Zatoki

przez | 10 października 2021

Niektórzy mają piętę, ja mam achillesowe zatoki. Przez wiele lat nic im się nie działo i oglądając reklamy (w tych dawnych, zapomnianych już czasach, kiedy to w domu rodzinnym natykałam się na telewizor) o czarodziejskich proszkach na zatoki, dziwiłam się, że takie cuda komuś potrzebne.

Tymczasem od kilku lat moje zatoki schodzą na psy i obecnie przedstawiają się katastrofalnie. Ma to niewątpliwy związek z grzaniem kaloryferów i coraz częstszym smogiem o tej porze roku. No i moim generycznym słabościom w kierunku astmy, alergii i tym podobnym.

To nie tak, że mam katar. Mam tak absolutnie zatkany nos, że płucząc usta płynem do zębów, potrafię wpaść w lekką panikę, bo nie mogę oddychać.

Noce spędzam na próbach odetkania nosa, albo nawilżaniu gardła, które zasycha w ramach oddychania ustami.

Teraz akurat, udało mi się uzyskać na chwilę swobodny przepływ powietrza. Zdecydowanie nie doceniałam tego, że mogę oddychać przez nos. Co za wspaniałe uczucie!

Taki moment muszę wykorzystać na sen. Potem mam go tak mało.

Myślę jeszcze o tym, że to wspaniałe, że mam obie ręce. Każdą z pięcioma palcami. Że mam dwie nogi. Gardło, język i dwoje oczu i uszu. Mogę chodzić, śpiewać i tańczyć. Mogę rozmawiać i słuchać. To naprawdę dużo.

Dobrze jest czasem się zatrzymać i zobaczyć, jak wiele mam. I choć te zatoki, to wspaniały pretekst do przystanku wdzięczności, to już by mogły nieco odpuścić. Też byłabym wdzięczna.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *