u0119 pozna\u0107 ci\u0119\u017car tego obowi\u0105zku, honoru i powinno\u015bci, by m\u00f3c szczerze i z serca odpowiedzie\u0107 ci na to pytanie. Dlatego dzi\u015b jeszcze udam si\u0119 do Las\u00f3w Ciemniej\u0105cych i wys\u0142ucham wyroczni. Powr\u00f3c\u0119 tu za trzy dni o \u015bwicie i powiem, czy ud\u017awign\u0119 to, co pozostawi\u0142 mi Warren, Najja\u015bniejszy z Kr\u00f3l\u00f3w.<\/p>\n\n\n\n<p>Przez Sal\u0119 przebieg\u0142 szmer dezaprobaty i odrzucenia, ale w tym momencie odezwa\u0142 si\u0119 Modrzew:<\/p>\n\n\n\n<p>&#8211; Wida\u0107 to, \u017ce pochodzisz z rodu Warren\u00f3w. Twoje decyzje s\u0105 pewne i \u015bwiat\u0142e, twoje intencje szczere i przemy\u015blane. Jed\u017a do Kaminni, je\u015bli tego potrzebujesz, daj\u0119 ci moje b\u0142ogos\u0142awie\u0144stwo. Ale ja ju\u017c pozna\u0142em odpowied\u017a.<\/p>\n\n\n\n<p>Eirfwolf uca\u0142owa\u0142 d\u0142o\u0144 starca i krzykn\u0105\u0142 do stra\u017cy swojej:<\/p>\n\n\n\n<p>&#8211; Na ko\u0144!- i wybieg\u0142 z Sali.<\/p>\n\n\n\n<p>Elficki lud opuszcza\u0142 j\u0105 w przer\u00f3\u017cnych nastrojach. Od uniesienia i podziwu po nienawi\u015b\u0107.&nbsp;&nbsp; &nbsp;&nbsp;&nbsp;<\/p>\n\n\n\n<p>&nbsp;<em>Ulepieni z modrzewia o delikatnych szpilkach, sosny wystrzeliwuj\u0105cej w niebo, klonu o delikatnych pi\u0119cioramiennych li\u015bciach, d\u0119bu mocnego, brzozy bia\u0142ej i gibkiej, wierzby p\u0142acz\u0105cej nad wod\u0105 i wielu, wielu innych, byli\u015bmy r\u00f3\u017cni, ale tacy sami. <\/em>&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;<\/p>\n\n\n\n<p>&#8211; Czego si\u0119 dowiedzia\u0142e\u015b Axo?- spyta\u0142 Pan Cienia wchodz\u0105c do najwy\u017cszej komnaty Wie\u017cy.<\/p>\n\n\n\n<p>&#8211; \u017be zdrada jest gorsza dla zdrajcy, ni\u017c zdradzonego- odpowiedzia\u0142 ze \u015bmiechem karze\u0142 uk\u0142adaj\u0105c si\u0119 na mi\u0119kkiej kanapie- A tak powa\u017cnie, my\u015bl\u0119, \u017ce nietrudno przywr\u00f3ci\u0107 dawne spory w\u015br\u00f3d Elf\u00f3w. A ty, Panie, jak\u017ce wspominasz krasnoludzki szlak?<\/p>\n\n\n\n<p>&#8211; Pr\u0119dzej umr\u0119, ni\u017c dam si\u0119 zasieka\u0107, odpowiedzia\u0142by ka\u017cdy przeci\u0119tny krasnolud na twoje pytanie. Co bynajmniej nie oznacza, \u017ce tak by uczyni\u0142.- odpar\u0142 Czerwonooki i doda\u0142- lepiej zejd\u017a do piwnic i zatroszcz si\u0119 o naszego nowego lokatora. Obawiam si\u0119, \u017ce nie tylko zg\u0142odnia\u0142, ale go troch\u0119 poturbowa\u0142em w podr\u00f3\u017cy. Nie mie\u015bci\u0142 si\u0119 do kufra. Gdzie Mistriam?<\/p>\n\n\n\n<p>&#8211; Szykuje dla ciebie wdzi\u0119ki, o Panie. Od rana czeka na tw\u00f3j powr\u00f3t. Znajdziesz j\u0105 w sypialni z tym pod\u0142u\u017cnym \u0142\u00f3\u017ckiem.<\/p>\n\n\n\n<p>&#8211; W takim razie, Axo, zajmij si\u0119 wi\u0119\u017aniem do rana i nie pr\u00f3buj nam przerywa\u0107. Gdyby potrzebowa\u0142 jakichkolwiek narz\u0119dzi, zdob\u0105d\u017a je. Wy\u0142uszczy\u0142em mu, czego oczekuj\u0119, my\u015bl\u0119, \u017ce zrozumia\u0142. Je\u015bli nie, mo\u017cesz go bi\u0107 wsz\u0119dzie byle nie po r\u0119kach, potrzebujemy ich. I niekt\u00f3rych narz\u0119dzi nie zostawiaj z nim sam na sam. Nie chcemy r\u00f3wnie\u017c by umar\u0142, czy to jest jasne?<\/p>\n\n\n\n<p>&#8211; Jasne, Panie- odpowiedzia\u0142 karze\u0142 i zbieg\u0142 po schodach.<\/p>\n\n\n\n<p>Pan Cienia uda\u0142 si\u0119 do komnaty obok. Tak naprawd\u0119 tej komnaty nie by\u0142o w Wie\u017cy, ale on potrafi\u0142 nie tylko j\u0105 stworzy\u0107, ale by\u0107 w niej jakby istnia\u0142a od zawsze. Zsun\u0105\u0142 z siebie szaty i wszed\u0142 do wielkiej wanny stoj\u0105cej po\u015brodku. Otoczy\u0142 go zapach oceanu, uwielbia\u0142 go. Namydli\u0142 cia\u0142o, op\u0142uka\u0142. Natar\u0142 si\u0119 olejkiem, niezb\u0119dnym tu, na granicy pustyni. Poczu\u0142, \u017ce jest gotowy na spotkanie z Mistriam, poczu\u0142 jak wzrasta w nim po\u017c\u0105danie. Bez trudu odnalaz\u0142 sypialni\u0119 z pod\u0142u\u017cnym \u0142\u00f3\u017ckiem i otworzy\u0142 drzwi.<\/p>\n\n\n\n<p>Le\u017ca\u0142a na boku, bia\u0142a jak kwiat lilii z burz\u0105 czarnych w\u0142os\u00f3w na ramionach i poduszce. Pachnia\u0142a zniewalaj\u0105co i patrzy\u0142a na niego kusz\u0105co czarnymi oczami. Odgi\u0119\u0142a g\u0142ow\u0119, ukazuj\u0105c szyj\u0119. Wpi\u0142 si\u0119 w to s\u0142odkie cia\u0142o nie tylko natychmiast, ale bez umiaru.<\/p>\n\n\n\n<p>Arina wpatrywa\u0142a si\u0119 w kota. Wci\u0105\u017c uciska\u0142a t\u0119tnic\u0119, cho\u0107 coraz mocniej czu\u0142a, jak dr\u0119twiej\u0105 jej palce. Nie wiedzia\u0142a, czy Czarny powr\u00f3ci z ro\u015blin\u0105, po kt\u00f3r\u0105 go pos\u0142a\u0142a i ba\u0142a si\u0119, \u017ce pozostanie w tej niewygodnej pozycji i ujrzy, jak kot umiera. \u201eNie pozwol\u0119 ci umrze\u0107\u201d- pomy\u015bla\u0142a zaciekle i mocniej ucisn\u0119\u0142a t\u0119tnic\u0119. Kot by\u0142 naprawd\u0119 wielki, cho\u0107 m\u0142ody. Jego miodowe oczy patrzy\u0142y ufnie i Arina wiedzia\u0142a, \u017ce nie pozwoli na pustk\u0119 \u015bmierci w tych oczach. Je\u015bli Czarny wr\u00f3ci. A przecie\u017c to on zrani\u0142 tego kota, to on chcia\u0142 go dobi\u0107. Jak mog\u0142a wierzy\u0107, \u017ce wr\u00f3ci, by spr\u00f3bowa\u0107 naprawi\u0107 to, co sam tak doskonale spieprzy\u0142. A jednak, w dziwny spos\u00f3b wierzy\u0142a, \u017ce powr\u00f3ci. Czu\u0142a, \u017ce znajdzie Tontull\u0119 i przyniesie, a ona uleczy to biedne zwierz\u0119 i nie b\u0119dzie patrze\u0107 jak w tych miodowych oczach zanika \u017cycie.<\/p>\n\n\n\n<p>Us\u0142ysza\u0142a szmer trawy i obr\u00f3ci\u0142a g\u0142ow\u0119. Czarny sta\u0142 przed ni\u0105 z zio\u0142em leczniczym dok\u0142adnie takim, jakiego potrzebowa\u0142a. Korze\u0144 by\u0142 nienaruszony, li\u015bcie pe\u0142ne.<\/p>\n\n\n\n<p>&#8211; Odetnij korze\u0144, dobrze- Powiedzia\u0142a-. A teraz trzymaj palce w tym miejscu, w kt\u00f3rym naciskam. Trzymaj mocno i nie pozw\u00f3l, by straci\u0142 wi\u0119cej krwi, ok.?<\/p>\n\n\n\n<p>Czarny przytakn\u0105\u0142 i przytrzyma\u0142 t\u0119tnic\u0119 zwierz\u0119cia. Arina wzi\u0119\u0142a korze\u0144 i uci\u0119\u0142a dwa li\u015bcie Tontulli. Korze\u0144 podzieli\u0142a na mniejsze kawa\u0142ki, a potem, rozbi\u0142a je kling\u0105 no\u017ca Oliandra na jednym z li\u015bci tak, \u017ce sta\u0142y si\u0119 miazg\u0105 pomieszan\u0105 z sokiem li\u015bcia. Wszystko to razem przy\u0142o\u017cy\u0142a do rany i zacz\u0119\u0142a delikatnie masowa\u0107, wyjmuj\u0105c powoli strza\u0142\u0119. Kot nadal \u017cy\u0142 i patrzy\u0142 na ni\u0105 spokojnie. Odrzuci\u0142a strza\u0142\u0119 w bok i po\u0142o\u017cy\u0142a drugi li\u015b\u0107 na opatrunku. Wiedzia\u0142a, \u017ce wyssie b\u00f3l i ewentualne zaka\u017cenie. Przepasa\u0142a szyj\u0119 zwierz\u0119cia chustk\u0105 i spojrza\u0142a na Czarnego.<\/p>\n\n\n\n<p>&#8211; Dzi\u0119kuj\u0119- powiedzia\u0142a.<\/p>\n\n\n\n<p>Czarny przygl\u0105da\u0142 jej si\u0119 przez chwil\u0119 i spyta\u0142:<\/p>\n\n\n\n<p>&#8211; I co planujesz zrobi\u0107 teraz z tym kotem? Przemycisz do wioski, by piel\u0119gnowa\u0107? No i co potem?<\/p>\n\n\n\n<p>&#8211; Nie wiem- odpowiedzia\u0142a- Do tej pory my\u015bla\u0142am tylko o jednym. By \u017cy\u0142. A Ty, Kawinnie, jak bardzo nie szanujesz \u017cycia, by go pozbawia\u0107 dla frajdy? Jak czarne masz serce, by mordowa\u0107?<\/p>\n\n\n\n<p>Czarny sykn\u0105\u0142 i rzuci\u0142 jej niech\u0119tne spojrzenie ciemnozielonych oczu.<\/p>\n\n\n\n<p>Wielki Dom Kammini mie\u015bci si\u0119 w\u015br\u00f3d rozlewisk i bagien Las\u00f3w Ciemniej\u0105cych. Wtopiony w ziele\u0144 otaczaj\u0105cych drzew jest niewidoczny dla przypadkowego w\u0119drowca. Cho\u0107 ju\u017c dawno \u017caden przypadkowy w\u0119drowiec nie zag\u0142\u0119bia\u0142 si\u0119 w Lasy Ciemniej\u0105ce zniech\u0119cony legendami i historiami o zdradzieckich moczarach pe\u0142nych Trolli i innych nieprzyjemnych stworze\u0144. Eirfwolf jecha\u0142 na oklep na ukochanym swym Goromie, czarnym ogierze o l\u015bni\u0105cej sier\u015bci. Spieszy\u0142 si\u0119. Za nim jecha\u0142o dw\u00f3ch stra\u017cnik\u00f3w, Kallam i Unnam, kt\u00f3rzy towarzyszyli mu wsz\u0119dzie odk\u0105d sko\u0144czy\u0142 sze\u015b\u0107 lat. Byli bli\u017ani\u0119tami i dosiadali bli\u017aniaczo podobnych koni o br\u0105zowym ubarwieniu i bia\u0142\u0105 strza\u0142k\u0105 pomi\u0119dzy oczami. Ich d\u0142ugie, z\u0142ote w\u0142osy powiewa\u0142y za nimi i l\u015bni\u0142y w s\u0142o\u0144cu. Erfwolf wiedzia\u0142, \u017ce mimo szalonego p\u0119du omiataj\u0105 okolic\u0119 czujnym spojrzeniem, gotowi broni\u0107 go w ka\u017cdej chwili. A mimo to odczuwa\u0142 strach. Irracjonalny, ale bardzo konkretny. Nie wiedzia\u0142 czy l\u0119ka si\u0119 Wyroczni i tego, co powie, czy ci\u0119\u017caru, jaki spocz\u0105\u0142 na jego barkach po \u015bmierci Warrena, czy te\u017c jeszcze czego\u015b zupe\u0142nie innego, co wyczuwa\u0142 podsk\u00f3rnie. Widzia\u0142 przed sob\u0105 l\u015bni\u0105c\u0105 tafl\u0119 jeziora i wiedzia\u0142, \u017ce zaraz ca\u0142y krajobraz stanie si\u0119 usiany jeziorami, wiedzia\u0142, \u017ce p\u00f3\u017aniej jeziora zast\u0105pi\u0105 moczary i bagna, a w\u015br\u00f3d tych bagien dowie si\u0119 o swojej przysz\u0142o\u015bci i ju\u017c nie b\u0119dzie mia\u0142 wyboru. Po raz pierwszy od Czarnego Buntu, Szary Wilk obawia\u0142 si\u0119 o losy \u015bwiata. I nie do ko\u0144ca wiedzia\u0142 dlaczego. Przynagli\u0142 Goroma, poczu\u0142 wilgo\u0107 na twarzy. Poczu\u0142, \u017ce Przeznaczenie si\u0119 zbli\u017ca.<\/p>\n\n\n\n<p>Krasnolud mia\u0142 wymizerowan\u0105 twarz. Le\u017ca\u0142 bez\u0142adnie w otwartym kufrze. Mia\u0142 podbite oko i cienk\u0105 szram\u0119 na policzku. Axo nala\u0142 wody do ma\u0142ego wiaderka i chlusn\u0105\u0142 mu ni\u0105 w twarz. Krasnolud otworzy\u0142 oczy i spojrza\u0142 przera\u017cony, jakby oczekiwa\u0142 uderzenia.<\/p>\n\n\n\n<p>&#8211; My\u015bl\u0119, \u017ce czas opu\u015bci\u0107 nork\u0119, kr\u00f3liczku- za\u015bmia\u0142 si\u0119 karze\u0142 i wyci\u0105gn\u0105\u0142 krasnoluda z kufra.- Ta noc nale\u017cy do nas. Dodam, \u017ce mo\u017ce by\u0107 d\u0142uga, bo ja cholernie lubi\u0119 noce.<\/p>\n\n\n\n<p>Krasnolud pozwoli\u0142 usadzi\u0107 si\u0119 na ma\u0142ym zydlu i wzi\u0105\u0142 do r\u0119ki drewnian\u0105 misk\u0119 z zup\u0105, jad\u0142 zrezygnowany i zamy\u015blony.<\/p>\n\n\n\n<p>&#8211; Przygotowa\u0142em ci t\u0119 piwnic\u0119, sp\u00f3jrz.- Gada\u0142 dalej Axo, jakby w\u0142a\u015bnie przywita\u0142 dawno oczekiwanego go\u015bcia.- Nie czujesz si\u0119 jak w domu? I nie m\u00f3w, \u017ce ci przeszkadza krata w drzwiach. Daj\u0119 ci moje s\u0142owo, wielu to uspokaja. Tu masz sw\u00f3j warsztat, by\u015b nie my\u015bla\u0142, \u017ce dzie\u0142o twojego \u017cycia nie zostanie uko\u0144czone przed twoj\u0105 \u015bmierci\u0105. Spokojnie. Stworzysz sw\u00f3j majstersztyk, a potem dopiero umrzesz.<\/p>\n\n\n\n<p>Krasnolud przyjrza\u0142 si\u0119 kar\u0142owi, nast\u0119pnie przeni\u00f3s\u0142 wzrok na ca\u0142\u0105 piwnic\u0119. Przez chwil\u0119 w jego oku b\u0142ysn\u0119\u0142o zrozumienie, ale natychmiast powr\u00f3ci\u0142a rezygnacja. Odsun\u0105\u0142 niedojedzon\u0105 zup\u0119 i z\u0142ama\u0142 \u0142y\u017ck\u0119 w po\u0142owie.<\/p>\n\n\n\n<p>&#8211; Nie zrobi\u0119 nic wi\u0119cej- zachrypia\u0142.- nie zmusisz mnie do niczego.<\/p>\n\n\n\n<p>Axo wyci\u0105gn\u0105\u0142 pogrzebacz, kt\u00f3rego koniec trzyma\u0142 w kominku odk\u0105d tu zszed\u0142.<\/p>\n\n\n\n<p>&#8211; I tu si\u0119 mylisz, m\u00f3j drogi- szepn\u0105\u0142- Zmusz\u0119 ci\u0119 do wszystkiego. Czy wspomina\u0142em ju\u017c, \u017ce d\u0142uga noc przed nami?<\/p>\n\n\n\n<p>Ostin obudzi\u0142 si\u0119 gwa\u0142townie. Dopiero po chwili zrozumia\u0142, \u017ce to, co widzia\u0142, musia\u0142o by\u0107 tylko z\u0142ym snem. Spojrza\u0142 na Dorr\u0119 i u\u015bmiechn\u0105\u0142 si\u0119. Odk\u0105d j\u0105 zna\u0142 spa\u0142a tak samo ciep\u0142o i ufnie.<\/p>\n\n\n\n<p>&#8211; Czy co\u015b si\u0119 sta\u0142o, Kochany?- szepn\u0119\u0142a nie otwieraj\u0105c oczu.<\/p>\n\n\n\n<p>Przytuli\u0142 si\u0119 do jej plec\u00f3w po\u0142o\u017cy\u0142 d\u0142o\u0144 na jej d\u0142oni. Poczu\u0142 jej ciep\u0142o, poczu\u0142 jej sk\u00f3r\u0119 i spok\u00f3j.<\/p>\n\n\n\n<p>&#8211; Po prostu troch\u0119 si\u0119 martwi\u0119- odpowiedzia\u0142.- Wiesz sama najlepiej, \u017ce kocham m\u00f3j lud i chc\u0119, by by\u0142 szcz\u0119\u015bliwy. Wiesz, \u017ce pokocha\u0142em ten step, kt\u00f3ry sta\u0142 si\u0119 naszym domem, wiesz, \u017ce nigdy nie patrzy\u0142em na wiele spraw tak, jak m\u00f3j ojciec. Ale ostatnio martwi\u0119 si\u0119, bo mam wra\u017cenie, \u017ce wiele dawnych rzeczy powraca. Czuj\u0119 je, kiedy id\u0119 Wielk\u0105 Sal\u0105 mijaj\u0105c w\u0142asnych podw\u0142adnych. Widz\u0119, jak szepc\u0105 po k\u0105tach, jak rzucaj\u0105 ukradkowe spojrzenia i coraz bardziej si\u0119 boj\u0119. Nie o siebie, ale o moich najbli\u017cszych. My\u015bl\u0119, \u017ce czas by\u015b wraz z Hellonem uda\u0142a si\u0119 na nasz\u0105 wysp\u0119.<\/p>\n\n\n\n<p>&#8211; Nie zostawi\u0119 ciebie, Ostinie. Nigdy nie potrafi\u0142abym ci\u0119 zostawi\u0107. Je\u015bli co\u015b si\u0119 dzieje, wchodz\u0119 w to z tob\u0105. Wiem, \u017ce nie jeste\u015b taki, jak tw\u00f3j ojciec i wiem, jak kochasz Kawinnski lud. Ale czy kiedykolwiek pomy\u015bla\u0142e\u015b o tym, jak ja kocham go i ciebie? Czy wydaje ci si\u0119, \u017ce uciekn\u0119? Hellon jest ju\u017c doros\u0142y, potrafi walczy\u0107, a my? Sta\u0107 nas na wi\u0119cej, gdy b\u0119dziemy razem, sta\u0107 nas na stawienie czo\u0142a nawet najgorszemu. Dlatego nie \u017c\u0105daj, bym uciek\u0142a.<\/p>\n\n\n\n<p>Ostin chcia\u0142 zaprzeczy\u0107, ale nie potrafi\u0142. U\u015bcisn\u0105\u0142 tylko mocniej t\u0119 najpi\u0119kniejsz\u0105 z d\u0142oni.<\/p>\n\n\n\n<p>Us\u0142yszeli za oknem t\u0119tent wielu koni.<\/p>\n\n\n\n<p>Oliander patrzy\u0142 na dziewczyn\u0119. By\u0142 z\u0142y, naprawd\u0119 mia\u0142a czelno\u015b\u0107 nazwa\u0107 go morderc\u0105. A przecie\u017c pom\u00f3g\u0142 jej, cho\u0107 wcale nie musia\u0142. G\u0142upia, ludzka dziewucha.<\/p>\n\n\n\n<p>&#8211; My\u015blisz, \u017ce zbawisz \u015bwiat, bo uratowa\u0142a\u015b tego kota?- krzykn\u0105\u0142- My\u015blisz, \u017ce jeste\u015b lepsza? A co ty o mnie wiesz, \u017ceby mnie jakkolwiek ocenia\u0107, pani sprawiedliwa? Co wiesz, o chorobie mojego ojca, kt\u00f3ry ju\u017c prawie nie \u017cyje, cho\u0107 jego marne cia\u0142o wci\u0105\u017c jeszcze jest z nami? Co wiesz o Sile Naznaczenia, z kt\u00f3r\u0105 borykam si\u0119 od dziecka? Co wiesz o czymkolwiek, co jest dla mnie istotne i jakie masz prawo do wydawania wyroku?<\/p>\n\n\n\n<p>Pochyli\u0142 si\u0119 i spojrza\u0142 w jej oczy, kt\u00f3re zmru\u017cy\u0142a. A potem plun\u0119\u0142a mu w twarz i odpowiedzia\u0142a:<\/p>\n\n\n\n<p>&#8211; Mo\u017ce i nie wiem o tobie wiele, ale dostatecznie du\u017co wiem, o takich jak ty. I jeste\u015b ostatni\u0105 osob\u0105 na \u015bwiecie, kt\u00f3ra ma jakiekolwiek prawo do wym\u00f3wek. A teraz lepiej odejd\u017a.- powiedzia\u0142a i zn\u00f3w zwr\u00f3ci\u0142a swoj\u0105 twarz w stron\u0119 kota. Pog\u0142aska\u0142a jego futro.<\/p>\n\n\n\n<p>Oliander otar\u0142 \u015blin\u0119 r\u0119kawem i cho\u0107 by\u0142 w\u015bciek\u0142y, nie m\u00f3g\u0142 zdoby\u0107 si\u0119 na odej\u015bcie.<\/p>\n\n\n\n<p>&#8211; Pomog\u0119 ci z kotem. Potem odejd\u0119.<\/p>\n\n\n\n<p>&#8211; Wi\u0119c przetransportujmy go bli\u017cej muru- odpowiedzia\u0142a. Oliander nie by\u0142 pewien, ale mia\u0142 wra\u017cenie, \u017ce u\u015bmiechn\u0119\u0142a si\u0119. Zdj\u0105\u0142 p\u0142aszcz i zrobili z niego nosze.<\/p>\n\n\n\n<p>&#8211; Witaj Kannim- przywita\u0142 si\u0119 Eirfwolf- ostatni raz kiedy ci\u0119 widzia\u0142em mia\u0142a\u015b kr\u00f3tkie w\u0142osy i by\u0142a\u015b ni\u017csza od konia na biegunach.<\/p>\n\n\n\n<p>&#8211; To musia\u0142o by\u0107 dawno, Szary Wilku i obawiam si\u0119, \u017ce nie do ko\u0144ca pami\u0119tam to spotkanie.<\/p>\n\n\n\n<p>&#8211; Nie musisz Kannim, wa\u017cne, \u017ce ja pami\u0119tam, przede wszystkim z uwagi na to, co przekaza\u0142a mi twoja matka. Po to wtedy przyby\u0142em.<\/p>\n\n\n\n<p>&#8211; Wiem. I po to teraz jeste\u015b. Wi\u0119c nie tra\u0107my czasu.<\/p>\n\n\n\n<p>Poci\u0105gn\u0119\u0142a go za r\u0119k\u0119 w stron\u0119 pieczary.<\/p>\n\n\n\n<p>Usiad\u0142 na starym pniu i opar\u0142 g\u0142ow\u0119 o ska\u0142\u0119. Kannim przegarn\u0119\u0142a w\u0142osy i rzuci\u0142a ko\u015b\u0107mi o ziemi\u0119. Wypad\u0142o sze\u015b\u0107 i cztery. Rozpali\u0142a ogie\u0144 i nala\u0142a do dw\u00f3ch kielich\u00f3w zielony p\u0142yn. Pili go w milczeniu, a\u017c w ko\u0144cu Kannim zagadn\u0119\u0142a:<\/p>\n\n\n\n<p>&#8211; Je\u015bli tu by\u0142e\u015b, to wiesz jak to wygl\u0105da?<\/p>\n\n\n\n<p>Odpowiedzia\u0142 skinaj\u0105c g\u0142ow\u0105.<\/p>\n\n\n\n<p>&#8211; Wi\u0119c musisz wiedzie\u0107, \u017ce potrzebuj\u0119 rozmowy. O czym mi opowiesz?<\/p>\n\n\n\n<p>&#8211; Znasz opowie\u015b\u0107 o go\u015bciu, kt\u00f3ry ugotowa\u0142 zup\u0119 z gwo\u017adzia? Tak? To doskonale. Coraz bardziej obawiam si\u0119, \u017ce w\u015br\u00f3d nas mo\u017cna odnale\u017a\u0107 gwo\u017adzie, cho\u0107 widzimy zup\u0119. Pewnie nawet da\u0142oby si\u0119 j\u0105 prze\u0142kn\u0105\u0107, a jednak boimy si\u0119 j\u0105 wypi\u0107. Boimy si\u0119 gwo\u017adzi wrzuconych pomi\u0119dzy nas, boimy si\u0119 siebie nawzajem. Co\u015b si\u0119 zmieni\u0142o Kannim, czuj\u0119 to mocno. Ja zrodzony z rodu Warrena Wielkiego, czuj\u0119 si\u0119 bezsilny wobec obecnych zmian. Co\u015b si\u0119 gotuje i wre, pod mask\u0105 codzienno\u015bci. Boj\u0119 si\u0119 stawi\u0107 temu czo\u0142o, boj\u0119 si\u0119 z tym walczy\u0107, bo\u2026 Bo nie jestem Warrenem. Jestem Szarym Wilkiem i \u015bwiat obecny od tak dawna sta\u0142 mi si\u0119 obcy.<\/p>\n\n\n\n<p>&#8211; Mam nadziej\u0119, \u017ce moja przepowiednia, doda ci nadziei Eorfwolfie, cho\u0107 nie mog\u0119 tego obieca\u0107. Musisz uwierzy\u0107, \u017ce nie zawsze si\u0142a pozwala nam przetrwa\u0107, ale zaskakuj\u0105ce \u015bcie\u017cki czasu i wydarze\u0144. A teraz zamknij oczy i przez chwil\u0119 nie my\u015bl, bym mog\u0142a ci przekaza\u0107 widzenie. Jeste\u015b gotowy?<\/p>\n\n\n\n<p>Skin\u0105\u0142 g\u0142ow\u0105 i podda\u0142 si\u0119 dzia\u0142aniu zielonego napoju.<\/p>\n\n\n\n<p>Pan Cienia wolno przechadza\u0142 si\u0119 o po piwnicy. R\u0119ce mia\u0142 za\u0142o\u017cone z ty\u0142u, postaw\u0119 pewn\u0105 i szyderczy u\u015bmiech na twarzy,<\/p>\n\n\n\n<p>&#8211; Axo, czy masz nik\u0142e wra\u017cenie, \u017ce ten bury krasnal si\u0119 nie spisa\u0142? Czy te\u017c wierzysz w magiczn\u0105 moc, tego g\u00f3wna, kt\u00f3re wyprodukowa\u0142 dzisiejszej nocy? Co to jest?!<\/p>\n\n\n\n<p>Spyta\u0142 w przestrze\u0144, podnosz\u0105c srebrny, wielki i ci\u0119\u017cki miecz w g\u00f3r\u0119. Powtarzam:<\/p>\n\n\n\n<p>&#8211; Co to jest?!- kopn\u0105\u0142 zmasakrowanego krasnoluda i uni\u00f3s\u0142 jego g\u0142ow\u0119 tak, by spojrze\u0107 w oczy. &#8211; I nie r\u00f3b takiej miny, chytry i g\u0142upi starcze.<\/p>\n\n\n\n<p>&#8211; Oczekuj\u0119 miecza pe\u0142nego si\u0142y i magii klejnotu. Miecza, kt\u00f3rego blask wystarczy, by narody kl\u0119ka\u0142y. Miecza, kt\u00f3ry ol\u015bni, ale i po\u0142o\u017cy wielu. Ja, Pan najwi\u0119kszy potrzebuj\u0119 narz\u0119dzia wielkiego, mocy ska\u0142y, mocy si\u0142y, mocy wszech\u015bwiata. A ty mi podajesz jaki\u015b zwyk\u0142y no\u017cyk w kiepskiej oprawie, kurwa!!!<\/p>\n\n\n\n<p>Wpad\u0142 w sza\u0142, a w szale tym trzy razy kopn\u0105\u0142 framug\u0119 drzwi, dwa razy kar\u0142a i tylko jeden raz lustro. I tak rozsypa\u0142o si\u0119 w drobny mak. Tak te\u017c bywa, nawet w\u015br\u00f3d w\u0142adc\u00f3w zdolnych stwarza\u0107 now\u0105 przestrze\u0144. Nawet w\u015br\u00f3d tych, kt\u00f3rzy poczuli ponad-zwyk\u0142\u0105 w\u0142adz\u0119.<\/p>\n\n\n\n<p>Krasnolud nadal le\u017ca\u0142 na ziemi. By\u0142 jeszcze bardziej wymizerowany odk\u0105d tu trafi\u0142, co wydaje si\u0119 niemo\u017cliwo\u015bci\u0105. Fioletowe smugi barwi\u0142y jego cia\u0142o, lewe oko by\u0142o zapuchni\u0119te, oddycha\u0142 z trudem. Od\u0142amki szk\u0142a spowi\u0142y jego cia\u0142o miliomem ma\u0142ych i delikatnych skalecze\u0144. By\u0142 przera\u017cony gniewem i os\u0142ania\u0142 twarz swymi chudymi d\u0142o\u0144mi.<\/p>\n\n\n\n<p>Pan Cienia podni\u00f3s\u0142 go do pozycji stoj\u0105cej i powiedzia\u0142:<\/p>\n\n\n\n<p>&#8211; To jest ostatni moment by\u015b stworzy\u0142 Pie\u015b\u0144 Ku\u017ani, dla mnie. Nie pro\u015b mnie o wyrozumia\u0142o\u015b\u0107, nie mam jej.<\/p>\n\n\n\n<p>I wyszed\u0142 z Sali. Axo zeskoczy\u0142 ze sto\u0142ka i uchwyci\u0142 cienki bat.<\/p>\n\n\n\n<p>&#8211; No to zaczynamy.- rozpocz\u0105\u0142 z wigorem- pami\u0119tasz jak smakuje opozycja? Doskonale. Przynios\u0119 szkatu\u0142k\u0119 z kamieniem.<\/p>\n\n\n\n<p>Stragany najbli\u017cej zamku sta\u0142y w p\u0142omieniach. Dwustu zbrojnych otacza\u0142o ca\u0142y zamek, zdobyty bezsprzecznie. Do komnaty wszed\u0142 u\u015bmiechni\u0119ty Marro.<\/p>\n\n\n\n<p>&#8211; I jak kuzynie, nadal jeste\u015b pewny w\u0142asnych racji? Och, teraz potraktujesz mnie pewnie mniej protekcjonalnie, ni\u017c przy ostatnim spotkaniu. Tak, tak, m\u00f3wi\u0142em powa\u017cnie, cho\u0107 nie s\u0142ucha\u0142e\u015b zbyt intensywnie.- rozsiad\u0142 si\u0119 w fotelu i rozkroi\u0142 no\u017cem g\u0142\u00f3wk\u0119 pomelo.- Szczerze m\u00f3wi\u0105c, potraktowa\u0142e\u015b mnie jak przyb\u0142\u0119d\u0119, a uwierz mi, przyb\u0142\u0119d\u0105 nie jestem.<\/p>\n\n\n\n<p>Ostin wsun\u0105\u0142 na siebie lnian\u0105 tunik\u0119 i mocniej przytuli\u0142 Dorr\u0119. Uca\u0142owa\u0142 jej czo\u0142o i spojrza\u0142 na Morro:<\/p>\n\n\n\n<p>&#8211; Pozw\u00f3l mojej \u017conie odej\u015b\u0107, wtedy porozmawiamy.<\/p>\n\n\n\n<p>&#8211; Nie stawiaj mi warunk\u00f3w!- wykrzykn\u0105\u0142 rozz\u0142oszczony Morro.- Teraz ja tu je dyktuj\u0119. Dzi\u015b w nocy przesta\u0142e\u015b istnie\u0107, Ostin Vinns Khan przesta\u0142 by\u0107 panem step\u00f3w! Jestem Ksi\u0119ciem Morro Ulliasem i to mnie podlegaj\u0105 te ziemie, twoi podw\u0142adni i nawet twoja \u017cona, g\u0142upi czarny stepowy psie!<\/p>\n\n\n\n<p>&#8211; Morro! Co si\u0119 wydarzy\u0142o w twoim \u017cyciu, \u017ce tak bardzo o\u015blep\u0142e\u015b?- odpowiedzia\u0142 Ostin. Reakcja kuzyna, by\u0142a przera\u017caj\u0105ca.- Co ci obiecano, za zdrad\u0119 i wiaro\u0142omstwo, by warto by\u0142o si\u0119 ich podj\u0105\u0107? &nbsp;<\/p>\n\n\n\n<p>Morro nie odpowiedzia\u0142, zacz\u0105\u0142 wysysa\u0107 sok z cz\u0105stki pomelo, do kt\u00f3rego wn\u0119trza w\u0142a\u015bnie si\u0119 dosta\u0142.<\/p>\n\n\n\n<p>Grandal patrzy\u0142 na Kr\u00f3la, kt\u00f3rego ukocha\u0142. Na jego stare i pomarszczone oblicze, zn\u00f3w ozdobione szalonym u\u015bmiechem. Na jego szlachetne d\u0142onie, kt\u00f3rymi gestykulowa\u0142, \u015bmiej\u0105c si\u0119 i zapominaj\u0105c o \u015bmiechu. Wida\u0107 by\u0142o, \u017ce cierpi, ale tylko w tych kr\u00f3tkich momentach \u015bwiadomo\u015bci, kt\u00f3re pojawia\u0142y si\u0119 na chwil\u0119 i nie wiadomo sk\u0105d. Grandal by\u0142 przera\u017cony. W\u0142a\u015bnie wr\u00f3ci\u0142 z zachodu, gdzie s\u0142ysza\u0142 o pojmaniu Ostina i nie by\u0142 pewien, komu przekaza\u0107 niepokoj\u0105c\u0105 nowin\u0119. Ca\u0142y dw\u00f3r bawi\u0142 si\u0119 setnie chorob\u0105 Kr\u00f3la, w\u00f3dka sp\u0142ywa\u0142a z fontann na dziedzi\u0144cu. Przez okno dobiega\u0142 go pijany \u015bmiech i rechot m\u0119\u017cczyzn, popiskiwanie kobiet, ryk zarzynanych zwierz\u0105t. Zamek od kilku miesi\u0119cy sta\u0142 si\u0119 jedn\u0105, wielk\u0105 imprez\u0105 pe\u0142n\u0105 dymu i rozpasania, sta\u0142 si\u0119 jedn\u0105, wielk\u0105 i nieko\u0144cz\u0105c\u0105 orgi\u0105.<\/p>\n\n\n\n<p>Choroba przysz\u0142a niespodziewanie i szybko. Ogarn\u0119\u0142a umys\u0142 Kr\u00f3la, w\u017car\u0142a si\u0119 w kor\u0119 m\u00f3zgow\u0105 pozostawiaj\u0105c pustk\u0119. Tym sposobem \u015bwiat\u0142y i m\u0105dry cz\u0142owiek sta\u0142 si\u0119 wypalon\u0105 skorup\u0105, siedz\u0105c\u0105 przy stole w gabinecie kr\u00f3lewskim i parskaj\u0105cym \u015blin\u0105 na kr\u00f3lewskie biurko w momentach bli\u017cej niewyja\u015bnionej weso\u0142o\u015bci. Tym sposobem wielki przyw\u00f3dca i my\u015bliciel sta\u0142 si\u0119 pust\u0105 kuk\u0142\u0105, kt\u00f3rej jedyne, co zosta\u0142o z cz\u0142owieka, to system trawienny i wydalanie odchod\u00f3w.<\/p>\n\n\n\n<p>Ale nie to przera\u017ca\u0142o Grandala, najwierniejszego z doradc\u00f3w Kr\u00f3la. To mog\u0142o jedynie z\u0142ama\u0107 serce.<\/p>\n\n\n\n<p>Odk\u0105d Ekin zachorowa\u0142, nie by\u0142o na Zamku dnia bez hucznej uczty wyprawionej przez, przecie\u017c \u015bwiat\u0142ych, mo\u017cnych tego \u015bwiata. Samozwa\u0144czo zacz\u0105\u0142 przewodzi\u0107 im Parim, Ksi\u0105\u017c\u0119 Po\u0142udnia. Ten ros\u0142y i muskularny m\u0119\u017cczyzna o twarzy poznaczonej bliznami przy\u0107miewa\u0142 wszystkich ilo\u015bci\u0105 klejnot\u00f3w. Nikt nie wiedzia\u0142 sk\u0105d wzi\u0119\u0142o si\u0119 jego bogactwo, wielu podejrzewa\u0142o go o potajemne interesy z Krasnoludami w G\u00f3rach Pielgrzymich. Inni s\u0142awili jego czyny i opowiadali historie o wielkich wyprawach po skarby w g\u0142\u0105b jaski\u0144 i piaski Lillmish. Ale Grandal nie zna\u0142 nikogo, kto m\u00f3g\u0142by powiedzie\u0107 jak by\u0142o naprawd\u0119. Co wi\u0119cej, nie ufa\u0142 Parimowi.<\/p>\n\n\n\n<p>Dlatego teraz sta\u0142 i patrzy\u0142 na udr\u0119czon\u0105 nie\u015bwiadomo\u015bci\u0105 twarz Kr\u00f3la i zastanawia\u0142 si\u0119 nad tym, komu jeszcze mo\u017cna zaufa\u0107, kto potrafi pod\u017awign\u0105\u0107 prawd\u0119 i stan\u0105\u0107 w jej obronie w tych trudnych i nieoczekiwanie niebezpiecznych czasach. Zacisn\u0105\u0142 usta i podj\u0105\u0142 decyzj\u0119. Uca\u0142owa\u0142 Kr\u00f3la w czo\u0142o, zdaj\u0105c sobie spraw\u0119 z tego, \u017ce jest to po\u017cegnanie, wybieg\u0142 na dziedziniec i dosiad\u0142 konia. Nie ogl\u0105daj\u0105c si\u0119 za siebie pogna\u0142 ku Wschodniej Warowni, do Ksi\u0119cia Akrena.<\/p>\n\n\n\n<p>Byli przy samym murze, kiedy us\u0142yszeli przyciszone g\u0142osy i pobrz\u0119kiwanie broni. Przykucn\u0119li cicho pod krzakiem bzu. Nawet kot zacz\u0105\u0142 oddycha\u0107 ciszej, jakby rozumia\u0142 zagro\u017cenie. Mieszka\u0144cy Pogranicza byli przyzwyczajeni do zbrojnych oddzia\u0142\u00f3w pilnuj\u0105cych porz\u0105dk\u00f3w w pasie przygranicznym. Te kilku i kilkunastoosobowe grupy \u017co\u0142nierzy przesuwa\u0142y si\u0119 wzd\u0142u\u017c Wielkiego Muru w t\u0119 i z powrotem, we dnie i w nocy. Sk\u0142ada\u0142y si\u0119 g\u0142\u00f3wnie z by\u0142ych \u017co\u0142nierzy, kt\u00f3rym t\u0119skno by\u0142o za bitw\u0105 i nie odnale\u017ali si\u0119 w spokojnych czasach. Mieli pilnowa\u0107 porz\u0105dku, od lat wzbudzali strach. Nie by\u0142o wsi, nie by\u0142o rodziny, kt\u00f3ra nie ucierpia\u0142aby z ich r\u0119ki. \u017byj\u0105c na granicy step\u00f3w stali si\u0119 jak s\u0119py- zach\u0142anni i pu\u015bci. Stali si\u0119 drapie\u017cnikami.<\/p>\n\n\n\n<p>&#8211; My\u015blisz, \u017ce zd\u0105\u017cyli zaj\u0105\u0107 ju\u017c pozycje?- szept dochodzi\u0142 do Ariny przyt\u0142umiony przez grubo\u015b\u0107 muru, jednak s\u0142ysza\u0142a go wyra\u017anie.<\/p>\n\n\n\n<p>&#8211; Jeszcze nie, musz\u0105 okr\u0105\u017cy\u0107 ten zagajnik tak, by pozosta\u0107 niezauwa\u017conymi. &#8211; Odpowiedzia\u0142 drugi szept i charchn\u0105\u0142.<\/p>\n\n\n\n<p>&#8211; Ciszej \u2013 To znowu by\u0142 ten pierwszy i zapad\u0142a cisza. S\u0142ycha\u0107 by\u0142o jedynie spluni\u0119cie.<\/p>\n\n\n\n<p>&#8211; Sprawdzi\u0142e\u015b, \u017ce jest we wsi?- zn\u00f3w szept tego pierwszego, po chwili.<\/p>\n\n\n\n<p>&#8211; Musi by\u0107, wszyscy s\u0105 na g\u0142\u00f3wnym placu. Graj\u0105 w Czwart\u0105 Bramk\u0119.- odpowiedzia\u0142 drugi i zn\u00f3w umilkli.<\/p>\n\n\n\n<p>&#8211; Wiesz czemu ta akurat dziewucha jest istotna? Czy naprawd\u0119 nie mog\u0142aby by\u0107 jakakolwiek inna?<\/p>\n\n\n\n<p>&#8211; Ja nie zadaj\u0119 pyta\u0144. Jedyne, co wiem, \u017ce ma kolorowe oczy. \u017badna inna nas nie interesuje.- odpowiedzia\u0142 pierwszy.<\/p>\n\n\n\n<p>Ariana sta\u0142a jak pos\u0105g, Oliander wt\u00f3rowa\u0142 jej w tej kwestii. I tylko uwa\u017cnie na ni\u0105 patrzy\u0142.<\/p>\n\n\n\n<p>Eirwolf szuka\u0142 powietrza. Szed\u0142 d\u0142ugim, naprawd\u0119 d\u0142ugim korytarzem i chcia\u0142 go wreszcie opu\u015bci\u0107. Bo ile mo\u017cna. Dotyka\u0142 \u015bliskich \u015bcian jaskini, ale ju\u017c dawno przesta\u0142 szuka\u0107 w nich oparcia. Tak d\u0142ugo szed\u0142. Otula\u0142a go zielona mg\u0142a, jaka\u015b taka ciep\u0142a i nierzeczywista. I duszna zarazem. Chcia\u0142 ju\u017c j\u0105 z siebie strzepn\u0105\u0107, chcia\u0142 powr\u00f3ci\u0107 w realno\u015b\u0107. A korytarz nie mia\u0142 ko\u0144ca, jedynie drzwi. Miliony drzwi w tym wielokilometrowym korytarzu. Zdesperowany nacisn\u0105\u0142 klamk\u0119 jednych. Uchyli\u0142a si\u0119 bez oporu. Przestrze\u0144 by\u0142a wielka i czysta, czu\u0142, \u017ce oczekiwa\u0142a na niego. Post\u0105pi\u0142 kilka krok\u00f3w w g\u0142\u0105b, uwa\u017cnie si\u0119 rozgl\u0105daj\u0105c. Nie wiadomo czemu, wci\u0105\u017c czu\u0142 zagro\u017cenie. Przebiega\u0142o mu ostrzegawczo po kr\u0119gos\u0142upie, sieci\u0105 zimnych i niepewnych nitek. Wzdrygn\u0105\u0142 si\u0119. I zobaczy\u0142 smoka.<\/p>\n\n\n\n<p>Ostin obudzi\u0142 si\u0119 we w\u0142asnym zamku. Tyle \u017ce z kajdanami na r\u0119kach i nie w czystej i l\u015bni\u0105cej sypialni, ale w mokrej, \u015bmierdz\u0105cej odchodami piwnicy. W\u0142a\u015bnie patrzy\u0142 na szczura, kt\u00f3ry przebieg\u0142 jej d\u0142ugo\u015b\u0107, ot tak. Poczu\u0142 na d\u0142oni dotyk Dorry i u\u015bcisn\u0105\u0142 jej r\u0119k\u0119, nadal si\u0119 nie poruszaj\u0105c. Bola\u0142o go wszystko, nawet ten u\u015bcisk d\u0142oni.<\/p>\n\n\n\n<p>Arina patrzy\u0142a. Widzia\u0142a ogie\u0144 i krew. Wiatr przywiewa\u0142 jej \u017celazist\u0105 wo\u0144 do samego muru. S\u0142ysza\u0142a rz\u0119\u017cenie, s\u0142ysza\u0142a krzyki, okrutne i przera\u017cone. S\u0142ysza\u0142a j\u0119ki, straszne j\u0119ki ostatniej agonii, kiedy miecz naje\u017ad\u017ac\u00f3w przecina\u0142 gard\u0142o, odcina\u0142 r\u0119k\u0119, wbija\u0142 si\u0119 w pier\u015b kobiet i m\u0119\u017cczyzn, dzieci i ps\u00f3w ze wsi, w kt\u00f3rej si\u0119 wychowa\u0142a. Widzia\u0142a jak rudy \u017co\u0142nierz siedz\u0105cy na r\u00f3wnie rudym koniu wyci\u0105ga z chaty Karika i trzymaj\u0105c go za w\u0142osy ci\u0105gnie przez plac syc\u0105c si\u0119 jego m\u0119k\u0105, jak wbija mu ma\u0142y i niepozorny no\u017cyk w oko. Widzia\u0142a jak inny \u017co\u0142nierz przywi\u0105zuje star\u0105 Hamman\u0119 do jej p\u0142otu i czeka z u\u015bmiechem, kiedy zap\u0142onie, polana wcze\u015bniej w\u00f3dk\u0105. Widzia\u0142a jak Hammana wystrzeliwuje ogniem, widzia\u0142a jej twarz pe\u0142n\u0105 udr\u0119ki i ryku, a potem ju\u017c ognia.<\/p>\n\n\n\n<p>Mia\u0142a wra\u017cenie, \u017ce to nie jest prawdziwe, a zarazem czu\u0142a, jak bardzo rzeczywiste. Oliander sta\u0142 przy niej i patrzy\u0142 tak samo okr\u0105g\u0142ymi oczami na rze\u017a, rze\u017a mimo wszystko, jej wsi. Oboje oddychali szybko, ale wci\u0105\u017c cicho.<\/p>\n\n\n\n<p>&#8211; Kim jeste\u015b, dziewczyno?- szepn\u0105\u0142 Czarny.<\/p>\n\n\n\n<p>&#8211; Nikim- odpowiedzia\u0142a i zacz\u0119\u0142a sobie przypomina\u0107 co\u015b, o czym ju\u017c dawno zapomnia\u0142a.<\/p>\n\n\n\n<p>&#8211; Gallach pogr\u0105\u017cy si\u0119 w \u015bmierci i po\u017codze.- powiedzia\u0142 smok i pu\u015bci\u0142 strumie\u0144 p\u0142omienia z paszczy, idealnie zapalaj\u0105c Eirfwolfwowi fajk\u0119.- Zapadnie ciemno\u015b\u0107 i chaos. Ska\u0142y zap\u0142on\u0105, zamki znikn\u0105, a ziemia zostanie stratowana. Idzie czas Zinman, idzie czas \u015amierci.<\/p>\n\n\n\n<p>Sk\u0105d mam fajk\u0119? Pomy\u015bla\u0142 w pierwszej chwili Wilk i doszed\u0142 do wniosku, \u017ce to nie ma znaczenia. Spojrza\u0142 na smoka. Mia\u0142 ciemnozielone \u0142uski, gdzieniegdzie pob\u0142yskuj\u0105ce z\u0142otem. By\u0142 du\u017cy i brzydki. Patrzy\u0142 na niego zmru\u017conymi oczami, mlaska\u0142 d\u0142ugim j\u0119zorem, zipia\u0142 i m\u00f3wi\u0142 dalej:<\/p>\n\n\n\n<p>&#8211; Szara Sier\u015b\u0107 nie pod\u017awignie ci\u0119\u017caru tej wojny. Szara Sier\u015b\u0107 ma inne zadanie. Musi odnale\u017a\u0107 dziewczynk\u0119, Dziecko Prawdy, Dziecko Zas\u0142yszane. Ono jest, narodzone z rodu Warrena, narodzone z czarnej krwi. Pod\u017awignie miecz raz wbity i zabije z\u0142o. Odnajd\u017a je Szary.<\/p>\n\n\n\n<p>Chlusn\u0105\u0142 p\u0142omieniem i znik\u0142. Eirfwolf otworzy\u0142 oczy i ujrza\u0142 Kaminni nalewaj\u0105c\u0105 mu do kubka wody. Wypi\u0142 j\u0105 jednym haustem i rzuci\u0142 kubek na ziemi\u0119. Uca\u0142owa\u0142 Czarodziejk\u0119 w czo\u0142o i wsiad\u0142 na konia. Wiedzia\u0142, \u017ce musi si\u0119 spieszy\u0107.<\/p>\n\n\n\n<p>Boremal te\u017c wiedzia\u0142, ale zgo\u0142a co innego, \u017ce to jego ostatni dzie\u0144 i ostatnie dzie\u0142o. Czu\u0142 sw\u0105d w\u0142asnej sk\u00f3ry, przypalanej tak wielokrotnie, \u017ce mia\u0142 wra\u017cenie, i\u017c odpadnie. Wiedzia\u0142, \u017ce dzie\u0142o, kt\u00f3re w\u0142a\u015bnie poddaje ko\u0144cowej obr\u00f3bce, nie pos\u0142u\u017cy dobremu. I w\u0142a\u015bnie dlatego tchn\u0105\u0142 w nie swe ostatnie si\u0142y, tchn\u0105\u0142 w nie nadziej\u0119 na lepsze. Pobo\u017cne \u017cyczenia, jak mawia\u0142a jego matka.<\/p>\n\n\n\n<p>Karze\u0142, kt\u00f3ry go pilnowa\u0142 obserwowa\u0142 czujnie wszystko. Pogrzebacz utkwiony by\u0142 w ogniu kominka. Kiedy na niego patrzy\u0142, mia\u0142 ochot\u0119 zwymiotowa\u0107 lub rozpa\u015b\u0107 si\u0119 na miliony kawa\u0142k\u00f3w nieskorelowanych w jednej osobie. By\u0142 z\u0142y, \u017ce odczuwa b\u00f3l. Ale by\u0142 tylko Krasnoludem, Mistrzem Boremalem z G\u00f3r. Dlatego ostrze, kt\u00f3re wskrzesi\u0142 by\u0142o idealne, pi\u0119kne, mocne i w\u0142adne. By\u0142o esencj\u0105 jego \u017cycia. \u0141za Hugomora, ten diament najwi\u0119kszy na Ziemi, wie\u0144czy\u0142a je dostojnie i czysto. Boremal wiedzia\u0142, \u017ce umrze, dlatego przy samej klindze swego dzie\u0142a Ku\u017ani zostawi\u0142 nic nie znacz\u0105cy dla innych tekst: <em>inli matchi mi la<\/em>, \u201ew tym mieczu pozostan\u0119\u201d. Uca\u0142owa\u0142 kling\u0119 na zako\u0144czenie, jak ka\u017cde ze swoich dzie\u0142 i poda\u0142 kar\u0142owi. Ten u\u015bmiechn\u0105\u0142 si\u0119 i spojrza\u0142 na pogrzebacz. Boremal tym razem nie spu\u015bci\u0142 oczu. By\u0142 gotowy na b\u00f3l i na \u015bmier\u0107. Wiedzia\u0142, \u017ce mo\u017ce pozwoli\u0107 sobie na umieranie. Nawet i d\u0142ugie.<\/p>\n\n\n\n<p>&#8211; Zobacz Inka, co dla ciebie przynios\u0142em- m\u00f3wi\u0142- zobacz, jak pachnie, jak l\u015bni.<\/p>\n\n\n\n<p>Ona bieg\u0142a, oderwana, od maminej sukni i ww\u0105chiwa\u0142a si\u0119 w ten materia\u0142, podziwia\u0142a kolor, bawi\u0142a kszta\u0142tem. Czasem by\u0142a to sukienka, czasem medalion, a kiedy indziej cokolwiek. Dla niej przede wszystkim by\u0142 on, Tata, reszta nie by\u0142a istotna. Podbiega\u0142a do niego, siada\u0142a na kolanie i wpatrywa\u0142a w oczy. By\u0142y szare i ciep\u0142e. Rysowa\u0142 jej na karku litery, a ona je odgadywa\u0142a, podrzuca\u0142 j\u0105 do g\u00f3ry i \u0142askota\u0142\u2026 A potem opowiada\u0142 jej d\u0142ugie historie. O Traku Jaski\u0144 Utajenie, o Opperraklach, o z\u0142ym Ptaku Winie. S\u0142ucha\u0142a go uwa\u017cnie, a mimo to, zapada\u0142a w ufny i d\u0142ugi sen, siedz\u0105c na tych kolanach i wtulona w t\u0119 pier\u015b. Kiedy budzi\u0142a si\u0119, ju\u017c go nie by\u0142o, pozostawa\u0142a mama i jej senny u\u015bmiech. Mamine zielone oczy i utrudzone d\u0142onie szwaczki. Prosty \u015bcieg.<\/p>\n\n\n\n<p>Dopiero dzi\u015b zda\u0142a sobie spraw\u0119, \u017ce ojcowska twarz by\u0142a elfia. Dopiero dzi\u015b zrozumia\u0142a matk\u0119. Ludzk\u0105 kobiet\u0119, p\u00f3\u0142 Czarn\u0105. Ze strony dziadka. Ael w jet chwlii ot ine \u0142omia nazzcanei.<\/p>\n\n\n\n<p>Wie\u015b p\u0142on\u0119\u0142a. Oliander patrzy\u0142 na dziewczyn\u0119 o kolorowych oczach i czu\u0142 Moc Naznaczenia. P\u0142yn\u0119\u0142a przez niego, wibrowa\u0142a, otumania\u0142a, a zarazem sprawia\u0142a, \u017ce by\u0142 tak bardzo \u015bwiadom wszystkiego, \u017ce m\u00f3g\u0142 jedynie dzia\u0142a\u0107. Chwyci\u0142 jej d\u0142o\u0144 i nakaza\u0142 gestem ucieczk\u0119. Wskaza\u0142a na kota. Wiedzia\u0142, \u017ce nie przekona jej, by uciekli bez niego. G\u0142upia dziewucha! I do tego ludzka! Mimo to chwyci\u0142 rogi p\u0142aszcza, na kt\u00f3rym le\u017ca\u0142o zwierz\u0119. Nota bene, strasznie ci\u0119\u017ckie, pomy\u015bla\u0142 Oliander i pomkn\u0119li w las.<\/p>\n\n\n\n<p>Wschodnio po\u0142udniowa \u015bciana G\u00f3r Pielgrzymich ma swe zwie\u0144czenie we Wschodniej Warowni. &nbsp;<\/p>\n\n\n\n<p>By\u0142 ma\u0142y kiedy kr\u00f3lewskie piwnice otwiera\u0142y dla niego podwoje. Razem z c\u00f3rk\u0105 kucharki wymykali si\u0119 w te zau\u0142ki i groty ukryte pod zamkiem. \u015awiat starszych w \u017cyciu nie pozwoli\u0142by im na te wyprawy. Co bynajmniej nie oznacza\u0142o, \u017ce oni by na nie si\u0119 nie wypu\u015bcili. &nbsp;&nbsp; @\ufffd\ufffdS\u001b\ufffd\u0003<\/p>\n","protected":false},"excerpt":{"rendered":"<p>Jestem Szarym Wilkiem. Eirfwolfem Warrenem. Z rodu Warrena Wielkiego Kr\u00f3la i My\u015bliwego. Kr\u00f3la ro\u015blin i ptactwa. Kr\u00f3la \u015bwiat\u0142a i tego, co kryje si\u0119 poza nim. Kr\u00f3la jezior i Jady, rzeki czyni\u0105cej dobro. Kr\u00f3la las\u00f3w Ciemniej\u0105cych i tych, Kt\u00f3re Kwitn\u0105 O Brzasku, jaski\u0144 grafitowych i dolin Dojmuj\u0105cych, G\u00f3r Pielgrzymich i pielgrzym\u00f3w pod\u0105\u017caj\u0105cych, pie\u015bni niestworzonych i tych,\u2026 <span class=\"read-more\"><a href=\"https:\/\/snujemisie.pl\/index.php\/2021\/05\/01\/szary-wilk\/\">Dowiedz si\u0119 wi\u0119cej &raquo;<\/a><\/span><\/p>\n","protected":false},"author":1,"featured_media":0,"comment_status":"open","ping_status":"open","sticky":false,"template":"","format":"standard","meta":{"footnotes":""},"categories":[3],"tags":[],"class_list":["post-6605","post","type-post","status-publish","format-standard","hentry","category-mysli"],"_links":{"self":[{"href":"https:\/\/snujemisie.pl\/index.php\/wp-json\/wp\/v2\/posts\/6605","targetHints":{"allow":["GET"]}}],"collection":[{"href":"https:\/\/snujemisie.pl\/index.php\/wp-json\/wp\/v2\/posts"}],"about":[{"href":"https:\/\/snujemisie.pl\/index.php\/wp-json\/wp\/v2\/types\/post"}],"author":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/snujemisie.pl\/index.php\/wp-json\/wp\/v2\/users\/1"}],"replies":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/snujemisie.pl\/index.php\/wp-json\/wp\/v2\/comments?post=6605"}],"version-history":[{"count":2,"href":"https:\/\/snujemisie.pl\/index.php\/wp-json\/wp\/v2\/posts\/6605\/revisions"}],"predecessor-version":[{"id":6773,"href":"https:\/\/snujemisie.pl\/index.php\/wp-json\/wp\/v2\/posts\/6605\/revisions\/6773"}],"wp:attachment":[{"href":"https:\/\/snujemisie.pl\/index.php\/wp-json\/wp\/v2\/media?parent=6605"}],"wp:term":[{"taxonomy":"category","embeddable":true,"href":"https:\/\/snujemisie.pl\/index.php\/wp-json\/wp\/v2\/categories?post=6605"},{"taxonomy":"post_tag","embeddable":true,"href":"https:\/\/snujemisie.pl\/index.php\/wp-json\/wp\/v2\/tags?post=6605"}],"curies":[{"name":"wp","href":"https:\/\/api.w.org\/{rel}","templated":true}]}}