Niektórzy ludzie wydają mi się bezcieleśni. Mijam ich na ulicy, ale nigdy nie jestem pewna, czy ich mijam. Czasem czuję powiew powietrza poruszonego przejściem niewidzialnej postaci. Kiedy indziej zdarza mi się dostrzec cień na drodze. Jest bardziej wyblakły, jakby bezcielesność odbierała kontury sylwetki i pozbawiała ją wyrazistości.
Bezcieleśni ludzie cierpią. Na niedostrzegalność. Tłuką się po ulicy miasta w poszukiwaniu nadziei na widoczność. Kiedy ktoś zwraca na nich twarz, oczy błyszczą im jak latarnie. Niezauważeni odchodzą w samotność lub zapomnienie.
A przecież są. Noszą swoje niewidoczne życie na barkach. Wszystkie te szare, codzienne sprawy pozbawione globalnego znaczenia. Radzą sobie z nimi różnie, może mniej doskonale niż chciałby to widzieć świat. Może nie raz lepiej, trudno stwierdzić. Bo to w ogóle nie ma znaczenia.
Niewidzialni ludzie często chcieliby być jeszcze bardziej niewidzialni. Wtapiają się dla niepoznaki w tłum. Uczą naśladownictwa i towarzyskiej sztuki przetrwania. Wiedzą, kiedy się zaśmiać. Lub kiedy zmilczeć. A kiedy poudawać.
Kameleony codziennych wydarzeń. Maskują niewidoczność makijażem lub uśmiechem. Wyglądem na wszystko w porządku. Stylem na jest okej.
Niektórzy milczą. Inni dużo gadają. Zagadują swoje istnienie. Dzięki temu nikt ich nie słyszy, bo nie mówią o niczym istotnym. Odwracają uwagę od niewidzialności, zapełniając ją potokiem nic nie znaczących słów.
Zakopują się pod stertą niezałatwionych spraw. Zagrzebują w resztkach codzienności. Czasem tak bardzo nie mogą się podnieść, że aż spadają. Paraliżuje ich niemoc przed wykonaniem ruchu. Zastygają.
Niektórzy toną w rozpaczy. Unoszą się na fali smutku, coraz mniej walcząc z wciągającymi w otchłań wirami. Poddają się, oczekując na objęcie zimna. Na wypchnięcie powietrza. Na zalanie łzami.
Zbyt często odchodzą znienacka. Wtedy nagle stają się zauważeni. Jakby śmierć nadawała wyrazistości ich życiu. Okazują się być wtedy lubiani. Niezapomniani. Ważni. Przez tę jedną chwilę nabierają konturów i barw.
Zostają po nich stare płaszcze i wyblakłe zapiski w pożółkłych zeszytach. Blistry leków w łazience, flakoniki nic nie znaczących nazw. Karty choroby. Epizody. Ostre szpilki myśli: jak mogłam nie zauważyć?